Kanada. Ulubiony kraj świata, Katarzyna Wężyk recenzja

Kanada. Ulubiony kraj świata, Katarzyna Wężyk

Niewątpliwie kojarzy się dobrze. Jest jednym z najbogatszych krajów świata, ale nie wychyla się tak jak Stany Zjednoczone. Im dłużej o Kanadzie myślę, tym więcej narzuca mi się podobieństw do Skandynawii. Tu również króluje przyroda, jest wyjątkowo zimno, a ludzie zaliczają się do najszczęśliwszych na świecie. Poza tym warto pamiętać, że Kanada to kraj Bryana Adamsa, Celine Dion i Garou znanych z wyjątkowo melodyjnych i optymistycznych piosenek.

Im częściej jednak się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem pewna jednego. Moja wiedza o Kanadzie opiera się głównie na stereotypach. Szybkich skojarzeniach. Dobrze wypromowanych produktach eksportowych. Zresztą to chyba jednak nie tylko moja opinia, skoro Kanada w zbiorowej wyobraźni funkcjonuje jako ulubiony kraj świata, który kojarzy się jedynie z samymi pozytywami. Jaka jednak jest naprawdę?

Niemal krystalicznie czysty wizerunek Kanady bardzo dokładnie przeanalizowała Katarzyna Wężyk – dziennikarka związana między innymi z „Gazetą Wyborczą” i „Wysokimi Obcasami”, a przy okazji politolog i stypendystka Fundacji Kościuszkowskiej na Columbia University w Nowym Jorku. W czternastu rozdziałach swojej książki „Kanada. Ulubiony kraj świata” analizuje różne kwestie związane z Kanadą, wyciąga na światło dzienne niewygodne tematy, wylicza, z czego Kanada nie jest dumna, chociaż na świecie słynie z doskonałego PR.

Jakie są zatem kanadyjskie grzeszki?
Na dobry początek Wężyk rozprawia się z Anią. Tą z uwielbianych na całym świecie książek Lucy Maud Montgomery, która ostatnio przypomina o sobie w serialowym hicie Netflixa. Grzechem by było więc nie wykorzystać historii z powieści do stworzenia atrakcji turystycznej. Na Wyspie Księcia Edwarda można cofnąć się w czasie, odwiedzić Avonlea, takie jak na kartach książek Montgomery, podumać, zamyślić się i trochę pomarzyć. Jak jednak zapewnia Wężyk, czar miasteczka Ani szybko mija, a jego mieszkańcy jakoś wcale nie przepadają za sympatyczną dziewczyną z rudymi warkoczami.

Pod lupę trafia też Justin Trudeau. Obecny premier, syn wieloletniego premiera i chyba najbardziej fotogeniczny polityk na świecie, którego Wężyk nie bez powodu porównuje z księciem z disneyowskiej „Małej Syrenki”. Młody Trudeau zniewala uśmiechem, świetnie radzi sobie w mediach społecznościowych, jest wyjątkowo lubiany w Kanadzie i poza jej granicami. Wężyk przypomina o jego dobrych pomysłach, ciekawych wypowiedziach, które zjednały mi licznych zwolenników, ale i wylicza obietnice, z których się nie wywiązał, chociaż z szerokim uśmiechem zapewniał, że są bliskie jego sercu.

W „Kanadzie…” sporo jest też o kolonialnej przeszłości i typowym dla bogatych krajów podejściu do rdzennej ludności. Kanada pod tym względem wcale nie wypada lepiej niż Amerykanie czy Australijczycy, a potomkowie kanadyjskich Indian po dziś dzień mają traumatyczne wspomnienia związane z przestawianiem ich na bardziej cywilizowane, nowoczesne i lepsze życie.

To wciąż jednak nie wszystko. Kanada słynie na świecie z polityki imigracyjnej. Jako jeden z niewielu krajów wprowadziła wiele lat temu system punktowy, na podstawie którego można ubiegać się o prawo do stałego pobytu w kraju klonowego liścia. Wężyk wylicza zalety wyboru Kanady (otwartość, tolerancja, wielokulturowość), ale i wspomina o niewątpliwych wadach, w tym przede wszystkim o rosnących w zastraszającym tempie cenach nieruchomości, na które coraz rzadziej stać nawet nawet rodowitych Kanadyjczyków, a które są łakomym kąskiem dla zamożnych obywateli z państwa środka.

„Kanada. Ulubiony kraj świata” to kawał dobrego reportażu z bardzo bogatą bibliografią. Katarzyna Wężyk nazwała i przeanalizowała wszystkie kanadyjskie bolączki, dotarła do ciekawych ludzi, fajnie przedstawiła Kanadę z różnych punktów widzenia. Szkoda, że w książce zabrakło zdjęć, bo świetnie mogłyby dopełnić jej opowieść. I tak jednak książkę wyjątkowo dobrze się czyta, mnóstwo w niej informacji podanych w wyjątkowo zgrabny sposób. W tej książce coś jednak mnie przytłoczyło. Zabrakło mi w niej równowagi. Skrupulatnie wyliczone są w niej wady, ale zabrakło mi Kanadyjskich zalet, którym kraj zawdzięcza miano „ulubionego kraju świata”. Do Kanady od dawna mnie ciągnie, fascynuje mnie zdecydowanie bardziej niż Stany Zjednoczone, chciałabym ją w końcu odwiedzić, chociaż z każdym kolejnym rozdziałem książki Wężyk, sama sobie zaczęłam zadawać pytanie, czy sympatii, jaką ją darzę, nie podarowałam Kanadzie jednak trochę na wyrost.