karty kredytowe

Gadżet dla niecierpliwych

Niepozorny kartonik.
Zaledwie 50×85 mm.
Małe plastikowe coś, które wszędzie się zmieści, ukryje, nawet jeśli nie zabiera się ze sobą torby albo portfela.
Jest jak kluczyk do magicznego sezamu, który pozwala uwierzyć, że świat leży u naszych stóp, chociaż wcale tak nie jest.

A tyle nerwów potrafi napsuć. Tyle charakterów złamać.
I zmusza, żeby pracować jeszcze więcej. Bo nie ma nic za darmo.

Kiedyś karta kredytowa to było coś. Kojarzyła się z lepszym światem. Gdzie wszystko ma się właściwie na wyciągnięcie ręki. Zamykała usta. Dodawała prestiżu.
Była nieodłącznym gadżetem modelek, ikon i idolek. Pięknych, bogatych, uwielbianych. Jak ich uśmiech i piękne oczy nie wystarczały, wyciągały kartę i dostawały wszystko.

Teraz karty kredytowe nie są już dla wybrańców. Swój plastikowy kartonik może mieć każdy. Bez zaświadczenia o zarobkach. Bez stałych dochodów. Nawet bez umów cywilnoprawnych. Wystarcza dowód. A nawet telefoniczna rozmowa. I deklaracja, jak duży ma być limit.
Znacznie trudniej jest już wyplątać się z takiego układu i nie wpaść w spiralę długów. Ale to najczęściej się przemilcza.

Kiedyś wydawało mi się, że karta kredytowa to ulga. Ułatwienie. Sposób na dostanie natychmiast czegoś, na czym mi zależało.
Ale z kolejnymi miesiącami zaczęłam się przekonywać, że karta ma swoją bardzo ciemną stronę.
I ciąży.

Bo czasami mimo wszystko lepiej zaczekać.
Bo czas to dobry doradca.
Bo nawet, jeśli nie zdąży się za pierwszym razem, to upoluje się coś jeszcze lepszego.

Z kartą łatwo można stracić kontrolę.
Być dla siebie za bardzo dobrym.
Dawać sobie nagrody, kiedy właściwie jeszcze się na nie zapracowało.

A potem przychodzi rachunek.
I ta cała otoczka.
Dostępne środki do oddania.
Nowa kwota do zapłacenia.
Termin do przypilnowania.
Pokusa, z którą trzeba walczyć.
Kolejne nieprzemyślane zakupy, które zamiast cieszyć, wywołują tylko poczucie winy.
Prowizje, limity, ukryte opłaty.

Karty kredytowe mają zalety. Ale trzeba umieć z nich korzystać.

Ja na szczęście nie potrafię. I nie zamierzam się uczyć. Są ciekawsze rzeczy do zrobienia.

Dlatego bez żalu żegnam się z moim plastikowym kartonikiem. Który obiecuje gruszki na wierzbie, a nalicza odsetki.

photo credit: plastic please via photopin (license)