Gdy zniknęły gołębie, Sofi Oksanen

Gdy zniknęły gołębie, Sofi Oksanen

Zdecydowałam się pójść za ciosem i po „Normie” sięgnęłam po jeszcze jedną książkę Sofi Oksanen. Znów otrzymałam kawał dobrej, fińskiej prozy, chociaż tym razem nie było już tak mocnego zaskoczenia jak przy „Oczyszczeniu” i najnowszej „Normie”. Może dlatego, że wiedziałam już, czego się mogę spodziewać.

„Gdy zniknęły gołębie” ukazały się nakładem wydawnictwa Czarnego, znanego główne ze wspaniałych reportaży. Już sam ten fakt może sugerować, że nie będzie to zwykła powieść do przeczytania, a historia, w której autorka przemyci wiele dodatkowych treści. Faktycznie tak się dzieje. „Gdy zniknęły gołębie” to przede wszystkim opowieść o losach ludzi, którzy muszą radzić sobie z ciągle zmieniającą się rzeczywistością. Poznajemy ich w latach 40., kiedy wybucha wojna, a ponownie spotykamy się z nimi po dwóch dekadach, w latach 60., kiedy Estonia, podobnie jak Polska, pozostała po wojnie pod silnym wpływem Związku Radzieckiego. „Gdy zniknęły gołębie” to jednak nie tylko historia ludzi i ich walki o przetrwanie w trudnej rzeczywistości. To również opowieść o Estonii, która, mimo że tak bliska i podobna, wydaje się tak odległa, tajemnicza, a nawet egzotyczna.

Oksanen tym razem tworzy bardzo wyraziste 3 postaci, wokół których skupia się akcja powieści. Każda z nich jest na swój sposób inna, mniej lub bardziej i odporna i zupełnie inaczej radzi sobie w życiu. Na dzień dobry poznajemy dwójkę kuzynów, których poza więzami krwi zupełnie nic nie łączy. Sporo sympatii wzbudza Roland. Szlachetny, wrażliwy, romantycznie zakochany w Rozalii, który wierzy też w wolną Estonię, niezależną od Rosji i Niemiec. Jego zupełnym przeciwieństwem jest Edgar. Tchórzliwy chłopak, który w zmieniającej się nieustannie sytuacji politycznej widzi szansę dla siebie. Nie chce walczyć, ale z powodzeniem zaczyna robić zawrotną karierę najpierw w szeregach zwolenników Rzeszy, a potem, bez jakichkolwiek wyrzutów i sentymentów przechodzi na stronę rosyjską i zaciera po swojej przeszłości wszelkie ślady. Jedyną osobą, która może go zdradzić jest właśnie Roland, po którym ślad po wojnie zaginął.

Jest jeszcze ona. Juudit. Bliska przyjaciółka Rozalii i żona Edgara, która, wychodząc za mąż, liczyła na wspaniałe życie u boku świetnie zapowiadającego się pilota. Nie wyszło. Nie dość, że mąż kariery nie zrobił, to w dodatku przemilczał jeden bardzo istotny fakt, że zupełnie nie pociągają go kobiety… Ich małżeństwo trwa przez lata, relacje między nimi nieustannie się zmieniają, ale zdecydowanie daleko im do miłości i oddania. Formalnie pozostają razem tylko z jednego powodu – nie mają lepszej opcji, chociaż do Juudit przez moment uśmiecha się szczęście i pojawia szansa na lepsze, spełnione życie.

Podobnie jak w „Oczyszczeniu” czy „Normie” akcja nie rozwija się szybko. Przeciwnie. Autorka powoli buduje napięcie, przedstawia swoje postaci, dokładnie analizuje, co myślą i czują. Jak to często w tego typu historiach bywa, to co najistotniejsze nigdy nie pada z ich ust, a ponura historia całej trójki toczy się dalej, bez większych szans na dobre zakończenie. Pozostają wątłe nadzieje, wątpliwości, rozmyślania, własne światy, w których zamykają się po kolei coraz bardziej samotni bohaterowie książki.

Gdy czytałam „Gdy zniknęły gołębie”, przypomniało mi się motto, które otwiera „Słowika”: „Miłość pokazuje nam, kim chcemy być. Wojna pokazuje, kim jesteśmy”. Idealnie pasowałoby ono również do tej książki Oksanen. W „Gdy zniknęły gołębie” są pokazane wszystkie odcienie miłości, ale i strachu. W odróżnieniu jednak od „Słowika”, w powieści Oksanen nie ma prostych odpowiedzi, charaktery postaci są znacznie bardziej złożone, a podejmowane przez nie decyzje budzą różne, czasami skrajne uczucia. Nie da się też ich tak po prostu ocenić jako dobre albo złe.

Jest jeszcze coś, co jest już znakiem rozpoznawczym Sofi Oksanen. Interesujące zwroty akcji, które natychmiast zmieniają życie bohaterów i bardzo mocne zakończenie, które całej opowieści dodaje jeszcze więcej charakteru. Tym razem Sofi Oksanen wyjaśnia wszystkie tajemnice i rzuca zupełnie nowe światło na całą historię. Ponurą, rzeczywistą i skomplikowaną.

„Gdy zniknęły gołębie” na pewno nie jest czytadłem, w które można się wciągnąć i szybko o nim zapomnieć. Ta książka zostaje w głowie, wierci myśli, prowokuje do zadawania pytań i snucia alternatywnych wersji tej opowieści. Samo czytanie dostarczyło mi wyjątkowej przyjemności. Ta powieść nie jest po prostu do przeczytania. Żeby ją w pełni docenić, trzeba się w nią zaangażować i poczuć. Mało który autor tak potrafi pisać, ale Oksanen po raz kolejny pokazuje, że ona zdecydowanie należy do tej niewielkiej grupy.

  • Luiza|Niktoris

    Ciekawie napisana recenzja. Jeszcze nie czytałam książek tej autorki, ale niedługo pewnie sięgnę! 😉

  • Grafy w podróży

    Recenzja brzmi zachęcająco, nie sięgam po czytadła, więc ta propozycja mnie zainteresowała. Tym bardziej, że doceniam powieści pisane przez Skandynawów.

    • Książki skandynawskie mają swój specyficzny klimat, trudno je pomylić z jakimikolwiek innymi :)

  • Asia/ LemurPodróżnik

    Brzmi ciekawie:)

  • Powiem szczerze, że tytuł jest genialny,chociaż okładka mnie zniechęca. Nie wiem czy bym sięgnęła, ponieważ bardziej gustuje w fantastyce, jednak zapiszę sobie tytuł, gdybym chciała sięgnąć do czegoś poważniejszego.