Led Zeppelin

Led Zeppelin – Kiedy giganci chodzili po ziemi

Legenda głosi, że Zeppelini zawsze mieli najdłuższe włosy i najmocniejsze wzmacniacze. Nie wspominając już o tym, że grali najlepsze piosenki, wydawali najciekawsze płyty, a ich koncerty wyzwalały we wszystkich najwięcej energii.

Prawda, fikcja, legenda i nieśmiertelne piosenki

I tak jak każda legenda, Zeppelini również mają swoje ciemne strony i demony pokryte narkotycznym pyłem i dymem szalonych lat siedemdziesiątych. Jednak legendy mają to do siebie, że nie zawsze są do końca prawdziwe. Jedyne, co w historii Zeppelinów jest pewne, to piosenki, które niezmiennie pozostają takie same. Jimmy Page, założyciel i lider formacji, powiedział w jednym z wywiadów, że ich piosenki i płyty idealnie odzwierciedlają to, jaka panowała w zespole atmosfera podczas ich nagrywania. Choćby dlatego warto poznać prawdziwą historię jednego z najbardziej legendarnych zespołów w historii muzyki.

Spotkanie czterech wspaniałych

Wszystko zaczęło się jeszcze pod koniec lat sześćdziesiątych. Jimmy Page – jeden z najzdolniejszych gitarzystów w Londynie a przy tym najlepiej ubrany, przystojny i o dziwo wciąż mało znany – po rozpadzie swojej grupy The Yardbirds postanawia zrealizować marzenie o stworzeniu najlepszej grupy rockowej. Zaprasza do współpracy Johna Paula Jonesa – multiinstrumentalistę i muzyka sesyjnego, którego poznał wcześniej podczas nagrań. Wokalistą zostaje Robert Plant – długowłosy hippis z południa Anglii, zbuntowany fan Elvisa, o niepokojąco brzmiącym głosie, który wszędzie zwykł chodzić boso. Za perkusją zasiada John Bonham, przyjaciel Planta, którego liczne kapele zwalniały za to, że grał zbyt głośno. Czwórka indywidualistów, dla których muzyka była najważniejsza. Gdy po raz pierwszy zagrali razem, nikt nie miał wątpliwości, że to jest właśnie to.

Pierwsze sukcesy i hrabina von Zeppelin

I tak powoli Zeppelin zaczął wzbijać się coraz wyżej i nabierać prędkości, chociaż nie obeszło się też bez turbulencji. Przez jakiś czas zespół grał nawet bez nazwy, kiedy to protestować zaczęła hrabina von Zeppelin. Nie podobało jej się, że dobre imię Ferdynanda von Zeppelina ma być odtąd łączone z tak rozkapryszonym i dzikim zespołem rockowym. Sprawę próbowano załagodzić, a hrabina po spotkaniu z członkami zespołu niemal dała się udobruchać. Niemal, bo zobaczyła również okładkę pierwszej płyty z płonącym zeppelinem, która wydała jej się bardzo dwuznaczna…

Szybki triumf, wypalenie i powrót

Problem w końcu rozwiązano, a koncerty zespołu przyciągać zaczęły rzesze coraz to nowych sympatyków, płyty sprzedawały się w milionowych nakładach a muzycy sami stali się gwiazdami numer jeden lat siedemdziesiątych. Każdy z ich sztandarowych numerów jak „Dazed and confused”, „Whole lotta love”, „Kashmir” czy wreszcie „Stairway to heaven” stanowi kamień milowy w historii muzyki. To one wywindowały Led Zeppelin na sam szczyt. Muzycy, mając zaledwie po dwadzieścia kilka lat, osiągnęli właściwie wszystko, co było do zdobycia i odtąd mieli się mierzyć tylko z własną legendą. To był też początek dramatycznej drogi w dół. Po wydaniu dwupłytowego albumu „Physical Graffiti” stracili dawny polot. Nagrywali w najlepszych studiach, ale klasa piosenek była znacznie niższa niż kiedyś, chociaż pierwsze albumy tworzyli praktycznie w przerwach między koncertami, a grali je na hotelowych korytarzach. Muzyczny świat również gwałtownie się zmieniał. Hardrockowe dinozaury musiały ustąpić miejsa wymuskanym zespołom z lat 80. Gwoździem do trumny okazała się jednak śmierć Johna Bonhama. Od tego czasu muzycy przestali ze sobą grać, chociaż o fanach nie zapomnieli. Jimmy Page co jakiś czas wypuszcza nowe wydania starych hitów, Robert Plant oddaje się solowej karierze, zdarzyło się mu również ruszać w trasę z Page’em i nagrywać z nim nowe piosenki, ale już nie pod szyldem Led Zeppelin. Zespół ożył na jeden wieczór w 2007 roku, kiedy w Londynie zagrał wyjątkowy koncert po latach, z synem Bonhama za perkusją.

Mick Wall, Led Zeppelin. Kiedy giganci chodzili po ziemi

O zespole Led Zeppelin powstało wiele książek. Niektóre z nich przypominają ładnie wydane tabloidy, w których więcej plotek i pogłosek niż prawdy. W moje ręce trafiła biografia autorstwa Micka Walla „Led Zeppelin. Kiedy giganci chodzili po ziemi”. Ciekawie napisana, opowiedziana z perspektywy muzyków, z licznymi fragmentami wywiadów, recenzjami płyt i opisami poszczególnych piosenek.

Najlepsze kawałki Led Zeppelin

Niezależnie jednak ile książek o Led Zeppelin się przeczyta, zespołu się nie pozna, jeśli nie przesłucha się wielokrotnie jego płyt. W encyklopediach znaleźć można zazwyczaj adnotację, że najważniejszym utworem zespołu są „Schody do nieba”, krytycy wychwalają „Kashmir” i rozpływają się nad czwartą płytą zespołu. Ja jakoś mam inną zeppelinowską listę, na którą nie załapała się żadna z tych piosenek. Z płyt po tę najsłynniejszą również sięgam zdecydowanie najrzadziej, a do moich absolutnych faworytów należą albumy „I”, „II”, „III” oraz „House of the Holy”. Najlepsze piosenki? Hmm…

1. Rain Song
2. Over the Hills and far away
3. The song remains the same
4. Immigrant song
5. Bron_Y_Aur_Stomp
6. Babe I’m gonna leave you
7. How many more times
8. Whole lotta love
9. Ramble on
10. Moby Dick

(kolejność mocno przypadkowa, bo mimo szczerych chęci nie potrafię ich ułożyć w kolejności, wszystkie są jak dla mnie równie dobre).

photo credit: positivelypurple via photopin cc