fragmenty ubrane

Igły (Fragmenty ubrane, cz. 5)

W zbiorowej wyobraźni szpieg jest przebiegły, atrakcyjny, ma licencję na zabijanie i do dyspozycji pełną gamę gadżetów od drogich samochodów po strzelające długopisy. Ale przede wszystkim jest mężczyzną. U jego boku prawie zawsze pojawia się kobieta. Równie sprytna, równie atrakcyjna, równie odważna. Mało kto jednak nazwie ją agentką. Co najwyżej jest dziewczyną agenta. Czy dla niej to komplement?

Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że nie. Do czasu aż dotarłam do książki o prawdziwych agentkach. Takich, które zmieniały historię, a świat nie miał o nich pojęcia. I to właśnie jest największy komplement dla szpiega. Idealny agent jest skuteczny, niewidzialny, a po misji usuwa się w cień. Nikt w tej roli nie sprawdzi się lepiej niż kobieta. I nikt nie będzie unikał takiego zadania bardziej jak kobieta. Z prostego powodu.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Kobiety nie bawią się w wojnę i politykę. To domena mężczyzn. Jeśli dają się wciągnąć w polityczne rozgrywki, to mają w tym zawsze swój ukryty, wyższy cel. Nie jest nim order. Nie są nim zaszczyty. Nie chodzi o pieniądze. Chcą czegoś więcej. Niektóre narażają się dla romantycznej miłości, inne robią to dla najbliższych, jeszcze inne chcą zapewnić lepszą przyszłość swoim dzieciom. Idealistki walczą o prawa dla kobiet. Marzycielki liczą na przepustkę do wielkiego świata. Wojna to dla nich tylko zewnętrzne okoliczności, z którymi jakoś muszą sobie poradzić. Stan przejściowy. Najważniejsze jest to, co po wojnie. Mozolne budowanie, a nie efektowne niszczenie.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Prawdziwa agentka to rozumie. Agent zwykle trafia po wojnie na kozetkę u psychoanalityka, bo nie radzi sobie z codziennością. Ale to historycy wystawiają ostateczny rachunek. Podliczają kochanków agentek i sumują zabitych przez szpiegów wrogów. Te pierwsze, im bardziej skuteczne, tym bardziej niewygodne. Drugim wszystko się wybacza i przypina metkę bohaterów. Do dziś w filmach łatwiej jest pokazać sceny zabójstwa niż namiętny pocałunek, nie ocierając się o zarzut nieobyczajności.

A jednak mimo wszystko kto szuka, ten znajdzie. Śledztwa w sprawie polskich agentek podjął się jakiś czas temu Marek Łuszczyna. I właśnie tak powstały „Igły”. Niewielka książka o polskich agentkach, które zmieniły historię. Łuszczyna opowiedział w niej o dziesięciu wyjątkowych kobietach, którym oprócz znacznie ważniejszych życiowych ról, przyszło się również wcielić w rolę szpiega.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Przyjmowały więc rozkazy, malowały usta, tworzyły prężnie działające siatki szpiegowskie, uwodziły agentów obcych wywiadów i przekazywały dalej cenne informacje, które zmieniały bieg bitew, przesuwały linie frontu albo ratowały setki ludzkich istnień. Regularnie uderzały w szklany sufit, czasami unosiły brew zaskoczone bezradnością mężczyzn na stanowiskach. Nieugięte na przesłuchaniach, silnie i wytrwałe na zewnątrz. Miały właściwie tylko jeden czuły punkt. Serce, które jednocześnie mocno biło i kazało działać, a które bardzo łatwo można było złamać…

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Lata II wojny światowej cały czas mocno działają na wyobraźnię. Budzą silne emocje.
Tabele to tylko statystyki. Informacje z podręczników to suche fakty z przeszłości, które trzeba znać, żeby dostać zaliczenie.
Prawda jest gdzie indziej. Pamiętam jak ciarki przechodziły mi po plecach, kiedy oglądałam album ze zdjęciami powojennej Warszawy. Pamiętam ten dreszcz, kiedy odczytywałam rozpaczliwe napisy na murach albo wodziłam palcem po śladach kul na ścianach domów. Wreszcie pamiętam ukłucie, kiedy patrzyłam na pasiaki, podarte buty i wyblakłe fotografie w dawnych obozach, a przewodnik sam zaskoczony tym stwierdzeniem, opowiadał z pasją swoje „ulubione” historie.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Im jestem starsza, tym mniej mam serca do wojny. Bo na każdego bohatera, który zapisuje się w historii, przypadają setki ofiar i dziesiątki tych złych, którzy pociągają za sznurki. To bardzo wysoka cena, żeby pokazać w człowieku to, co najlepsze.

