kieliszki

Każdy dzień jest dobry na postanowienia

Ale nic nie sprzyja im tak bardzo jak Nowy Rok. Potrącenie kieliszków z szampanem daje tym postanowieniom swego rodzaju magiczną moc, ale w rzeczywistości nasz słomiany zapał jest jeszcze bardziej łatwopalny niż sylwestrowe fajerwerki i sztuczne ognie razem wzięte.

Skąd ta niemoc i brak motywacji od razu po rozpoczęciu roku, a niekiedy nawet po przebudzeniu w noworoczny poranek? Czyżby postanowienia wymyślane były na poczekaniu pod wpływem samej tylko euforii czy czegoś mocniejszego?

Właściwie każdy kogo znam jest zawsze ambitny, ale w planowaniu. Ja też mam ten odwieczny problem – na jeden dzień obdzielę się obowiązkami, które wykonuję przez 3 dni, a czwartego potrzebuję do regeneracji, przez co praktycznie przez tydzień robię sobie miesięczne zaległości i wiecznie jestem z siebie niezadowolona. A trzeba właściwie tak niewiele, żeby się udało. Zazwyczaj wystarczy jedynie unikać dziesięciu kardynalnych błędów przy planowaniu i życie od razu jest piękniejsze.

I. Nadmiar postanowień szkodzi (zdecydowanie) i przytłacza

Jak tu wziąć wiatr w żagle i wypływać na szerokie wody, skoro w miejscu trzyma kotwica nienaturalnie dużych rozmiarów? Ludzie zazwyczaj dzielą się na dwie grupy: tych, którzy planują dużo (bo więcej obowiązków motywuje ich do bardziej wydajnej pracy) oraz tych, którzy przerażeni ich ogromem odkładają postanowienia na następny dzień, potem na kolejny i jeszcze kolejny, następny tydzień, następny miesiąc itd., a potem nie są w stanie nadrabiać tych zaległości. W efekcie postanowienia czekają na kolejny rok. Stety niestety człowiek nie maszyna, a nawet największy tytan pracy nie może wiecznie zasuwać jak mały samochodzik po autostradzie. Prędzej czy później zabraknie mu energii.

Zanim więc do swojej listy postanowień noworocznych zacznie się doklejać dodatkowe karteczki z kolejnymi punkcikami, lepiej nieco przystopować, bo: 1) i tak się wszystkiego nie zrobi, 2) i tak się zgubi gdzieś te karteczki i po co się denerwować?
Jeśli wykona się połowę z tych bardziej ambitnych postanowień, to i tak będzie już sukces.

II. Planowanie nierealne jest zawsze nierealne

To jak sobie radzimy z postanowieniami widać po naszych próbach z poprzednich lat. Już na tej podstawie można ocenić, ile faktycznie zdąży się zrobić i nie warto się łudzić czy mieć nadzieję, że uda się zrobić więcej. Chociaż postanowienia są ważne, to jednak nie dajmy się zwariować. W końcu nie zając, nie uciekną, w razie czego wciągnie się je na listę postanowień za rok. Kiedyś się doczekają realizacji.

III. Postanowienia dobrze jest dozować i rozkładać w czasie

Postanowienia zdają się mieć szczególną moc w Nowy Rok, ale co szkodzi zaplanować, że na każdy miesiąc przypadnie jedno postanowienie, a nie wszystkie jednocześnie? Nie dość, że jest dzięki temu urozmaicenie, to od razu znika uczucie przytłoczenia. W dodatku jedno postanowienie, którego trzymamy się twardo przez miesiąc staje się nawykiem, przestaje po tych 30 dniach uwierać i śmiało można pomyśleć o nowym obowiązku. Poza tym łatwiej jest się zmotywować na 30 dni niż na 365.

IV. Planuje się głównie obowiązki

Postanowienia muszą być przecież trudne, wymagające zaangażowania i energii, a przyjemność to przecież nie obowiązek. Okazuje się, że nie dość, że pasje i przyjemności to obowiązek, to w dodatku jest to najpierwszy obowiązek z kilku powodów. Warto robić coś dla siebie, bo pasje chronią przed prozą życia, a poza tym dzięki nim ma się niemal gwarancję, że któreś z postanowień noworocznych się jednak zrealizuje, co samo w sobie jest bardzo krzepiące. W noworocznych planach warto więc znaleźć miejsce tak samo na faktyczne obowiązki, jak i przyjemności i pamiętać o nich na przemian.

