Istoty ulotne Irvin Yalom recenzja

Istoty ulotne, Irvin D. Yalom, recenzja

Autor to 84-letni profesor psychiatrii i uznany pisarz. Wiek w tym wypadku działa na korzyść. Yalomowi nie tylko bliskie są emocje towarzyszące przemijaniu i śmierci, ale i w ciągu wielu lat praktyki wielokrotnie przepracował je ze swoimi pacjentami.

Istota i nowe znaczenie terapii
W zbiorze znalazło się 10 opowiadań, których bohaterami są Yalom i jego pacjenci. Wszyscy tak samo ludzcy, momentami słabi, zaskoczeni swoją niewiedzą, zdumieni wielowymiarowością psychiki człowieka. Sama terapia zyskuje w książce również zupełnie nowe, znacznie głębsze znaczenie. To nie jest usługa dla człowieka z problemami, który nie może sobie poradzić w życiu bez pomocy psychiatry. To raczej wyjątkowo bliska, właściwie przyjacielska relacja, która pozwala pacjentowi zaprzyjaźnić się samemu ze sobą.
Pacjenci Yaloma to przy tym nie osoby z wydumanymi problemami, psychopaci i szaleńcy, lecz ludzie z krwi i kości, których w niektórych trudnych momentach życie zaczyna przerastać. „Istotny ulotne” to faktycznie opowieści terapeutyczne – kojące, głębokie i przede wszystkim prawdziwe.

Istoty ulotne – z każdą stroną coraz wspanialsza
Nad zakupem tej książki myślałam wiele razy. Najpierw spodobał mi się jej tytuł. Potem w oko wpadła mi ładnie zaprojektowana okładka i zachęcający opis. Kiedy zaś książka trafiła już do mojej kolekcji, wystarczyło, że przeczytałam dedykację, by wiedzieć, że spodoba mi się również i całość.

Jako motto książki pojawia się cytat z „Rozmyślań” Marka Aureliusza.

Każdy z nas jest czymś ulotnym; i ten który pamięta,
i ten, którego pamiętają. Wszystko jest nietrwałe, i pamięć,
i przedmiot pamięci. Niedługi czas, gdy o wszystkim
zapomnisz; niedługi czas, gdy wszyscy zapomną o tobie.
W krótkim czasie nie będziesz nikim nigdzie.

Jakże trafny mimo upływu lat.
Właściwie każde z opowiadań ma swój niepowtarzalny urok. Na mnie największe wrażenie zrobiło pięć z nich.

Arabeska
Opowiadanie to opowieść o byłej baletnicy, która mimo upływu lat cały czas pielęgnuje w sobie wspomnienie dawnej, młodzieńczej miłości. Bardzo namiętnej i intensywnej, bo związanej z najlepszymi latami bohaterki, kiedy miała marzenia, plany, ideały i całe życie przed sobą. I właśnie dlatego tak trwałej, choć na pewno nie można nazwać jej realną. Yalom podpowiada tu, by nie dać zwieść się młodzieńczym marzeniom i idealistycznym wyobrażeniom, bo prawdziwe życie toczy się gdzie indziej. A chociaż w wielu momentach sprawia ból, to jednak i tak mimo wszystko jest piękne.

Pokaż klasę przed dziećmi
To właściwie historia dwóch kobiet – pielęgniarki i terapeutki, których drogi się spotkały. Pierwszej z nich życie nie rozpieszczało. Druga miała właściwie wszystko, ale też wszystko nieoczekiwanie straciła i odeszła. Nieświadomie jednak, za pośrednictwem Yaloma jedna okazała się wsparciem dla drugiej. Piękne jest też główne przesłanie tego opowiadania: Mimo trudnej a nawet beznadziejnej sytuacji życiowej można i warto wziąć się w garść i żyć do końca wartościowym życiem zamiast zamykać się w sobie.

Porzuć nadzieję na lepszą przeszłość
Na kartach tego opowiadania poznajemy historię pewnej 60-latki, która postanawia wrócić do swoich młodzieńczych marzeń i zostać pisarką. Kiedyś sporo pisała i osiągała własne sukcesy, ale z różnych powodów nie rozwijała swojej pasji, a młodzieńczy dorobek w części spaliła, a w części szczelnie zamknęła w pudełkach umieszczonych na dnie szafy. Po latach, wspólnie z Yalomem wraca do swoich prac, przepracowuje dawne lęki i trudne emocje. Wreszcie też, wbrew temu co sugeruje tytuł, zmienia swoją przeszłość na lepszą. Dawne opowiadanie pisze na nowo, z zupełnie innej perspektywy.

Potrójny płacz
To z kolei historia o dwójce przyjaciół – Helenie i Billym. Ona wiedzie spokojne, ułożone i „przykładne” życie u boku męża i synów. On jest, a raczej był, niespokojnym duchem i królem życia o niespożytych pokładach energii i niesamowitej fantazji. To przy nim Helena czuła, że naprawdę żyje. Niestety Billy zachorował i wkrótce potem zmarł. Gdy Helena została terapeutką, uświadomiła sobie, że to, co ceniła w Billym najbardziej to jedynie psychiczne zaburzenie – choroba dwubiegunowa, a piękne chwile u jego boku są jedynie iluzją i kłamstwem.
Yalom w tym opowiadaniu pokazuje, jak okrutnie jedna prosta diagnoza pozbawia człowieka całej jego złożoności, pełni, wielowymiarowości.

Istoty ulotne
Motyw przewodni tego opowiadania to stoickie rozmyślania, a jego bohater to Marek Aureliusz, którego „Rozmyślania” nawet setki lat od spisania nie tracą ani trochę na aktualności i wciąż mają niesamowitą moc. Uczą nie tylko jak żyć, ale również jak godnie umierać, a raczej jak pogodzić się z własną ulotnością i przemijaniem.

Urok opowieści terapeutycznych
Wiele razy rozbawiła mnie rzekoma psychologiczna głębia niektórych kryminałów. W porównaniu z opowieściami terapeutycznymi Yaloma to raczej kałuża i w dodatku brudna, którą najlepiej jest omijać szerokim łukiem. Yalom udowadnia, że głębia wcale nie musi być mroczna, a niesamowite pokłady złożonych odczuć i emocji ma każdy z nas. Każdy człowiek jest niczym ocean, nierzadko nieodkryty przez nas samych, nieznany, zaklęty, budzący mnóstwo emocji, których nie znamy, nie rozumiemy i które wzbudzają w nas wyjątkowy lęk.
Opowiadania Yaloma naprawdę wciągają, wprawiają w zadumę, może nie dają kopa do działania i do życia, ale pozwalają je lepiej docenić. Jego piękno, zagadkowość i subtelną magię.