Tom Michell, Lekcje z pingwinem

Lekcje z pingwinem, Tom Michell, recenzja

Mieliście kiedyś marzenie, żeby po studiach zamiast iść do pracy, pojechać na kilka lat do Ameryki Południowej? Główny bohater i jednocześnie autor tej książki właśnie tak zrobił.
Tylko że ta podróż przypadła akurat na lata wojskowej dyktatury w Argentynie.
A nieoczekiwanym towarzyszem bohatera stał się pingwin.

Argentyna.
Czasy galopującej inflacji.
Pięknie odmalowana codzienność w Ameryce Łacińskiej.
A w tym wszystkim młody, sympatyczny Anglik, który chce żyć inaczej.

To już ciekawy początek dla dobrej powieści. Ale ta książka nie byłaby tak ciekawa, gdyby nie tytułowy bohater. Pingwin.
Michell znajduje go na plaży wśród innych zatrutych ropą ptaków. Ratuje go z litości, ale i poczucia obowiązku. Zupełnie nieoczekiwanie znajduje w nim przyjaciela, który odmienia życie jego i jego podopiecznych z argentyńskiej szkoły.

Ciekawa historia i trudne pytania w tle

Dawno już nie czytałam tak ciepłej, poruszającej, smutnej, ale jednocześnie wibrującej pozytywną energią książki. Takie historie mogły wydarzyć się tylko w Ameryce Łacińskiej. I tylko w ubiegłym stuleciu.
Autorowi udało się też to, czego nie potrafią krzykiem i protestami pokazać działacze Greenpeace. Tom Michell poruszył wiele trudnych tematów jak ochrona środowiska, ekologia, bezmyślność ludzka, pogoń za zyskiem, stawianie pieniądza ponad życiem.
Ofiarą nieprzemyślanych a może celowych działań stały się setki pingwinów. Zapewne tak samo zabawnych, pociesznych i sympatycznych, jak ten jeden, który dziwnym trafem ocalał i bardzo szybko podbił serce swojego nowego opiekuna (a wkrótce i wszystkich jego podopiecznych).

Historia niezwykłej symbiozy

W miarę opowiadania swojej niezwykłej historii, Michell sam zaczyna się zastanawiać, kto kogo właściwie uratował. Bo bardzo szybko okazuje się, że to właśnie niepozorny, sięgający zaledwie do kolana zwierzak staje się nie tylko powiernikiem, ale i pocieszycielem, dobrym kumplem, przyjacielem, który pomaga pozbyć się kompleksów, zawsze cierpliwie wysłucha i swoją tylko obecnością potrafi wprawić w dobry nastrój.

Mocne strony „Lekcji z pingwinem”

Cała ta historia, chociaż opiera się na autentycznych wspomnieniach autora, już sama w sobie jest niezwykła i fascynująca. Jednak nie da się ukryć, że wielką zaletą powieści jest fantastyczny język. Michell to niezrównany gawędziarz, który świetne i z humorem opisuje otaczający go świat. Ma dystans do siebie, zadaje trudne pytania, ale zamiast krytykować wielkich i bogatych, decyduje się pomóc tym, którzy głosu nie mają. Rewelacyjnie opisuje jednak nie tylko tytułowego pingwina, ale i w wyjątkowy sposób przedstawia wszystkich tych, z którymi zetknął się w Ameryce Południowej – przedsiębiorczych pucybutów, psotnych uczniów szkoły, gospodynię internatu, a nawet zachłannego celnika.

***

„Lekcje z pingwinem” to dość gruba książka. Ale z przyjemnością wchłonęłam ją podczas podróży pociągiem. Słuchając równego stukotu kół po szynach. Patrząc co jakiś czas w okno, z którego widać było już wciąż jeszcze nieśmiałą wiosnę. Rozmyślając, że taka wyprawa na drugi koniec świata, zanim rozpocznie się „normalne życie”, mogłaby szybko stać się największą przygodą życia.