V. Nie planuje się drobiazgów

A to błąd szczególny, bo właśnie te drobiazgi, w dodatku zostawiane często na ostatnią chwilę, pożerają niewiarygodnie dużą ilość czasu, a potem nie wiadomo skąd biorą się zaległości. Rzeczy martwe bywają bardzo złośliwe i to znacznie częściej niż nam się wydaje, zwłaszcza jeśli są sterowane komputerowo.

VI. Co właściwie jest priorytetem?

Najczęściej dobrze się je ocenia, ale nieodpowiednio ustawia w kolejności do wykonania. Zazwyczaj priorytety zostawia się na później, bo wymagają więcej czasu, energii, skupienia, a drobiazgi (które często okazują się zbędne) bierze się na pierwszy rzut i akurat przy nich człowiek odkrywa w sobie nagle perfekcjonistę i pedanta. Zupełnie nie wiadomo dlaczego, a prawdziwe priorytety zostawia się na ostatnią chwilę lub w ogóle się z nich rezygnuje.

VII. Marzeń nie zostawia się na później

Błędnie się zakłada, że wróci się do nich, kiedy będzie się miało trochę czasu, bo w końcu na ich realizowanie zazwyczaj ma się ochotę. Niezupełnie. Nie dość, że czasu zawsze będzie mało, to i chęci również ubędzie, a marzenia z roku na rok będą coraz bardziej nieosiągalne. Trzeba znaleźć na nie czas, dziergać choćby po kwadransie dziennie, nawet kosztem snu. Marzenia są tego warte.

VIII. Za dużo postanowień to zło

A jeśli się tego nie rozumie, to dobrze na listę postanowień wciągnąć odpoczynek. Po co komu kierat, syndrom wiecznego braku czasu i przemęczenie. Przodowników pracy ceniło się w socjalizmie. Dziś są na szczęście passe, a najczęściej wystarczy użyć główki, żeby sobie ulżyć albo docenić pomocną dłoń. W końcu nie ma ludzi niezastąpionych.

IX. Nie planuje się długoterminowo

Codzienne życie zaprzątają banały, a jak mantrę powtarza się, że zacznie się pracować nad zmianą życia, gdy zrobi się to i tamto. Nie, nie zacznie się pracować, bo zawsze pojawi się tamto i owamto. Pierdoły i nieszczęścia zwykle chodzą parami. Im szybciej się z nimi zerwie, tym lepiej. Zyska się nie tylko satysfakcję, ale i czas. Warto zrobić coś na zaś, a nawet jeśli na efekty trzeba będzie troszkę dłużej poczekać, to niemal na pewno przerosną nasze oczekiwania.

X. Perfekcjonizm wrogiem postanowień

Niby coś się planuje, chce się zrobić, ale rezygnuje się w połowie kroku, bo jest się za słabym, nieodpowiednim, za mało się umie, inni zrobią to lepiej (a raczej tak twierdzą). Bzdura, lepiej zrobić coś i iść do przodu, bo w razie czego zawsze można to poprawić. Perfekcjoniści zwykle muszą wybierać między skrajnościami: czarne albo białe, dobre albo złe i rezygnują zanim się do czegoś w ogóle zabiorą. I tak postanowienia noworoczne pękają jak mydlane bańki, jedna po drugiej.

***

Zatem planujmy, dla siebie, z myślą o sobie, zgodnie z sobą, każdego dnia, byle skutecznie. I do siego roku!!!

  • Warto zacząć od ustalenia sobie priorytetów. To one tak na prawdę są filarami naszych pragnień. Duże zadania warto podzielić na mniejsze, albo dać sobie więcej czasu. Chociaż ja jestem zwolennikiem metody małych kroczków 😉

    • Hania

      Metoda małych kroków – czyli coraz bardziej popularne kaizen. Powolutku, ale do przodu.
      I jeszcze dobrze jest trzymać się zasady SMART – nasze cele powinny być:
      szczegółowe,
      mierzalne,
      atrakcyjne,
      realistyczne,
      terminowe.

      Kiedy się trzyma tej zasady, o wiele łatwiej jest ocenić postępy i zmotywować się dalszej pracy .