róże

Milan Kundera mniej znany

W przysłowiowym czeskim filmie zazwyczaj nie wiadomo, o co chodzi. U Kundery bywa podobnie, zwłaszcza jeśli zacznie się bawić formą. Eksperymenty, ironia i trudne pytania bez odpowiedzi to już właściwie jego znak rozpoznawczy.

Klasyka mniej znana

Moją listopadową randkę z Kunderą rozpoczęły 3 powieści: „Życie jest gdzie indziej” z 1973 roku, napisana 22 lata później „Powolność” i jeszcze bardziej zakręcona „Tożsamość” z 1997 roku. Pierwsze dwie są słodkie-gorzkie, ostatnia zamiast prowadzić do konkretów, które powinny decydować o tożsamości, rozmywa się nie wiadomo gdzie i miesza ze snem, stając się jedną wielką niewiadomą. Każda z tych trzech książek siedzi w głowie jeszcze na długo po przeczytaniu, na swój sposób prowokuje i przewraca rzeczywistość do góry nogami. Z drugiej strony to jednak opowieści o życiu, emocjach, miłości, niby prawdziwej, ale jednak na opak.

Życie jest gdzie indziej

Powieść szczególna, w której Kundera porusza motyw artysty, właściwie bardzo oklepany już w literaturze. Na szczęście jednak dla czytelnika, a na nieszczęście dla głównego bohatera, wszystko w tej książce jest o wiele bardziej skomplikowane niż zazwyczaj. Głównymi postaciami są tu mężczyzna i kobiety. Najważniejsza w życiu Jaromila, niespełnionego poety, jest jego matka, której miłość jest dla niego błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie. Jest też barierą nie do pokonania przy poszukiwaniu przyjaciół i nawiązywaniu pierwszych romansów. Matka go kocha, ale wyjątkowo zaborczo, a żeby mieć kontrolę nad synem, gotowa jest zrezygnować z własnego szczęścia i szansy na udane życie. Sam Jaromil jednocześnie się cieszy i wstydzi tej duszącej go relacji, a z braku pozytywnych wzorców, sam ma poważne problemy nie tylko z budowaniem związków, ale i z samym kochaniem. W dodatku od normalnego życia odsuwa go jeszcze jedno przekleństwo – idea poety i kreowania swojego życia. Nieświadomie więc Jaromil sam zastawia na siebie pułapkę, a zamiast zyskać podziw i uznanie innych, stopniowo stacza się na komicznie nakreślone dno.
Za tę powieść Kundera otrzymał nagrodę Prix Médicis Étranger. A chociaż z pewnością nie można nie zgodzić się z jej dobrymi ocenami, to ustępuje miejsca późniejszym powieściom, które pisarzowi przyniosły znacznie większą sławę. „Życie jest gdzie indziej” świetnie się czyta, ale jeśli zna się już inne powieści Kundery, to można poczuć jednak lekki niedosyt. Przynajmniej ja go poczułam, bo akurat w tej powieści to jeszcze nie ten Kundera.

Powolność

To jeden z nowszych utworów Kundery i być może dlatego autor pozwolił sobie tu na znacznie więcej eksperymentów. Pisze nie dla poklasku, nie dla ugruntowania swojej pozycji, lecz przede wszystkim dla siebie i samej hecy. Chociaż niczego nie musiał już udowadniać, to na kartach tej skromnej powieści liczącej niespełna sto stron również przemycił kilka trafnych spostrzeżeń odnośnie miłości i samego życia. Opowieść toczy się właściwie dwoma torami, chociaż w jednym miejscu – francuskim zamku, w którym właśnie odbywa zjazd entomologów, a niegdyś rozegrała się akcja opowiadania Vivanta Denona o kawalerze i pani de T. Kluczem do zrozumienia powieści jest sam tytuł. Zgodnie z przekonaniem czy raczej sugestią Kundery, powolność odeszła w niepamięć, nikt nie chce o niej już pamiętać, a współcześni, chcąc zapomnieć o czasach, w których przyszło im żyć, wybierają życie w coraz szybszym tempie. O ile jednak podróż do przeszłości okazuje się wycieczką do krainy harmonii i szczęścia, tak nakreślone przez Kunderę wydarzenia mu współczesne są wyjątkowe chaotyczne, pozbawione sensu, ładu i składu, przez co stają się zwyczajnie komiczne dla czytelnika, a tragiczne dla samych bohaterów. Może i Kunderze zdarzało się pisać powieści lepsze i bardziej spójne, ale tu od lektury też trudno się oderwać. Właściwie czytając, balansuje się między pełnym zaskoczenia „że jak?” a „bez sensu”, ale przynajmniej w moim wypadku książka nie powędrowała w kąt. Powieść absurdalna, ale jednak warta przeczytania.

Tożsamość

Powieść jeszcze nowsza od „Powolności”, bo wydana w roku 1997 i również rozmyta nie wiadomo, w którym właściwie momencie, bo początkowo zgrabnie opowiadana historia nagle przechodzi w warstwę marzeń i snów, a raczej koszmarów. Para bohaterów ma imiona godne powieści o miłości, jednak Chantal i Jean Marc nie są zwykłą, typowo romantyczną parą. To ona jest tu starsza, więcej zarabia, ma własne mieszkanie i jednak zmartwienia jak każda wrażliwa kobieta, która chce być kochana, a jednocześnie nie jest do końca odporna na upływ czasu. Zakochany w niej Jean Marc wymyśla tajemniczego adoratora i w jego imieniu wysyła anonimowe listy. Chociaż wymyślona, ta trzecia postać robi spore zamieszanie w życiu tej dwójki i staje się źródłem nieporozumień, wątpliwości, kłótni i mocno nadwyręża zaufanie obojga. W finale akcja powieści się rozmywa, staje się mocno odrealniona i jest tak samo trudna do uchwycenia jak tytułowa tożsamość.
„Tożsamość” to powieść krótka, która stawia zdecydowanie więcej pytań niż daje odpowiedzi. Bo jak zresztą można uchwycić coś, co jest nieuchwytne, inne dla głównego zainteresowanego, a inne dla jego bliskich? I gdzie przebiega cienka granica, między pewnością, że znamy kogoś bardzo dobrze, a faktem, że w rzeczywistości wiemy o nim bardzo mało? Wraz z tą powieścią można dojść też do smutnej prawdy: nawet jeśli żyje się razem, to jednak jest się samotnym w swoim świecie emocji, odczuć i nadziei, a dobre intencje nie zawsze prowadzą do równie dobrych skutków.
Chyba najbardziej nostalgiczna powieść z całej tej trójki, poważna, miejscami namiętna i romantyczna, ale też nie pozbawiona typowego dla Kundery humoru. Wraz z wydaniem „Nieznośnej lekkości bytu” autor jednak dość wysoko ustawił sobie poprzeczkę. Kto jednak powiedział, że za każdym razem musi ją przeskakiwać? Nawet bez tego jego powieści są dobre, a nawet jeśli nie awansują go wyżej, to z pewnością też nie zwalają z piedestału.

Opublikowano: 15.11.2013.