poradnik Fenomen poranka Hal Elrod recenzja

Fenomen poranka, Hal Elrod

Zawsze mam mieszane uczucia, kiedy widzę tego typu książki. Tym razem jednak jakiś głos w środku podpowiadał mi, że warto ją przeczytać, chociaż od dawna wiem też, że na pewno nie zaliczam się do tych, którzy chętnie wstają o świcie. Intuicja mnie nie zawiodła. „Fenomen poranka” okazał się całkiem niezłym poradnikiem i w jakimś sensie odczarował moje poranki.

Początek może jednak trochę zniechęcić, bo jest napisany w typowo amerykańskim stylu. Bohater opowiadanej historii i jednocześnie autor książki dzieli się na dzień dobry swoimi traumatycznymi przeżyciami. Najpierw jego życie stanęło pod znakiem zapytania, kiedy padł ofiarą bardzo poważnego wypadku samochodowego. Chociaż wyszedł na prostą, życie go nie oszczędzało i szybko wpadł w finansowe tarapaty, z których jeszcze trudniej było się wydostać. Jednak i tym razem okazało się, że można w miarę szybko i gładko wyjść z kłopotów. Receptę na sukces i szczęście Elrod znalazł w stwierdzeniu, że spełnianie marzeń, życiowych planów i poprawianie jakości życia trzeba rozpocząć od siebie, bo żeby mieć życie na przysłowiową dziesiątkę, samemu trzeba być człowiekiem na dziesiątkę, bo przecież „skala twojej odpowiedzialności za twój los jest odpowiednikiem mocy, jaką dysponujesz, aby coś w życiu zmienić lub stworzyć je na nowo”.

Co do tego mają poranki? Okazuje się, że całkiem sporo, a autor na szczęście zamiast rzucać zaklęciami i życzeniami, które mają na pstryknięcie palcem zmienić całe życie, wytacza całkiem rozsądne argumenty, z którymi nie sposób się nie zgodzić.

Wiele razy spotykałam się z twierdzeniem, że pierwsza myśl o poranku ustawia właściwie cały dzień. I niewątpliwie coś w tym jest. Podobnie jak w powiedzeniu o wstawaniu z łóżka lewą nogą. Elrod nie jest jednak przesądny i przekonuje, że naprawdę udany dzień mogą mieć tylko osoby, które jasno określiły swoje cele, wytrwale do nich dążą, biorą pełną odpowiedzialność za swoje życie, a nawet z porażek są w stanie wyciągnąć konstruktywne wnioski, dzięki którym staną się lepszymi ludźmi.

Elrod gorąco zachęca, żeby zatrzymać się na chwilę i dobrze się zastanowić nad swoim życiem. Czy jest satysfakcjonujące? Czy przynosi radość? Czy może jest zwyczajnie przeciętne i właśnie dlatego tak ciężko jest rozkręcić w nim się w każdy dzień? Według Elroda problemem większość ludzi są brak czasu, brak refleksji i syndrom lusterka wstecznego, które aż za bardzo każe oglądać się za siebie i żyć przeszłością, zamiast skupić się na tym, na co każdy ma realny wpływ – planowaniu przyszłości i chwili obecnej. Trudno nie przyznać mu w tym racji, tym bardziej, że w „Fenomenie poranka” Elrod wyjątkowo skutecznie przekonuje, że zmiany, małe i duże, faktycznie są możliwe, a naprawianie życia może przynieść nie tylko satysfakcję, ale przede wszystkim frajdę i to w dodatku każdego dnia i od bladego świtu.

Elrod całkiem nieźle radzi też sobie z obalaniem pewnego mitu. Brak energii o poranku niektórzy zwalają na zarwaną noc albo tłumaczą się, że są przysłowiowymi sowami, które najbardziej kreatywne są późną porą. Elrod zadziornie pyta, ile w tym prawdy, a ile wmawiania sobie, że tak właśnie jest? Bo jak nie spojrzeć, ciężko wstać wypoczętym, kiedy zasypia się z myślą, że przecież wstanie się zmęczonym. Skoro można sobie wmówić zmęczenie, dlaczego nie można nastawić się na pełen energii poranek i dzień, w którym można przecież tak dużo zrobić, jeśli tylko rozpocznie się go odpowiednio wcześnie …

Teoretycznie rytuały zaproponowane przez Elroda można by wykonać o dowolnej porze dnia. Żadna jednak z nich nie nadaje się do tego równie dobrze jak poranki. Kiedy jest cicho. Człowiek jest wypoczęty. Nie jest jeszcze zmęczony ani sfrustrowany, a przede wszystkim jeszcze za niczym nie goni, żeby zdążyć na czas. Nic też nie jest w stanie tak pozytywnie nakręcić jak wyznaczony zawczasu cel i chęć do jego realizacji.

Na dobrą rozgrzewkę, Elrod zachęca, żeby posiedzieć chwilę w ciszy, pomedytować, napisać afirmacje i zabawić się w wizualizację swoich marzeń, by dzięki temu stały się bardziej realne i jeszcze bliższe. Ważne jest, żeby się trochę poruszać, bo nic tak nie dodaje energii jak poranna aktywność, która poprawia krążenie, rozbudza, wyrywa z odrętwienia. I wreszcie dobrze jest te swoje poranki dokumentować, notować, co udało się zrobić, co się zmieniło i w ten sposób dostrzegać subtelne zmiany, które z czasem prowadzą do wielkiej przemiany.

„Fenomen poranka” jest w jakimś sensie książką o kształtowaniu dobrych nawyków. Takich, dzięki którym w końcu ruszy się z miejsca. Bo chociaż niewątpliwie wizualizacje czy afirmacje mogą pozytywnie nastroić, Elrod wielokrotnie podkreśla, że podstawą do wszystkiego jest jednak działanie, świadome stawianie kolejnych małych kroków i realizacja małych celów, które z każdym dniem coraz bardziej przybliżają do realizacji marzeń.

Mnie Elrod zmotywował. Teraz już codziennie wieczorem przygotowuję sobie listę rzeczy do zrobienia na kolejny dzień. Chociaż jeszcze nie wszystkie punkty udaje mi się odhaczać, to jednak ich ilość rośnie, podobnie jak moja wiara w siebie i to, że jednak można. I chociaż jestem typem, który od zawsze kładł budzik jak najdalej od łóżka, żeby tylko zmusić się do wstania, teraz nagle znajduję w sobie wyjątkowo dużo energii, żeby nie tylko wstać, ale przede wszystkim od razu zacząć coś z zapałem robić.