Fuji

Japońskie impresje (Murakami, Bator, Kobo)

Jeszcze jakiś czas temu dla przeciętnego zjadacza chleba Japonia była przede wszystkim odległa i egzotyczna. Kojarzyła się też z hasłami – markami samochodów, komiksami i żółtymi pokemonami. Prawdziwa moda na Japonię zaczęła się niedawno. Do wzrostu popularności kraju przyczyniły się gejsze (a raczej hollywoodzkie opowieści o nich), wariacje na temat japońskiej kuchni i przede wszystkim sushi czy wreszcie legenda ekscentrycznego Tokio, gdzie nienormalność jest normalnością.

Haiku i “Kobieta z wydm”

Pewne zjawiska, marki i pojęcia na dobre wdarły się do słownika popkultury, ale jeśli chodzi o samą literaturę, to japoński akcenty były raczej skromne i ograniczały się bardzo długo do oszczędnych w słowach wierszy haiku. W XX wieku do kanonu przebojem wdarł się Abe Kobo ze swoją powieścią „Kobieta z wydm” i długo był jedyną gwiazdą do czasu, aż pojawił się Haruki Murakami.

Inspirująca i modna Japonia

Obecnie w księgarniach na japońskie i inspirowane Japonią pozycje zapanowała swego rodzaju moda i nic nie zapowiada, że przeminie jak sezonowy trend. Nie śpi nie tylko Murakami, ale również i Joanna Bator, która pisze o Japonii, a raczej o Japończykach, a co rusz pojawiają się też książki o japońskiej literaturze, teatrze, modzie, stylu życia czy kuchni. Okazuje się, że Japonia to kraj mały, niepozorny, wyspiarski, ale z powodzeniem zainspirować może cały świat.

Literatura według Japończyków

Całkowicie na Japonię raczej się nie nawrócę, ale jednak nie zamierzam się też jej wyrzekać. Tym bardziej, że z samej literatury związanej w jakiś sposób z krajem jest już co wybierać, a wiele pozycji, to wyjątkowe kąski. Ograniczę się do trzech: ostatniej powieści Murakamiego, „Japońskiego wachlarza” Joanny Bator i klasyka, czyli „Kobiety z wydm”, którą często zna się niestety tylko z tytułu.

Haruki Murakami, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa

O tej powieści było głośno jeszcze przed premierą, a z chwilą wejścia do sprzedaży biła rekordy popularności. Czy słusznie? Hmm… Książka zebrała dobre recenzje, ale po trylogii “1Q84” nie zaskoczyła mnie niczym nowym. Ot stary, dobry Murakami, trzyma poziom, ale przełomów jednak nie było. Zarys historii z książki przeczytać można już na okładce – była sobie piątka przyjaciół, ale tuż po skończeniu szkoły średniej grupa nagle się rozpadła. Mijają lata, a chociaż cała piątka wspomina dawne czasy, to tylko tytułowy Tsukuru postanawia się dowiedzieć, dlaczego grupa się rozpadła. Właściwie nie tyle postanawia, co namawia go do tego nowo poznana kobieta, z którą ma nadzieję się związać.

Historia niby prosta, ale jednak skomplikowana, bo tradycyjnie Murakami wplata we wszystko niewyjaśnione morderstwo, zniknięcie, tajemnicze sny, woreczek z nieznaną zawartością, a opowieść urywa właściwie przed finałem. Nic więc się do końca nie wyjaśnia, a czytając, można jedynie snuć różne możliwe scenariusze, bardziej i mniej prawdopodobne. Suma sumarum: pożywka intelektualna smaczna, przyjemna, zgrabnie napisana, ale po ochach i achach jakiś niedosyt jednak zostaje. Wniosek dla mnie: nie czytać recenzji przed książką, zwłaszcza taką, po którą i tak zamierzam sięgnąć.

Joanna Bator, Japoński wachlarz

Kolejne wydanie książki Joanny Bator, laureatki Nagrody Literackiej Nike w 2013 roku. Dobra okazja nie tylko, żeby przypomnieć książkę, ale również i przygotować grunt pod nową pozycję autorki, również o Japonii i Japończykach. „Japoński wachlarz” nie jest powieścią, to raczej wspomnienia, historie o tym, co w Japonii nietypowe, zaskakujące, egzotyczne, intrygujące albo bulwersujące, bo Joanna Bator sporo miejsca poświęca nie tylko japońskiemu teatrowi (gdzie to kobiety grają mężczyzn, a mężczyźni kobiety), ale i tradycjom kulinarnym, japońskim domostwom czy historiom, które przydarzyły się na przystanku zatłoczonego metra.

