Księga Diny, recenzja

Księga Diny, Herbjorg Wassmo, recenzja

„Księga Diny” zaistniała dla mnie po raz pierwszy jako film. Tak mocny, że wcisnął mnie w fotel. Kiedy pierwsze wow opadło, pomyślałam, że chcę przeczytać książkę. Musiałam na to poczekać kilka lat, ale jednak było warto. Nie tylko film wciska w fotel. Książka również. I to na bardzo długo.

Księga Diny to opasłe, liczące przeszło 600 stron tomisko. Świetna powieść, ale jakże różna od tych rosyjskich, francuskich czy niemieckich. Wszystko co skandynawskie od zawsze ma dla mnie szczególny koloryt, wyjątkową surowość, coś mitycznego i jednocześnie pierwotnego. Nie inaczej jest w przypadku „Księgi Diny”.
Akcja rozpisana jest na pierwszą połowę XIX stulecia. Nie ma jeszcze samochodów. Jedynymi środkami lokomocji są sanie, konie albo statki, a każda podróż to niebezpieczna wyprawa rozciągnięta na wiele dni. Bohaterowie żyją spokojnie wśród fiordów, blisko przyrody, zgodnie z porami roku. Jednak ten spokój i cykliczność zakłócają tragiczne wydarzenia.

Fabuła

Tytułowa Dina w nieszczęśliwym wypadku traci matkę. Wypadek, do którego sama się przyczyniła, kładzie się cieniem na całe jej życie. Dina żyje odtąd na granicy życia i śmierci, zamyka się we własnym świecie, rozmawia z duchami, odczuwa bardzo silną więź z przyrodą. Jako dziecko jest odtrącona przez ojca, następnie staje się żoną znacznie starszego od siebie mężczyzny, ale im dalej w dorosłość, tym staje się silniejsza, pewniejsza siebie, bardziej kobieca i nieodgadniona. Z czasem zaczyna przypominać jeden wielki i potężny żywioł, któremu przychodzi się zmierzyć z innymi siłami – przyrodą, macierzyństwem, wojną i miłością.
To nie są ożywcze spotkania. Każde z nich na swój sposób ją kaleczy i rani. Ma swoje cienie i blaski. Każe czekać. Liczyć się z innymi. Skazuje na samotność.

Opowieść o Norwegach i Norwegii

„Księga Diny” to powieść kopalnia. O Norwegach. Ludziach Skandynawii. Twardych, zamkniętych w sobie i nieodgadnionych. Wystarczy zanurzyć się w książce, żeby w wyobraźni zobaczyć kolorowe domki, strzeliste góry, malownicze fiordy, niebo, na którym zbierają się sztormowe chmury. Można odwrócić kartkę, żeby wejść do norweskich domów i poznać ludzi praktycznie z każdej klasy społecznej. Bogatych i biednych. Tych, którzy wydają polecenia i tych, którzy je wykonują. Tych, którzy decydują, tych którym wydaje się, że decydują i tych, którzy jedynie słuchają. Chociaż zdarzają się w tej powieści też wyjątki, a bycie na szczycie tej drabiny wcale nie bywa gwarantem szczęścia.

Dina

Dina to szczególna postać. Dzika i silna, a jednocześnie przesiąknięta bardzo gwałtownymi emocjami. Wyjątkowo wrażliwa i niezwykle utalentowana. Dziecko, wilczyca i nordycka bogini w jednym. Nie sposób się nie zafascynować tą postacią. Nie sposób nie szukać w sobie podobnych, silnych emocji.
Dina robi wrażenie. Bywa okrutna, ale ma też zaskakująco prosty kręgosłup moralny. Momentami jest niczym wycięta ze Starego Testamentu postać, która hołduje zasadzie „oko za oko, ząb za ząb”. Dina okazuje dobroć słabszym, ale i jest bezwzględna dla tych, którzy nie potrafią okazać ludzkich uczuć. Nie na darmo zresztą powołuje się na księgę swojej matki, czyli Biblię. Sama jednak pisze jej własną wersję. Okrutną, surową, wyrazistą, w której nie ma miejsca na kompromisy ani wyjątki. Nawet dla siebie.

Kobieta

Za każdym razem, kiedy trafiam na takie powieści, zaczynam myśleć o ich autorach. Herbjorg Wassmo niewątpliwie ma wyjątkową wyobraźnię. Wyjątkowy zmysł obserwacji. Potrafi rozłożyć każdą emocję na czynniki pierwsze. Precyzyjnie pokazać te punkty duszy, które sprawiają ból.
Ma przerażający talent. I jak prawdziwa kobieta, potrafi doskonale zrozumieć kobietę. Z całą jej złożonością, głębią i tajemnicą.

W czytanej niedawno „Muzie” pojawił się motyw kobiety-artystki, która rzekomo nie dorasta talentem do pięt mężczyznom. Przeszłość rzeczywiście zdominowana jest przez mężczyzn. Ale głęboko wierzę, że stało się tak tylko dlatego, że kobietom nie pozwolono dojść do głosu.
Uwielbiam wielu pisarzy. Mam swoich idoli. Ale taką historię jak w „Księdze Diny” mogła napisać jedynie kobieta. I oby właśnie takich pozycji było jak najwięcej.