Symfonica

George Michael, Symfonica

Trudno nie ulec czarowi jego aksamitnego głosu, który brzmi tak samo świetnie w rzewnych balladach i tanecznych standardach. George Michael może i jest kontrowersyjny, może budzi mieszane uczucia, ale akurat jemu wiele można wybaczyć i słuchać, słuchać, słuchać bez końca…

Symfonica – nowe koncertowe nagranie

Już ponad dwa lata temu w sprzedaży ukazała się płyta z jego ostatniej trasy koncertowej – “Symfonica” – ze znanymi hitami, ale w zupełnie nowych aranżacjach. Koncert został zarejestrowany w Londynie, ale już jeden odsłuch wystarczy, żeby przypomnieć sobie to, co wokalista zaprezentował we Wrocławiu w 2012 roku. I akurat jest co wspominać.

Płyta uniwersalna

Ostatnio wiele razy łapałam się na tym, że płyty dobierałam do nastroju, pory dnia, roku, miesiąca, dnia tygodnia. Niektóre albumy są ewidentnie stworzone do słuchania w jesienny lub zimowy wieczór, letni poranek, podczas mniej i bardziej formalnych spotkań. Z “Symfonicą” jest jednak zupełnie inaczej. Nie tylko dlatego, że płyty można słuchać bez przerwy. Ma ona w sobie coś tak wyjątkowego i kojącego, co sprawia, że idealnie wpisuje się w każdy nastrój i oprawę. George’a Michaela w tym wydaniu można słuchać o poranku, w ciągu dnia, wieczorem, nocą, a w piosenkach, słowach, aranżacjach odbijają się wszystkie pory roku: jest leniwe lato, nostalgiczna jesień, melancholijna zima, pełna radości i nadziei wiosna; słońce i deszcz, morze i góry, a na dźwiękach z płyty można poszybować właściwie wszędzie, gdzie tylko się zechce…

Symfonica – coś więcej niż powtórka z Wrocławia

Paradoksalnie po koncercie we Wrocławiu byłam lekko zawiedziona, głównie dlatego, że zabrakło klasyków takich jak “Fastlove”, “Faith”, “Careless Whisper” czy “Jesus to a child”. Teraz, z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że oczekiwania, nawet w przypadku muzyki, nie zawsze są dobre, zamykają na niespodzianki, zaskoczenia, emocje, które trzeba po prostu przyjąć i przeżywać. Drugi raz nie popełniłam już tego błędu. “Symfonicę” usłyszałam po raz pierwszy w Empiku, w słoneczny sobotni dzień, przeglądając książki i, piosenka po piosence, George Michael uwodził mnie coraz bardziej. Przy kasie okazało się, że w sklepie gra ostatni egzemplarz płyty, więc zapewne George uwiódł nie tylko mnie. Płytę oczywiście zabrałam ze sobą. W Empiku nastała cisza, a muzyka gra teraz u mnie…

Zapisz