bobas

Kiedy ono stało się konsumentem?

Magiczne „kiedy w końcu dorosnę, to…” wypowiedział jak zaklęcie chyba każdy. Nie oszukujmy się, bycie dzieckiem, chociaż niewątpliwie przyjemne, niesie ze sobą wiele ograniczeń. Lubimy od czasu do czasu być rozpieszczani, trafić pod troskliwe skrzydła kogo innego, ale alergicznie już reagujemy, kiedy nagle ten ktoś zaczyna podejmować za nas decyzje. Czy jednak to współczesne dziecko ma aż tak źle?

Nowy dziecięcy świat

Okazuje się, że jednak nie do końca. My dorośli z przekąsem mówimy, że dzisiejsze dzieci nie mają wyobraźni, nie są kreatywne, wszystko trzeba podsunąć im gotowe pod nos. To prawda, współczesne maluchy nie żyły w świecie walkmanów, które wiecznie wciągały taśmę, kolekcjonerów notesików, miłośników kolorowanek, maskotek, lalek Barbie i klocków LEGO. Dostały jednak świat, który nam dorosłym wydawał się zawsze poza zasięgiem. Jeszcze jakiś czas temu komputery zarezerwowane były jedynie dla dorosłych, programy dla dzieci zajmowały jedynie niewielki procent ramówki telewizyjnej, małe modnisie po kryjomu musiały testować kosmetyki, przymierzać buty i stroje swoich mam, a pojawienie się maluchów w jakimkolwiek miejscu publicznym (sklepie, banku czy np. przychodni) bywało kłopotliwe i to nie tylko dla ich rodziców.

Emancypacja dziecka

Współczesne dziecko traktowane jest już jak ktoś ważny, a badacze temu zjawisku dali nawet nazwę – emancypacja dziecka. Zastanawiające jest tylko to, czy marketingowcy i wszyscy ci, którzy w dziecku dostrzegli klienta, chcą tylko zarobić czy może dodatkowo zrekompensować sobie to, czego im w dzieciństwie odmawiano? Bo w końcu zabawki, gry komputerowe, elektroniczne gadżety, linie kosmetyków dla dzieci, markowe ubranka dla maluchów wymyślają jednak (świetnie się przy tym bawiąc) dorośli, a dzieci z satysfakcją mogą oddać się swojej ulubionej zabawie – w dorosłych.

Mali kolekcjonerzy doświadczeń, obrazów i wrażeń

Nie muszą przy tym bawić się na niby, bo furtka do dorosłego świata coraz szerzej się dla nich otwiera. Współczesne dzieci mogą bawić się na prawdziwych komputerach, używać prawdziwych kosmetyków, telefonów komórkowych i smartfonów, wydawać prawdziwe pieniądze, a nawet posiadać prawdziwe konto w prawdziwym banku. I idę o zakład, że to właśnie maluchy z tych wszystkich przywilejów czerpią znacznie więcej przyjemności niż my, dorośli. Może i brakuje w tym wszystkim kreatywności, miejsca na swobodny rozwój wyobraźni, ale niewątpliwie ci, którzy nie mają jeszcze dekady na karku zbiorą w swoim dziecięcym życiu znacznie więcej doświadczeń, obrazów i wrażeń zanim uzyskają pełnoletność, niż wielu dorosłych przez całe swoje życie.

Wyluzowane dziecko i spięty dorosły

Coraz wcześniejsze wkraczanie w dorosły świat zdaje się nieuniknione, z pewnością ma swoje plusy, ale posiada też swoją ciemną stronę – nieskończoną ilość możliwości. O ile jednak dziecko niewinnie się bawi, szuka zajęć i przedmiotów, które sprawiają mu radość, stara się znaleźć nić porozumienia z rówieśnikami, to dorosły zazwyczaj wszystko to traktuje już ze śmiertelną powagą – zajęcia dodatkowe to obowiązek, relacje z innymi są wzajemną uprzejmością i transakcją, a drobne przyjemności stają się kolejnym (zbędnym) wydatkiem i przyczyną wyrzutów sumienia.

Czym skorupka za młodu nasiąknie?

Dziecko, zwłaszcza to dobrze kochane, zazwyczaj łatwiej odpuszcza, widzi świat w jaśniejszych barwach, daje się prowadzić życiu za rękę, potrafi instynktownie podejmować swoje pierwsze dobre decyzje i właściwie nigdy nie dorośleje w negatywnym sensie tego słowa. Czy wyrośnie z niego zakochany w sobie narcyz, egoista i materialista? Pewnie nie większy, niż każdy z nas, dorosłych. Możliwe jednak, że im szybciej stanie się konsumentem, tym szybciej ta przyjemna i kosztowna zarazem zabawa mu się znudzi. Nie poczuje przy tym pustki i rozczarowania jak wielu dorosłych, którzy nagle odkrywają, że niezależność bywa bardzo samotna, a szczęścia nie można kupić. Prawdopodobnie zamiast tego zabierze swoje zabawki i pójdzie się bawić do innej piaskownicy.

Opublikowano: 28.01.2014 r.

  • Mój roczny synek na szczęście jeszcze nie stał się konsumentem, choć pewnie lada chwila zacznę słyszeć natarczywe “kup mi, kup mi”. Synek ma oczywiście dużo zabawek, głównie dostał je od dziadków. Ale i tak najbardziej interesuje się zwykłymi domowymi przedmiotami.

    • Nic tylko życzyć wytrwałości, cierpliwości i radości z obserwowania małego obywatela 😉