Kraina snów

Kraina snów (Fragmenty ubrane, cz. 18)

Życie. Najmniej wątpliwości budzi to, które jest teraz. Potrafimy je czuć, przeżywać, cieszyć się nim, chociaż nie zawsze wiemy po co i dlaczego. Niektórzy wierzą, że to obecne, to jedynie przystanek. Poczekalnia w drodze do tego prawdziwego życia. Ale są osoby, które między tymi dwoma życiami znajdują jeszcze jedno. U Niny George to kraina snów. Zagadka, miejsce graniczne, w którym jednak emocje wcale nie zasypiają.

Kraina snów

Przez wiele dni zastanawiałam się, jak ocenić tę książkę. Wiele razy zadawałam sobie pytanie, czy mi się ona podoba. Momentami mnie wciągała, ale znacznie częściej wprowadzała w senny i nostalgiczny nastrój. Teraz dochodzę do wniosku, że to właściwie dobrze, bo właśnie taki powinien być klimat tej powieści. Historia jest banalna, idealna do amerykańskiego wyciskacza łez. Były reporter wojenny, Henry, po latach ma okazję spotkać się ze swoim kilkunastoletnim synem, którego widział jedynie na zdjęciach. Ma wiele wątpliwości, obaw, ale cieszy się na to spotkanie. Niestety nie udaje mu się na nie dotrzeć. W drodze jest świadkiem wypadku. Na jego oczach dziewczynka wpada do Tamizy i jedynie on może jej pomóc. Właściwie się nie zastanawia, tylko skacze do wody i od razu zyskuje w oczach czytelników wiele cennych punktów na skali sympatii. Ale na tym właściwie jego aktywność się kończy. Zaraz po wyjściu na ląd zostaje potrącony przez samochód, trafia na oddział intensywnej terapii i zapada w coraz głębszy sen.

Kraina snów

Nie jest jednak sam. Wkrótce na oddziale pojawiają się dwie najbliższe mu osoby, które są dla niego już wystarczającym powodem, żeby żyć – syn, którego tak bardzo chciał poznać i kobieta – Eddie, której nigdy nie miał odwagi powiedzieć, że ją kocha. Reszta to milczenie i emocje ukryte między słowami, na granicy dwóch światów. Bohaterowie rozmyślają, śnią, snują opowieści, a pogrążony w śpiączce Henry na nowo przeżywa swoje życie, dowiaduje się, jak wyglądałoby w innych światach równoległych.

Kraina snów

Jest jeszcze ktoś, Maddie, nastoletnia baletnica również pogrążona we śnie, ale zbyt przerażona, by wrócić. To właśnie na nią zwraca uwagę młody Sam i opiekując się ojcem, poświęca coraz więcej czasu również i swojej nowej koleżance, którą poznaje właściwie w wyobraźni i we własnych snach.

Kraina snów
„Kraina snów” na literackiej mapie daleko jest od dreszczowców i thrillerów. Akcja rozwija się w niej spokojnie, sporo jest w tej powieści przemyśleń, wspomnień, marzeń, nadziei i smutków. Ale w tym wszystkim Nina George potrafiła też wiele razy świetnie zbudować napięcie. Wiele rozdziałów kończy się w najmniej odpowiednim momencie, wiele razy zdarzyło mi się zastanawiać, czy to już ten moment, a autorka nie przywróci swoich śniących bohaterów do życia. I ten nastrój utrzymuje się do samego, a historia właściwie się nie nudzi. Momentami czytałam w myślach bohaterów, poznawałam ich historie, strachy, uczucia, ale i obserwowałam jak podejmują decyzje, które trudno uznać za dobre czy złe. Nina George jasno daje jednak do zrozumienia, że ten wybór jest właściwie zawsze. Inna sprawa, czy nasze decyzje są złe czy dobre. To można ocenić dopiero z perspektywy czasu.
Jest jeszcze coś. W „Krainie snów” ważne miejsce zajmują śmierć i strach, ale w porę pojawia się też miłość, która wyprowadza wszystkich na właściwą ścieżkę. Bo co jak co, ale to właśnie ona nie umiera, jest znacznie silniejsza i mocniejsza od śmierci.

Kraina snów

„Krainę snów” można by właściwie przenieść na deski teatru. Aktorzy wychodziliby na scenę, w kłębach dymu naśladującego mgłę mówiliby swoje kwestie. Z kolorów do tej powieści najlepiej pasują odcienie koloru niebieskiego – od błękitów, przez bardziej intensywne niebieskości, aż po niepokojąco głębokie granaty. Jeśli materiały to zwiewne, miękkie i przyjemne w dotyku, w stonowanych kolorach. Mam taką jedną sukienkę. Jest bajecznie błękitna, bardzo przyjemna w dotyku, miękko otula sylwetkę. Ale ma też w sobie coś bardzo dziewczęcego – poszerzane na dole rękawy, które zawiązywane są dodatkowo na urocze kokardy. W modzie to obecnie hit, ale w tym wypadku trend zgrabnie łączy się z klasyką i staje się bardzo ciekawym detalem. Ta sukienka właściwie świetnie wygląda w pastelowej oprawie, ale mimo wszystko chciałam dodać stylizacji trochę życia i energii. Dodałam więc do niej czerwone, zamszowe czółenka na grubym, lakierowanym obcasie i błyszczący gadżet – wisiorek z uroczą baletnicą, który wyjątkowo pasuje do tej właśnie powieści.

  • Masz tak magiczne zdjęcia! Aż nie mogłam skupić się na recenzji książki 😉

    • Cieszę się, że się podobają :) I zapraszam do kolejnych recenzji :)

  • Kiedy czytałam Twoją recenzję, to stwierdziłam, że Twoje zdjęcia doskonale pasują do klimatu tej książki, a czerwone buty na pewno w książce byłyby tym jednym, punktem zwrotnym :)

    • Takie jest założenie całego cyklu – wszystkie stylizacje mają nawiązywać do recenzowanych książek. Cieszę się, że widać to na zdjęciach :)

  • Krystyna Polek

    Jak tak Ciebie czytam, to myślę, że książka jest mocna w grę z uczuciami. Czasami warto taką przeczytać, by docenić sobie to, co się ma

    • Oj tak, angażuje uczucia mocno, ale w pozytywnym sensie

  • Bardzo klimatyczna sesja do klimatycznej książki!

  • Marek Minimalista

    Nie mój typ książek ale bardzo ciekawa recenzja.