intuicja on/off

Intuicja on/off

Kiedy lata temu zaczynałam przygodę z copywritingiem, szukałam zdalnie klientów, a moje pierwsze zlecenia roiły się od od podkreślonych na czerwono wyrazów. Zanim je oddawałam, wszystko jeszcze raz przeglądałam i poprawiałam.

Teraz nie robię już literówek.
Piszę jak maszyna i nawet nie patrzę na klawiaturę.
Intuicyjnie.

Chociaż zapewne intuicyjnie to najmniej odpowiednie w tym miejscu słowo.
Bo jaka to właściwie intuicja? Elektroniczna?

Ta prawdziwa intuicja to podobno zew natury. Głos wewnętrzny. Piknięcie, które podpowiada, co robić. Bez żadnego racjonalnego powodu.
Bo tak. Po prostu.
Szkoda tylko, że nie da się jej naładować jak baterii w komputerze czy telefonie.

Przeciwnie, im bardziej naładowane elektroniczne urządzenia, tym intuicja słabsza, a łączność z tym wewnętrznym ja coraz słabsza.

Kiedyś pisanie zajmowało mi sporo czasu. Teraz, chociaż moje tempo jest kilkakrotnie większe, jakoś nie zauważyłam przypływu wolnego czasu albo wzrostu wydajności.
Nie jestem już tak skupiona jak kiedyś, skoncentrowana na jednym zadaniu. Zawsze gdzieś poklikam do sieci, z jednej pajęczej nici na inną.

Tak samo jest z książkami. Nie czytam ich tak samo jak kiedyś. Nie mają mnie na wyłączność. Prawie zawsze czymś sobie przeszkodzę. Klikając w telefon, sprawdzając godzinę, odświeżając stronę z mailową skrzynką odbiorczą.

Nie słucham też muzyki jak kiedyś, bo najczęściej jest tłem. Towarzyszem przy planowaniu albo innych zadaniach. Wyjątkiem są tylko moje ukochane piosenki, dla których odkładam wszystko na bok, żeby po raz nie wiadomo który wsłuchać się w moje ulubione „momenty”. I uciec od elektronicznej rzeczywistości na kilka minut.

I gdzie tu miejsce na intuicję?
Głos wewnętrzny?
Niczym niezmącone ciszę i przestrzeń?
Bycie dla samego bycia?
Bez myślenia w jakimkolwiek języku?
Bez jakichkolwiek elektronicznych przerywników?

Klikam i klikam. Szukam i znajduję. Myślę i piszę. Minuty i godziny mijają. A intuicja cały czas milczy.
Chociaż może jednak nie. Bo od czasu do czasu przecieram zmęczone oczy i okręcam zbolały nadgarstek.
Właśnie wtedy najczęściej słyszę gdzieś w środku cichy, cieniutki głosik, który nieśmiało mi przypomina, że to już pora odpocząć.

I wtedy wiem, że moja intuicja nie zasnęła na dobre. To tylko ja jej tak słabo słucham.