gangster

“Porachunki” Luca Bessona, recenzja

Typowego gangstera łatwo można sobie wyobrazić, a jeszcze łatwiej się go przestraszyć. Jak król ma jabłko i berło, również i on ma swoje stałe atrybuty. Płaszcz, cygaro, dobrze skrojony garnitur, coś strzelającego i obowiązkowo kapelusz, najlepiej Borsalino.

Różne oblicza gangstera

W filmowych klasykach gangsterzy są niebezpieczni, a jednocześnie fascynujący. Z wdziękiem w typa spod bardzo ciemnej, jeśli nie mrocznej, gwiazdy, wcielali się Marlon Brando, Robert de Niro a nawet Johnny Depp. Każdy z nich wypowiadał niezapomniane kwestie, które przeszły już do klasyki gatunku. Chociaż z typowych filmów gangsterskich regularnie zawiewa grozą, a napięcie rośnie, to reżyserzy mierzą się też z klasyką w inny sposób i przedstawiają ją na opak. Że z filmu gangsterskiego można zrobić parodię i doskonałą komedię można się przekonać, oglądając dwie wersje filmu „Oscar”.

Pfeiffer, de Niro i Besson

Coś od siebie postanowił dorzucić Luc Besson i nakręcił film „Porachunki” o mocno pokręconej rodzince mafijnego bossa, która, po wysypaniu kilku nazwisk, zdecydowała się schronić pod opiekuńczymi skrzydłami FBI. Z założenia komedia, w praktyce wyrafinowana komedia albo film dla koneserów czarnego humoru z dobrą obsadą. Bossa gra Robert de Niro, żonę gangstera – Michele Pfeiffer (którzy zdają się jednak nie mieć komediowego potencjału i kojarzą się z bardziej dramatycznymi rolami).

Gangsterstwo we krwi

Gdy dokładniej przeanalizować fabułę, to okazuje się, że rodzinka jest raczej pokojowo nastawiona, a wszyscy wokół cwaniaczą i prowokują podopiecznych FBI, którzy starają się nie zwracać na siebie uwagi. Mimochodem wybuchają więc markety, hydraulik z licznymi złamaniami ląduje w szpitalu, co niektórzy dostają rakietą w łeb, a synek gangstera zbiera w błyskawicznym tempie rekordową ilość nagan w szkole itp. itd.
Ciężkie działa, jeśli nie armaty, przywożą jednak ze sobą członkowie dalszej rodzinki, których grany przez de Niro boss jakiś czas wcześniej wsypał. Łatwo się domyślić, że w finale pojawią się wybuchy, pożary, a akcja bardzo przyspieszy. Tylko miłośnika róż z sąsiedztwa żal…

Ogólnie film ogląda się dobrze, ale nie wiadomo jak go właściwie ocenić, bo ani to „Titanic”, ani hobbitów i krasnali nie widać, wytwórnia Disneya palców w tym również nie maczała. Film jak film. Widziało się znacznie lepsze, widziało się znacznie gorsze, a chociaż zbrodnia goni w nim zbrodnię, to jednak czasu się na seansie nie zabija. Na szczęście dla filmu.

photo credit: DJOtaku via photopin cc

  • kasia

    byłam, oglądałam, zgadzam się :)