Postanowienia wiosenne

Każdy dzień jest dobry na postanowienia

Niekoniecznie Nowy Rok. Może i potrącenie kieliszków z szampanem daje im swego rodzaju magiczną moc, ale często słomiany zapał jest jeszcze bardziej łatwopalny niż sylwestrowe fajerwerki.

Jeszcze kilka lat temu bawiłam się w wypisywanie na kartce postanowień na najbliższe miesiące. Teraz wiem, że to na mnie nie działa. W dodatku znalazłam znacznie lepszy czas na składanie sobie obietnic. To początek wiosny. Jak zimowe wieczory i krótkie dni nie motywowały mnie do niczego poza zaszyciem się gdzieś w kącie z książką, tak budząca się do życia wiosna dodaje mi nieprawdopodobnej energii. Od wiosennych porządków zwykle wszystko się zaczyna, a potem wszystko już samo idzie ku dobremu. Zaczyna się wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy, domykanie starych spraw, planowanie kolejnych tygodni, tym razem podczas spaceru w jasnych promieniach słońca. I co najważniejsze, do ich realizacji przystępuję od razu albo z kilkudniowym tylko opóźnieniem i wyjątkowym zapałem.

Cierpliwie uczę się też omijać pewną pułapkę, w którą wpadło również wiele znanych mi osób. Jestem ambitna, ale w planowaniu. Na jeden dzień potrafię obdzielić się obowiązkami, które wykonuję przez 3 dni, a czwartego potrzebuję do regeneracji, przez co praktycznie przez tydzień robię sobie miesięczne zaległości i wiecznie jestem z siebie niezadowolona. tej wiosny mówię temu stanowcze nie. I wiem, że nie jest to aż takie trudne. Wystarczy, że pamiętam o kilku kardynalnych błędach, których nie mogę popełnić przy planowaniu, żeby wszystko szło jak z płatka.

I. Nadmiar postanowień szkodzi (zdecydowanie) i przytłacza

Jak tu wziąć wiatr w żagle i wypływać na szerokie wody, skoro w miejscu trzyma kotwica nienaturalnie dużych rozmiarów? Ludzie zazwyczaj dzielą się na dwie grupy: tych, którzy planują dużo (bo więcej obowiązków motywuje ich do bardziej wydajnej pracy) oraz tych, którzy przerażeni ich ogromem odkładają postanowienia na następny dzień, potem na kolejny i jeszcze kolejny, następny tydzień, następny miesiąc itd., a potem nie są w stanie nadrabiać tych zaległości. W efekcie postanowienia czekają na kolejny rok. Stety niestety człowiek nie maszyna, a nawet największy tytan pracy nie może wiecznie zasuwać jak mały samochodzik po autostradzie. Prędzej czy później zabraknie mu energii.

Zanim więc do swojej listy postanowień noworocznych zacznę doklejać dodatkowe karteczki z kolejnymi punkcikami, staram się nieco przystopować, bo: 1) i takwszystkiego nie zrobię, 2) i tak zgubię gdzieś te karteczki i po co się denerwować?
Nawet jeśli wykonam połowę z tych bardziej ambitnych postanowień, to i tak będzie już sukces.

II. Planowanie nierealne jest zawsze nierealne

To jak sobie radzimy z postanowieniami widać po naszych próbach z poprzednich lat. Już na tej podstawie można ocenić, ile faktycznie zdąży się zrobić i nie warto się łudzić czy mieć nadzieję, że uda się zrobić więcej. Chociaż postanowienia są ważne, to jednak nie dajmy się zwariować. W końcu nie zając, nie uciekną, w razie czego wciągnie się je na listę postanowień za rok. Kiedyś się doczekają realizacji.

III. Postanowienia dobrze jest dozować i rozkładać w czasie

Postanowienia zdają się mieć szczególną moc w Nowy Rok, ale co szkodzi zaplanować, że na każdy miesiąc przypadnie jedno postanowienie, a nie wszystkie jednocześnie? Nie dość, że jest dzięki temu urozmaicenie, to od razu znika uczucie przytłoczenia. W dodatku jedno postanowienie, którego trzymamy się twardo przez miesiąc staje się nawykiem, przestaje po tych 30 dniach uwierać i śmiało można pomyśleć o nowym obowiązku. Poza tym łatwiej jest się zmotywować na 30 dni niż na 365.

IV. Planuje się głównie obowiązki

Postanowienia muszą być przecież trudne, wymagające zaangażowania i energii, a przyjemność to przecież nie obowiązek. Okazuje się, że nie dość, że pasje i przyjemności to obowiązek, to w dodatku jest to najpierwszy obowiązek z kilku powodów. Warto robić coś dla siebie, bo pasje chronią przed prozą życia, a poza tym dzięki nim ma się niemal gwarancję, że któreś z postanowień noworocznych się jednak zrealizuje, co samo w sobie jest bardzo krzepiące. W swoich planach warto więc znaleźć miejsce tak samo na faktyczne obowiązki, jak i przyjemności i pamiętać o nich na przemian.