Jest jednak jedna rzecz, której wojna nie zaszkodziła. To moda. Brutalne lata wojenne to jednocześnie heroiczne czasy eleganckich amantek i amantów. Męskich mężczyzn i kobiecych kobiet. Zielonych mundurów, zwiewnych sukienek w grochy, eleganckich płaszczy, woalek i kapeluszy, które zakrywały oczy i akcentowały pomalowane szminką usta.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Też mam mój szpiegowski look. Militarną marynarkę z dwurzędowym zapięciem w odcieniu zgniłej zieleni. Fuksjową bluzkę, która fajnie akcentuje wcięcie w talii i zalotnie odsłania obojczyk. Dopasowane spodnie z dużymi kieszeniami, w których mogę dyskretnie schować wszystkie niezbędne na co dzień gadżety. I czarne szpilki, w których tak trudno jest się po cichu skradać.

Zawsze się cieszę, kiedy na wybiegi wracają militarne fasony i wojskowe zielenie przetykane dla kontrastu czerwienią i najbardziej intensywnymi odcieniami różu. Jakże różne od współczesnych, „nonszalanckich” trendów. Brudnych kolorów, powyciąganych swetrów, poszarpanych spodni, workowatych ubrań, które zacierają różnice między mężczyzną, a kobietą, w imię wygody i wolności.

Igły, Marek Łuszczyna reportaże

Czasami mam nieodparte wrażenie, że człowiek schodzi w tym wszystkim na dalszy plan, jest jedynie mizernym tłem dla imponujących zabytkowych budynków, nowoczesnych wieżowców ze szkła i gigantycznych galerii handlowych.
Jaki to kontrast w porównaniu z wojennym albumem pełnym starych zdjęć eleganckich, niezależnie od wszystkiego, pięknych ludzi.

Ale przypomina się też pewna piosenka Coldplay o bardzo wymownym tytule „Spies”.
O współczesnych szpiegach, którzy czają się za rogiem, wynurzają się z wody, bacznie śledzą każdy nasz ruch, ale sami są niewidoczni. Nie można ich dotknąć, ani poznać, bo żyją naszym życiem. Nikt już nie jest wolny. Nikt nie może się czuć w pełni bezpieczny. Bo wokół pełno jest szpiegów…

Zdjęcia: po szpiegowsku zrobione z ukrycia

Zobacz również inne wpisy z cyklu “Fragmenty ubrane”:

Fragmenty ubrane, cz. 1
Fragmenty ubrane, cz. 1
hygge
Fragmenty ubrane, cz. 2 – “Hygge”
Mam na imię Lucy fragmenty ubrane
Fragmenty ubrane, cz. 3 – “Mam na imię Lucy”
Dziki Zachód
Fragmenty ubrane, cz. 4 – “Dziki Zachód”

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Frederic Honinblost

    “Kobiety nie bawią się w wojnę i politykę. To domena mężczyzn. Jeśli dają się wciągnąć w polityczne rozgrywki, to mają w tym zawsze swój ukryty, wyższy cel.” to jest jakieś dziwaczne stwierdzenie i myślę, że robi trochę szkody, eee, kobietom. Nie wiem. Swoją drogą, pamiętaj, że do tych ciuchów musisz kupić paczkę fajek, bo każdy szpieg musi mieć papierosy, żeby kogoś poczęstować.

    Kuba

    • Dlaczego robi szkodę? Raz, że to były inne czasy, a dwa że polityka sama w sobie nie była celem dla bohaterek książki “Igły”. Ważniejsze było dla nich ocalenie dzieci, wyciągnięcie z getta rodziny, ratowanie cywilów, którzy podobnie jak one zostali wrzuceni w wojenne realia. Zostawały agentkami, bo nie miały innego wyjścia.
      Z papierosami dobra rada, faktycznie zawsze gdzieś pojawiają się tle w szpiegowskich filmach 😉