Autorka przez pewien czas mieszkała w Japonii, co jakiś czas tam wraca, nawiązała przyjaźnie, obserwowała i śledziła co bardziej oryginalnych Japończyków, a nawet wcieliła się w rolę współczesnej gejszy. Trudno o lepsze przygotowanie, żeby móc na podstawie swoich wspomnień przedstawić Japonię od kuchni i Japończyków, którzy może i są inni, może i egzotyczni, ale jednak mimo wszystko sympatyczni. W „Japońskim wachlarzu” raczej nie poczyta się o historii Japonii, ani nie znajdzie się listy „naj” z atrakcjami i zjawiskami, które zawsze zamieszcza się w przewodnikach, ale jednak książka świetnie je uzupełnia i ożywia w jakiś sposób wyobrażenie o kraju kwitnącej wiśni. Japonia również oddycha, ma swoje emocje, przekonania i tęsknoty, które wcale nie są tak odległe, jak może się wydawać.

Abe Kobo, Kobieta z wydm

Powieść właściwie japońska i niejapońska, bo historia w niej opowiedziana jest tak uniwersalna i nietypowa zarazem, że równie dobrze wydarzyć się mogła na Mazurach albo na Księżycu. Wydarzyła się jednak w Japonii, a wszystko zaczyna się w niej bardzo niepozornie. Główny bohater, nauczyciel, a jednocześnie entomolog-pasjonat bierze urlop i jedzie na pustynię, żeby znaleźć bardzo rzadki okaz motyla. Zaabsorbowany poszukiwaniami trafia do nieznanej sobie wioski, w której postanawia się zatrzymać na jedną tylko noc, a następnego dnia wyruszyć na dalsze poszukiwania. Zamiast jednak gościny i dobrych życzeń na dalszą drogę dostaje łopatę i zostaje wrzucony do jamy z piachem. Odtąd jego towarzyszką ma być tajemnicza kobieta, a on sam każdego dnia ma wraz z nią przesypywać piasek, żeby w ten sposób uchronić wieś przed zasypaniem. Sytuacja wydaje się beznadziejna, a ucieczka właściwie niemożliwa. Nikomu przynajmniej nie udało się odejść. Bohater jednak tak łatwo nie daje za wygraną, siłą, groźbą, szantażem, przebiegłością stara się zapewnić sobie możliwość powrotu do dawnego życia i cywilizacji. Na próżno. Z czasem jednak to, co ograniczało wolność, przestaje uwierać, bezsensowne zajęcie zyskuje znaczenie, a w miejsce samotności pojawia się miłość. Ostatecznie to życie wśród piasków okazuje się tym lepszym, bardziej wartościowym i świadomym niż funkcjonowanie w cywilizowanym, choć iluzorycznym świecie. Wobec jednego i drugiego świata człowiek jest tak samo bezradny, może jednak wybrać, w którym z nich chce żyć. Sama zaś ucieczka dla bohatera traci na atrakcyjności, kiedy tylko zyskuje bilet powrotny. Jego dom jest już gdzie indziej. Wśród wydm.

Twórczość Abe Kobo nie bez powodu porównywano do powieści Franza Kafki, a chociaż utworowi nie można odmówić uroku, to z pewnością nie jest prostą historią, którą można czytać na plaży podczas urlopu. Dokopać się w niej trzeba do drugiego, trzeciego i czwartego dna, żeby zrozumieć dlaczego jednak „Kobieta z wydm” figuruje na liście najwybitniejszych książek literatury światowej. Podczas samego zaś czytania dobrze jest poddać się jej nastrojowi. Ta historia ma w sobie niepokojące pulsowanie, budzi emocje, rodzi napięcie, a chociaż nie jest kryminałem, który intryguje do samego końca, to jednak nie sposób jest po prostu odłożyć ją na półkę przed przeczytaniem ostatniej strony.

Opublikowano: 27.03.2014 r.

  • Ja jestem zdecydowaną fanką Murakamiego, chociaż przyznaję się bez bicia, że jego najnowszej książki jeszcze nie czytałam- wszystko przede mną. Mój okres fascynacji Japonią przypadł w czasach licealnych, uczyłam się nawet języka japońskiego przez jakiś czas. Pozdrawiam :)

    • Warto nadrobić, bo Murakami jest ostatnio w bardzo dobrej formie. Świetnie się czyta i ostatnią powieść, i zbiór opowiadań “Mężczyźni bez kobiet”, który ukazał się jesienią 2015 :)