Haruki Murakami, zawód: powieściopisarz, recenzja

Haruki Murakami, Zawód: Powieściopisarz

Na książki Murakamiego trafiłam wiele lat temu i to w dodatku przez przypadek. Totalnie zmylił mnie tytuł „Norwegian wood”, a zaintrygowało egzotycznie brzmiące nazwisko.

Kiedy zobaczyłam okładkę, zakochałam się bez pamięci. Teraz już wiem, że w pisarskim slangu dostałam zwyczajnie w żyłę, a Murakami zyskał czytelniczkę na dobre i na złe.

***

Jego książki można kupować w ciemno dla samych tylko okładek. Powieści i opowiadania Murakamiego, które ukazują się od lat nakładem wydawnictwa Muza to chyba jedna z najładniejszych serii ostatnich lat. Na mojej ścianie książek również mam swoją prywatną kolekcję. Zajmuje średnio połowę półki i zawsze przyciąga mój wzrok intensywnymi kolorami. Z przyjemnością na te książki patrzę i z wcale nie mniejszą przyjemnością przeczytałam każdą z nich.

„Zawód: Powieściopisarz” w księgarniach dostępny jest od niedawna. Pod względem edytorskim to jak zawsze cudo. I chociaż książka nie jest ani nową powieścią, ani zbiorem opowiadań, to nie można odmówić jej tego, co w Murakamim lubię najbardziej – szczerości, autentyczności, pewnej skromności.

Spotkałam się już z opiniami, że Murakami tym razem przynudza. Rzucił ochłap, który i tak się sprzeda. Przekornie jednak nazwę tę książkę odważną. Dlaczego? Bo Murakami nie owija w bawełnę i nazywa rzeczy po imieniu.
Pisarz to przeciwieństwo rockandrollowca. Murakami jest jak Mick Jagger w negatywie. Nie jeździ w szalone trasy, tylko idzie pobiegać. Nie łamie serc modelek, tylko od lat ma jedną żonę. Nie rozładowuje emocji z pomocą używek, tylko dzień w dzień od lat prowadzi zdrowy styl życia, codziennie czyta i słucha jazzu.
Nudziarz? Poniekąd tak, ale nudziarzy czytających książki jest przecież na naszym globie setki, tysiące, jeśli nie miliony. I dobrze nam z tym naszym nudziarstwem.

Murakami w swojej najnowszej książce nie udaje, że jest inaczej. Sam stwierdza, że pisanie jest nudne, żmudne, powolne, pochłania mnóstwo energii i czasu. Można jednak to lubić i czerpać z tego zajęcia przyjemność i satysfakcję przez lata. W „Zawód: Powieściopisarz” porusza wiele tematów, dla których punktem wspólnym jest właśnie pisanie. Zdradza, jak znalazł swój styl, jak tworzy historie, jak znajduje ciekawe tematy, w nieciekawych czasach i buduje z nich powieści, które całkiem nieźle radzą sobie na rynkach wydawniczych na całym świecie.

Ta książka nie jest literacką przygodą, ale można już przyrównać ją do leniwego popołudnia przy kawie z całkiem sympatycznym pisarzem. Takim, który mimo tylu sukcesów, skromnie podkreśla, że jest zwyczajnym człowiekiem, wiedzie normalne życie i wciąż dziwi go wielka popularność jego książek. Lubię znajdować w zagranicznych książkach polskie akcenty i u Murakamiego tym razem też się pojawił. W jednym z rozdziałów pada nazwisko nie Miłosza, nie Szymborskiej, a Herberta i robi się tak jakoś jeszcze sympatyczniej, a ja z uśmiechem na ustach zamykam już przeczytaną książkę.

***

Od pierwszej książki polubiłam Murakamiego i to nie zmienia się od lat. Nie ukrywam, że to właśnie długie powieści wywołują u mnie żywsze bicie serca, ale „Zawód: powieściopisarz” jest ciekawą odskocznią. To jak obserwowanie pisarza w kuchni, rozmowa przy kuchennym stole, chociaż tym razem Murakami serwuje swoim czytelnikom jedynie dość smaczną przystawkę. Lekką, zdrową, która tylko wzmaga ciekawość i każe się zastanawiać, co dobrego będzie tym razem na obiad.

  • Ja jeszcze Murakamiego nie zdążyłam poznać. Póki co nadrabiam inne książkowe zaległości. Podoba mi, z jakim zaangażowaniem piszesz o jego twórczości. Widać, że naprawdę go lubisz :)

    • Naprawdę warto sięgnąć, ja do dziś jestem oczarowana jego książkami :)

  • Wydaje mi się, że coś tego autora czytałam dawno temu. Ostatnio czytam mnóstwo książek z mojej specjalizacji. Ale czasem pozwalam sobie na lżejszą literaturę.

  • Przeczytałabym i tę jego książkę, bo wszystkie uwielbiam. :)