Inteligencja ekologiczna recenzja

Inteligencja ekologiczna, Daniel Goleman

Jak często dajecie się wciągnąć w eko-rozważania? Do których z porad już się stosujecie? Sortujecie śmieci? Oszczędzacie wodę i energię? A może z uwagą analizujecie skład produktów spożywczych, zanim włożycie je do swojego koszyka podczas zakupów?

Daniel Goleman, autor słynnej „Inteligencji emocjonalnej”, stworzył książkę o intrygującym tytule „Inteligencja ekologiczna”. Czyli właściwie o czym?

Ten tytuł zwrócił moją uwagę już jakiś czas temu. Ale szczerze mówiąc spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego. Liczyłam, że znajdę w niej nowe, zielone wskazówki, które pokażą mi, jak szybko wprowadzić dobre zmiany, które pozwolą żyć bardziej ekologicznie, zdrowo i ekonomicznie. Bo w parze z ekologią zazwyczaj idą też oszczędności.

Tymczasem „Inteligencja ekologiczna” jest trochę jak bardzo zielona wizja przyszłości i skierowana jest raczej do wizjonerów, naukowców i przedsiębiorców, którzy zielone pomysły mają przekazywać dalej. Goleman próbuje przedstawić w niej swoją wizję radykalnej przejrzystości i pokazuje wpływowe osoby, które już powoli myślą o radykalnych zmianach.
Goleman przekonuje, że już niebawem powstaną rozbudowane aplikacje, które będą wszystkim produktom codziennego użytku przyznawać gwiazdki w skali bycia eko. W biznesie zysk ma się za jakiś czas liczyć równie mocno jak uczciwość i dbanie o interes społeczny, a głos każdego konsumenta będzie istotny w walce o lepszy, czystszy świat.

Goleman przekonuje, że do tych dobrych zmian potrzeba właśnie inteligencji ekologicznej. Takiej, która każe spojrzeć nam na nas samych jak na mieszkańców pewnej niszy. Kogoś, kto musi poznać panujące w niej zasady, by móc w niej bez szwanku żyć jako gatunek przez setki, jeśli nie tysiące lat.
Goleman pokazuje nam, że żyjemy w rzeczywistości, o której właściwie nie zadecydowaliśmy. To nie nasze wybory i nie nasze decyzje. Podjęto je za nas setki lat temu, a my musimy sobie poradzić z ich skutkami. Nasza rzeczywistość się zmienia, a beztroska, zachłanne czerpanie ze wszystkiego, co wokół, może za jakiś czas ściągnąć na nas poważne kłopoty. Tym bardziej, że pierwsze ich oznaki już powoli zaczynają być widoczne.

Goleman w swojej książce pisze o wszystkich cudownych wynalazkach, które z czasem przyniosły jedno wielkie rozczarowanie i strach. Pokazuje, że każdy z nas jest jak świecący śmietnik chemicznych substancji, ostro krytykuje plastiki i tłuszcze, które zachowują na dłużej świeżość produktów, ale w zamian pozostawiają mnóstwo efektów ubocznych. Wreszcie tłumaczy, czym jest prawdziwy produkt eko. Bo nie wystarczy, że oszczędza energię przy użytkowaniu. Ważne, w jaki sposób został stworzony, czy jego twórcy zostali uczciwie opłaceni i wreszcie, czy można poddać go recyklingowi.
Właściwie niemal w każdym rozdziale książki wraca jak bumerang niepokojące motto, że w przyrodzie nic nie ginie. I to jest właśnie klucz do bardziej ekologicznego życia. W przyrodzie nic nie ginie, a chociaż nie jest widoczne gołym okiem, to prędzej czy później da o sobie znać…

Nie wiem, czy jesteśmy już gotowi na taką książkę i takie zmiany. Zapewne nigdy nie zostanę freganką, która we wszystkim kieruje się w pierwszej kolejności dobrem planety. Trochę przez koszty i trochę z lenistwa, bo życie w stylu eko wymaga wiele czasu i energii.
Ale po przeczytaniu „Inteligencji ekologicznej” czuję się bezradna. Mogę tylko czekać na zmiany i dobre posunięcia ze strony wielkich graczy.
Goleman sugeruje, że za jakiś czas eko-rozwiązania będziemy mieli podane jak na tacy, a bycie eko stanie się kolejnym punktem w walce o być albo nie być na rynku. Super, ale jakoś w taką optymistyczną wersję nie wierzę. A w takim wypadku pozostają mi mozolne, małe, zielone kroczki, zdrowy rozsądek (który każe kupować mniej, patrzeć na jakość, a nie tylko na ładne opakowanie) i cierpliwe zadawanie niewygodnych pytań. Bo oprócz pięknej zielonej wizji w „Inteligencji ekologicznej” nie znalazłam właściwie żadnych nowych, gotowych rozwiązań, które od jutra mogę (ja i statystyczny Kowalski) wprowadzić w swoje życie.

  • Cóż, nie da się ukryć, że jeden człowiek niczego nie zmieni. Ludzie podczas zakupów w miażdżącej większości nie zastanawiają się, czy to, co wrzucają do koszyka, zaszkodzi lub pomoże naszej planecie. Myślę jednak, że te “małe, zielone kroczki i zdrowy rozsądek” to już dużo :)

    • Dużo i mało jednocześnie. Nie pozostaje nic innego, jak robić swoje i czekać na dobre zmiany :)