Fragmenty ubrane

Fragmenty ubrane, cz. 1

Książki pokochałam dawno temu.
Nie wiem kiedy dokładnie, bo jeszcze nie umiałam liczyć.
Nie umiałam też czytać, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle.

Książki wybierałam wtedy po okładce. Najgrubsze. Najbardziej kolorowe. Niektóre z obrazkami.

Najbardziej lubiłam jedną książkę. Była bardzo duża i ciężka, ale najlepsza ze wszystkich. Stawałam na palcach, ściągałam ją z półki, a potem zaszywałam się w jakimś kącie, gdzie nikt nie mógł mnie znaleźć i udawałam, że czytam. Przesuwałam palcem po kolejnych linijkach, a w mojej głowie powstawały fascynujące obrazy. To ja byłam jej główną bohaterką, a moje losy zawsze prędzej czy później splatały się z losami innych bohaterów. Jeden z nich zawsze miał twarz pewnego chłopaka, którego chciałam pocałować, ale to będzie mój i Wasz mały sekret.

Minęło wiele lat. Już znam litery. Ale wciąż czytam tak samo. Wybieram linijkę, a potem w mojej głowie pojawiają się obrazy i przenoszę się do zupełnie innego świata.

Różne są szkoły czytania.
Ja lubię czytać wolno i zanurzyć się w fabule.
Lubię wracać do zdań, które mi się podobają.
Lubię czytać w takim tempie, w jakim bije moje serce.
A najbardziej lubię czytać między wierszami.

Z książkami przeżyłam już tysiące żyć. Bywałam wiedźmą, szamanką i damą w krynolinie. Stawałam na barykadach, jeździłam na antypody. Stawałam na szczycie i lądowałam samym dole drabiny społecznej. Przeżywałam szczęśliwe miłości i płakałam do poduszki z rozpaczy. Ale mimo to czytać nigdy nie przestałam. I nigdy tego nie zrobię.

Książki nauczyły mnie, że świat nie jest czarno-biały.
Czasami białe staje się czarnym.
Czarne białym.
Między jednym a drugim uchwycisz setki odcieni szarości.
Takiego świata nie da się ocenić. Możesz go zaakceptować i żyć dalej najlepiej jak się da.

Kiedy to odkryłam, poczułam ulgę, ale zrobiło mi się też bardzo smutno.
W moim książkowym świecie czegoś brakowało.
Kolorów.

Właśnie wtedy w moim życiu pojawiła się moda.
Nie była jak niewinna miłość od pierwszego wejrzenia. To bardziej zachłanny romans, który wciąga bez reszty. Jak na zawołanie dostałam dziesiątki kolorów, setki trendów, tysiące ciekawych fasonów, które co rusz zmieniają długości, materiały i podstawową formę.

Dzięki modzie mogłam być za każdym razem inna i przenosić kreacje z wyobraźni do rzeczywistości. Kolory syciły wzrok, a materiały można było pogładzić ręką.

Uwielbiam modę choć bywa niewdzięczna. Jest kapryśna. Bywa brzydka i denerwująca. Trudno za nią nadążyć. Był czas, że była dla mnie jak jeden wielki wyrzut sumienia. Wściekałam się na siebie, że kolejne godziny spędzałam na poszukiwaniu nowych ubrań i czytaniu o trendach, które w żaden sposób mi się nie podobają. Bywam zmęczona modą, ale zawsze do niej wracam. Jest mi przykro, że jest traktowana jako oznaka próżności i głupoty.

Na szczęście z książek wiem, że świat nie jest czarno-biały. Dzięki modzie jest kolorowy. I Właśnie połączenie tych dwóch elementów jak nic innego karmi moją wyobraźnię.
Moje trendy znajduję w książkach, a za moją modą kryje się zawsze jakaś historia. Czytam modę jak książkę. Historie z książek przekładam na język mody. Tworzę z tego zupełnie nowe historie.

To prawda, że w książce liczy się zawartość. Ale okładka jest też ważna. To okładka daje szybką przyjemność. Przykuwa wzrok. Ładnie wygląda.
To prawda, że bez okładki dobra książka sobie poradzi. Ale po co to dzielić? Modę i książki można łączyć. Znaleźć złoty środek. Stworzyć swój własny, osobisty świat. Głęboki, autentyczny, szczery, momentami wzruszający i piękny. Złożony dzięki książkom, a kolorowy dzięki modzie.

Nie uważam, że moda jest pusta. Nie zamknę jej jak dziecko w szufladce z Kopciuszkiem albo nagim cesarzem. Dla mnie moda już zawsze będzie jak okładka kolejnej dobrej książki, która zrobiła spustoszenie w mojej głowie. I właśnie w takim wydaniu zobaczycie ją na tej stronie.

Książki potrafią opowiadać wyjątkowe historie. Ja opowiem o książkach tak, jak jeszcze nikt tego nie zrobił… Pokażę moje ulubione fragmenty, tylko że ubrane. Witajcie w księgarni mody, patrzcie jak książki paradują po wybiegu i bawcie się dobrze!

***

A propos – wiecie co się nosi i czyta w Danii?

  • Ja również jako mała dziewczynka sięgałam po książki. Czasem nawet takie dla dorosłych. Pamiętam, że gdy chodziłam do biblioteki dla dzieci, nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie dorosnę i będę mogła wypożyczać książki z wypożyczalni dla dorosłych. Teraz natomiast gdy już mam grubo ponad 20 lat wróciłam do biblioteki dla dzieci w poszukiwaniu książek młodzieżowych. 😀
    Tego co dają nam książki nie zabierze nam nikt.

    • Jak nie spojrzeć, książka to świetny terapeuta. Pozwala wybiec w przyszłość, cofnąć się trochę w czasie, poczuć jak to było, kiedy miało się naście lat. Ja do dziś z przyjemnością wracam do baśni ze wszystkich zakątków świata 😉