Francuskie lato Catherine Isaac recenzja

Francuskie lato, Catherine Isaac

Nie tak dawno temu pisałam o książce „Rozmaryn i róże” – niezwykłej relacji z podróży do Francji i Włoch Agnieszki Maciąg. Bardzo podobny, wakacyjno-marzycielski klimat ma też „Francuskie lato” Catherine Isaac, powieść od wielu tygodni promowana jako przyjemna, kobieca lektura, która przypadnie do gustu fanom Jojo Moyes i nie tylko.

Twórczości Moyes nie znam bardzo dobrze. Spotkałam się z nią raz, kiedy zauroczyła mnie swoją powieścią „We wspólnym rytmie”. Już jednak na tej tylko podstawie mogę powiedzieć, że „Francuskie lato” rzeczywiście pod wieloma względami przypomina sposób pisania Moyes. Skomplikowane relacje, porywy serca tłumione przez dumę i głos rozsądku, nieporozumienia, które prowadzą do pomyłek, a potem do wielkich wzruszeń – wszystkie te elementy tak typowe dla Moyes można znaleźć również w powieści Catherine Isaac. „Francuskie lato” rzeczywiście potrafi momentami bardzo mocno chwycić za serce, zauroczyć, wzruszyć i dodać otuchy, pozwala uwierzyć, że jakoś to będzie pomimo wszystkim przeciwności losu.

Tę powieść bardzo dobrze się czyta. Jest napisana gładko, lekko, ma żywe, soczyste dialogi, które świetnie oddają urok niezwykłej relacji matki z dziesięcioletnim dzieckiem, magnetyzm romantycznej relacji albo zażyłość wieloletnich przyjaciółek na dobre i na złe. „Francuskie lato” nie jest jednak naiwną powieścią dla kobiet, którą z uśmiechem się przeczyta, a potem odłoży w kąt. Nie trzeba być Sherlockiem, żeby dostrzec w niej wątki, które skłaniają do zastanowienia się nad sobą, swoimi relacjami z najbliższymi, tym co ważne, a nawet nad magią życia, którego esencja tkwi w codziennym tu i teraz, a nie w nieznanej nikomu przyszłości.

Osią „Francuskiego lata” jest historia Jess i Adama. Pary sprzed lat, którą po latach łączy jedynie 10-letni William. Wydawać się może, że nic nie jest w stanie ich pogodzić, a kontakt utrzymują ze sobą tylko i wyłącznie ze względu na syna. Wszystko się jednak zmienia, kiedy matka Jess zapada na tajemniczą, śmiertelną chorobę Huntingtona, która niestety jest dziedziczna. Przyszłość nie tylko Jess, ale i Williama staje więc pod znakiem zapytania, a traktowany jak nieodpowiedzialny lekkoduch Adam ma szansę przekonać się, czy jednak sprosta trudnej, ale jakże pięknej roli ojca. Misja Jess przybiera nietypową formę – postanawia odwiedzić Adama z Williamem we Francji i spędzić z nim 5-tygodniowe wakacje. Niespełna 40 dni, a jednak nawet w tak krótkim czasie okazuje się, że można wywrócić swoje życie do góry nogami albo wręcz przeciwnie – przywrócić je na właściwie tory.

„Francuskie lato” to jednak nie tylko historia Jess i Adama. Trudnego zadania wsparcia Jess we Francji podjęły się jej przyjaciółki. Jedna to bardzo atrakcyjna singielka, która powoli zaczyna myśleć o stabilizacji, druga jest coraz bardziej sfrustrowaną matką trójki dzieci, która coraz gorzej dogaduje się z mężem. Catherine Isaac bardzo fajnie buduje postaci trzech przyjaciółek, pokazuje cienie i blaski sytuacji każdej z nich. „Francuskie lato” pod tym względem jest więc dość oryginalne i uniwersalne, bo właściwie każda czytelniczka, która sięgnie po powieść, doszukać się w niej może czegoś w sam raz dla siebie i zidentyfikować się z którąś z bohaterek.

Isaac w wyjątkowy sposób zarysowała też codzienność osób borykających się z chorobą Huntingtona i ich bliskich. Teoretycznie to najbardziej przytłaczający wątek w powieści. Nawet z niego jednak Isaac potrafiła wycisnąć pozytywną nutę i pokazać szczęście pomimo choroby.

Jak sam tytuł wskazuje, „Francuskie lato” to również powieść o Francji. Tej idyllicznej, w której życie płynie wolniej i ma wyjątkowy smak, zapach i urok. Opisana w powieści wakacyjna miejscowość i niemal bajkowy zamek stworzony z myślą o urlopowiczach od razu wprowadzają w wakacyjny nastrój, w powieści można się przyjemnie zanurzyć i lekką ręką odsunąć wszystkie codzienne problemy na bok, przynajmniej na czas lektury.

„Francuskie lato” przeczytałam z wyjątkową przyjemnością. Catherine Isaac genialnie połączyła w niej to, co słodkie z tym, co gorzkie, wyczarowała wspaniały nastrój, a całość spięła w ciepłą, dojrzałą opowieść o miłości, którą pięknie kończą słowa „Kiedy otacza cię miłość, nie masz się czego bać”.

  • Czytałam tylko jedną książkę Jojo Moyes, ale im jestem starsza, tym bardziej przekonuję się do tego typu literatury. Widocznie potrzebuję w książkach optymizmu, wzruszeń i otuchy :) Tu ciekawi mnie wątek sfrustrowanej matki trójki dzieci, więc dopisuję książkę do listy do przeczytania :)

    • Mam podobnie, przez wiele lat unikałam kobiecych książek, bo wydawały mi się banalne. Szukałam czegoś bardziej ambitnego i z drugim dnem. Ostatnio coraz bardziej doceniam wartość właśnie takich opowieści, są zdecydowanie bliższe prawdziwemu życiu i potrafią pozytywnie doładować :)

  • Z przyjemnością sięgnę po tę pozycję i poznam losy bohaterów. Uczynię to kiedy to będzie tylko możliwe. :) Tytuł zapisany na liście do przeczytania. :)

  • Hmmm, najpierw chciałam wykrzyknąć “nie, to nie dla mnie”, ale z każdym kolejnym zdaniem Twojej recenzji przekonywałam się, że może może… Więc dodam do poszukiwanych i spróbuję ją dorwać i sprawdzić! :)

    • Cieszę się, na pewno warto dać szansę tej książce :)

  • Aż sprawdzę, czy jest w Legimi :) ostatnio korzystam z tej aplikacji i uważam, że jest po prostu świetna!

    • Też czasami korzystam, ale sentyment do książek papierowych wygrywa. Może to wina tego, że korzystałam z legimi jedynie na telefonie i nie mam jeszcze czytnika. Sama aplikacja jednak jest świetna – też bardzo ją lubię :)

  • Tak pięknie o niej piszesz, że się skusze i chętnie przeczytam. Zwłaszcza, że kocham Francję, a tam historie miłosne najciekawsze