inspiracje na listopad

Jesienne inspiracje na listopad (Grechuta, Knopfler, Sting, Kundera)

Ciężko jest sobie wyobrazić jesień bez pożywki intelektualnej. Tym bardziej, że wydawnictwa co rusz raczą nas czymś ciekawym albo usilnie starają się przekonać, że kolejne pozycje są warte uwagi. W dobie, kiedy już prawie każdy znany-lubiany lub znany-nielubiany pisze książki, autobiografie i poradniki, miło jest sięgnąć jednak po coś innego.

Z autobiografiami bywa różnie, jednak biografie to już zupełnie inna bajka. Wydaje się, że niekoronowaną królową księgarń jest obecnie Anna German, chociaż na nowo wskrzesza się też Marka Grechutę.

Chwile, których nie znamy, Marta Sztokfisz

Grechuta

Premiera książki Marty Sztokfisz właściwie zlała się z końcówką moich studiów, a książkę przyszło mi czytać chyba w najbardziej wdzięcznym miejscu – pociągu. Grechuta, a raczej jedna z jego piosenek, chodził za mną od wiosny. Z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam więc po jego biografię, ładnie wydaną, z ładnym zdjęciem na okładce i, jak się miało wkrótce okazać, ładnie napisaną. Kolejne rozdziały to opowieść o dzieciństwie, życiu w Zamościu i później w Krakowie, wspomnienia przyjaciół, artystów, anegdoty, zazwyczaj sympatyczne. Trudno nazwać Grechutę na ich podstawie krystalicznie czystą postacią, chociaż z drugiej strony artystom wiele się wybacza. Jednego jednak z pewnością nie można mu odmówić – wyjątkowej wrażliwości i pasji do muzyki i poezji. Z kart książki można się dowiedzieć, że nie do końca radził sobie z sukcesem, a chociaż sceny potrzebował, to jednak bycie na świeczniku kłóciło się aż za bardzo z jego introwertyczną naturą. Wyróżniał się już wiele lat temu, a dziś pewnie niestety nie znalazłby sobie miejsca w celebryckim światku, do którego nie pasują pęki czerwonych melancholii. A szkoda.

Piosenki Marka Grechuty

Całkiem naturalnie Grechucie udało się też wkraść do moich płyt na jesień. Ciekawym wydawnictwem jest dwupłytowy zestaw ze Złotej Kolekcji. Taki Grechuta w pigułce, bardziej i mniej znany, łącznie 43 piosenki, które zgrabnie umilają jesienne popołudnia i wieczory, a przy tym są idealną kołysanką i lekiem na skołatane nerwy. Typowy klasyk, który wcale się nie starzeje.

płyty na jesień

Mark Knopfler, Privateering

Ale na jesień nie mogło się też obyć bez dwóch innych starszych panów. “Privateering” Marka Knopflera ukazało się już w zeszłym roku i okazało się idealnym krążkiem na jesień. To również wydanie dwupłytowe i całkiem przyjemny zestaw piosenek, tych szybszych i tych bardziej spokojnych, ale co najważniejsze, pogodnych. Chociaż czas mija, Knopflerowi siwych włosów przybywa, to jednak nie smęci, nie nudzi, tylko jak zawsze odwala kawał dobrej roboty.

Sting, The last ship

I Jeszcze jedna nowość. Od września Sting znowu nadaje. Ukazała się nowa płyta, tym razem musical “The Last Ship”, o czym nie omieszkały nie wspomnieć wszystkie kolorowe pisma. Do Stinga sentyment mam już od lat. Z nim praktycznie zaczynałam studia, z nim przyszło mi je kończyć. I na szczęście wciąż trzyma fason, a przerwa mu nie zaszkodziła, chociaż na płycie raczej nie widzę potencjalnych hitów. Nostalgicznym kawałkom o miłości i życiu, zakrapianym szkockimi i irlandzkimi akcentami na szczęście bliżej do dobrej muzyki sprzed lat niż do banalnych przebojów, które jednym uchem wpadają, a drugim wypadają. I dobrze. Sting akurat niczego już nie musi udowadniać, a jego muzyka sama się obroni.

powieści Kundery

Milan Kundera – w sam raz nie tylko na jesień

No i coś do poczytania. Na listopad padło na Milana Kunderę, którego kojarzy się głównie z „Nieznośną lekkością bytu”. Też zaczynałam od tej książki, a do reszty od dawna planowałam się „kiedyś” zabrać. To „kiedyś” właśnie nadeszło i to w idealnym momencie. Kundera wydaje się stworzony do czytania jesienią, inspiruje, zachęca do refleksji, subtelnie odkrywa przed czytelnikiem świat i delikatnie opisuje uczucia i emocje swoich bohaterów. W dodatku temu wszystkiemu nadaje niebanalną formę. Książek Kundery właściwie się nie czyta. Kundera sam je opowiada, dzieli się uwagami i w dodatku rozmawia z nami przez karty powieści. Jeśli więc małe literackie rendez-vous jesienią, to tylko z nim. Tym bardziej, że akurat wznawiane są jego bardziej popularne utwory.