V. Nie planuje się drobiazgów

A to błąd szczególny, bo właśnie te drobiazgi, w dodatku zostawiane często na ostatnią chwilę, pożerają niewiarygodnie dużą ilość czasu, a potem nie wiadomo skąd biorą się zaległości. Rzeczy martwe bywają bardzo złośliwe i to znacznie częściej niż nam się wydaje, zwłaszcza jeśli są sterowane komputerowo.

VI. Co właściwie jest priorytetem?

Najczęściej dobrze się je ocenia, ale nieodpowiednio ustawia w kolejności do wykonania. Wciąż mi się zdarza, że priorytety zostawiam na później, bo wymagają więcej czasu, energii, skupienia, a drobiazgi (które często okazują się zbędne) biorę na pierwszy ogień, dla rozgrzewki i akurat przy nich odkrywam w sobie nagle perfekcjonistkę i pedantkę. Wszystko musi być zrobione równo, idealnie, precyzyjnie, a prawdziwe priorytety czekają na ostatnią chwilę albo z bólem serca (chociaż bardziej to wyrzuty sumienia) z nich rezygnuję.

VII. Marzeń nie zostawia się na później

Błędnie się zakłada, że wróci się do nich, kiedy będzie się miało trochę czasu, bo w końcu na ich realizowanie zazwyczaj ma się ochotę. Niezupełnie. Nie dość, że czasu zawsze będzie mało, to i chęci również ubędzie, a marzenia z roku na rok będą coraz bardziej nieosiągalne. Trzeba znaleźć na nie czas, dziergać choćby po kwadransie dziennie, nawet kosztem snu. Marzenia są tego warte.

VIII. Za dużo postanowień to zło

A jeśli się tego nie rozumie, to dobrze na listę postanowień wciągnąć odpoczynek. Po co komu kierat, syndrom wiecznego braku czasu i przemęczenie. Przodowników pracy ceniło się w socjalizmie. Dziś są na szczęście reliktem, a najczęściej wystarczy rozsądnie pomyśleć, żeby sobie ulżyć albo docenić pomocną dłoń. W końcu nie ma ludzi niezastąpionych.

IX. Nie planuje się długoterminowo

Codzienne życie zaprzątają zwykle banały. Dni mijają, a zmiany odkłada się na później, kiedy już zrobi się to i tamto. Nie, nie zacznie się pracować, bo zawsze pojawi się tamto i owamto. Pierdoły i nieszczęścia zwykle chodzą parami. Im szybciej się z nimi zerwie, tym lepiej. Wciąż uczę się odmawiać, nie brać na siebie rzeczy, których nie mam ochoty robić. Zyskuję satysfakcję, ale i czas, żeby małymi kroczkami realizować to, co dla mnie naprawdę ważne. Efekty i to zazwyczaj zaskakująco dobre przychodzą właściwie mimochodem.

X. Perfekcjonizm wrogiem postanowień

Wiele razy mi się to zdarzało. Niby coś planowałam, chciałam coś zrobić, ale rezygnowałam w połowie, bo efekty nie były wystarczająco dobre, czułam, że umiem za mało i nie wiedzieć dlaczego uznawałam, że inni zrobią to lepiej. Teraz staram się coraz bardziej odpuszczać i po prostu działać. Wiem, że mam prawo się mylić, wiem też, że w razie potrzeby mogę się cofnąć i coś poprawić. Perfekcjoniści zwykle muszą wybierać między skrajnościami: czarne albo białe, dobre albo złe i rezygnują zanim się do czegoś w ogóle zabiorą. I tak postanowienia pękają jak mydlane bańki, jedna po drugiej. Jak chyba każdy nie lubię bubli i fuszerki, ale perfekcjonizm na pewno nie ma prawa mnie więcej blokować i zatrzymywać w miejscu.

***

Ten tekst powstał już ponad cztery lata temu. Zawsze do niego wracam, kiedy wiem, że muszę coś zaplanować. Zawsze mi w jakiś sposób pomaga, daje moc, żeby wystartować. I w dużej mierze to dzięki niemu zaczynam znowu planować, tylko że tym razem dla siebie, z myślą o sobie, zgodnie ze sobą i wyjątkowo skutecznie.

Życzę pięknej i słonecznej wiosny. I dużo pozytywnej energii do działania :)

  • Warto zacząć od ustalenia sobie priorytetów. To one tak na prawdę są filarami naszych pragnień. Duże zadania warto podzielić na mniejsze, albo dać sobie więcej czasu. Chociaż ja jestem zwolennikiem metody małych kroczków 😉

    • Hania

      Metoda małych kroków – czyli coraz bardziej popularne kaizen. Powolutku, ale do przodu.
      I jeszcze dobrze jest trzymać się zasady SMART – nasze cele powinny być:
      szczegółowe,
      mierzalne,
      atrakcyjne,
      realistyczne,
      terminowe.

      Kiedy się trzyma tej zasady, o wiele łatwiej jest ocenić postępy i zmotywować się dalszej pracy .

  • Masz rację! Zawsze jest dobry dzień <3

  • Nie do końca zgadzam się z tym co napisałaś, a w części zgadzam się w 100%… Najważniejsze chyba, żeby przyjąć sobie swój sposób działania i trzymać się go 😉