z kolekcji The Metropolitan Museum of Art

Historia Maison Worth i epickie narodziny Haute Couture

Coco Chanel podobno nie lubiła niedziel, ale to właśnie w niedzielę będą na stronie pojawiały się szkice o modzie. Nie tej z polskich szaf, ale od najciekawszych projektantów, którzy dekada po dekadzie dyktowali trendy.

Obelgą jest porównywanie Haute Couture do taśmowo produkowanych ubrań z sieciówek. Mimo to jednak wiedza o modzie kończy się najczęściej właśnie na tych popularnych markach, które są jedynie namiastką prawdziwej mody. Szkoda, bo dopiero ten, kto pozna Haute Couture, zaczyna rozumieć czym jest moda.

Charles Frederic Worth i angielskie korzenie haute couture

Światowa moda kojarzy się przede wszystkim z Paryżem. Chociaż jednak Francuzi byli niezrównani w szyciu, to jednak Haute Couture zapoczątkował Anglik, Charles Frederic Worth. Wszystko zaczęło się niepozornie. Trudna sytuacja rodzinna zmusiła go w wieku jedenastu lat do podjęcia pracy, najpierw w drukarni, a później w sklepie z materiałami. Obowiązki młodego Charlesa ograniczały się zazwyczaj do przysłowiowego „przynieś, wynieś, pozamiataj”, jednak świat szeleszczących materiałów wciągnął młodego subiekta na tyle, że zainteresował się sztuką. Niedziele spędzał w muzeach, chadzał co jakiś czas do teatru i z zapałem wertował po pracy francuskie żurnale. Całkiem naturalne, że zaczął w końcu marzyć o przeprowadzce do Paryża.

Energiczny Anglik w Paryżu

Nie tylko jednak to marzenie się spełniło. W wieku 20 lat, w 1845 roku, Worth pojawił się w stolicy Francji z jedną tylko walizką. Energiczny chłopak z angielskim akcentem spodobał się Francuzom i szybko znalazł pracę w sklepie z materiałami La Ville de Paris, a później w renomowanym Maison Gagelin, w którym materiały kupowały najbogatsze miłośniczki mody. Worth szybko awansował na asystenta, a z czasem zaczął przekonywać właściciela sklepu do otwarcia atelier i szwalni. Gagelin opierał się, jednak ciężkie czasy w Paryżu skłoniły go do oddania części udziałów swemu obrotnemu pracownikowi. Worth zaczął projektować, a jego modele szybko zyskały uznanie całego Paryża. Jednak to wciąż było mało. Mobilizowany przez żonę Worth zaczął coraz częściej marzyć o usamodzielnieniu się. Zdecydował się jednak na to dopiero wtedy, kiedy miała mu się powiększyć rodzina.

Początki Maison Worth

W zdolnego kreatora zdecydował się zainwestować szwedzki hurtownik Otto Bobergh. Na potrzeby domu mody Worth wynajęto dom przy ulicy de la Paix 7. Urządzono w nim 3 pałacowe salony, wielką przymierzalnię zwaną salon de lumière oraz pracownię z gotowymi modelami.

Trendy w XIX-wiecznym Paryżu

Nawet jednak szykownie urządzone wnętrza nie odebrały blasku kreacjom Wortha. W XIX wieku wciąż jeszcze królowały krynoliny, suknie drapowano na ogromnych stelażach, których dolna obręcz miała średnio 5 metrów średnicy. Na przygotowanie jednej sukni zużywano średnio 100 metrów materiału. O ile jednak nie oszczędzano go na dół sukni, to zazwyczaj góra sprawiała wrażenie wyjątkowo oszczędnej, ponieważ Worth lansował głębokie dekolty, odkrywał kobiece ramiona, a ręce aż do łokci przyodziewał w eleganckie, długie rękawiczki.

Nowe szaty cesarzowej

Kreacje od Wortha przypadały do gustu aktorkom, metresom, damom o szemranej reputacji, które nie miały wstępu na bale w cesarskim pałacu. Wydawało się więc, że pozyskanie do grona klientek cesarzowej jest poza zasięgiem możliwości. Jednak również i ona z czasem zaczęła doceniać idylliczne, majestatyczne i pogodne suknie z Maison Worth. Projektant co rusz posyłał jej projekty, w swoje sukienki ubierał jej znajome damy, aż w końcu cesarzowa również zapragnęła ubierać się u Wortha, a kolejne modele zaczęły zapełniać jej magazyny w cesarskim pałacu.

Maison Worth rośnie w siłę

W tym czasie też dom mody Worth rozwijał się wyjątkowo dynamicznie. Projektant zatrudniał już 1200 pracowników, przygotowywał dwie kolekcje rocznie, miał coraz większe grono klientek i to nie tylko z Francji. Co najważniejsze zamówienia na suknie przychodziły też z europejskich domów królewskich.

Worth – wizjoner w świecie mody

Upojony sukcesem Worth zamieszkał w pałacu, projektował z cygarem w ustach i z zapałem zaczął lansować kolejne trendy. Świat jednak nie był jeszcze gotowy na turniurę, odchudzoną wersję krynoliny, płaską z przodu, z poduszką z tyłu i długim trenem. Pakowane w drewniane skrzynie krynoliny wciąż cieszyły się wielką popularnością. Cesarzowa nie omieszkała zabrać ich ze sobą nawet w podróż na Bliski Wschód. Na otwarcie Kanału Sueskiego zabrała ze sobą aż 250 modeli, które w siedmiu barkach płynęły za cesarskim jachtem przez Morze Śródziemne.

Ponowny sukces

Bajkę Wortha przerwała jednak wojna Prus z Francją. Wraz z rodziną Worth wyjechał na jakiś czas do Londynu, a po powrocie, kiedy sytuacja się uspokoiła, ponownie otworzył swój dom mody i zaczął jeszcze raz przekonywać Paryż do turniury. Tym razem mu się to udało, a o sukienkach od Wortha zaczęła marzyć kolejna cesarzowa, tym razem Augusta, żona Wilhelma I. Żeby przekonać małżonka do strojnych sukien, za każdym razem odsyłała je do Niemiec, gdzie przyszywano do nich metki niemieckich krawców. Dzięki temu bez trudu przekonała Wilhelma I do finansowania kolejnych zakupów.

Rodzinne imperium

Mimo sukcesów imperium Wortha powoli wchodziło w fazę zmierzchu. Schorowany projektant z nieleczonego przeziębienia nabawił się zapalenia płuc i zmarł, mając zaledwie 69 lat. Dom mody przejęli po nim synowie: Jean-Philippe, który zajął się projektowaniem, oraz Gaston odpowiedzialny odtąd za sprawy handlowe. Podczas jednak gdy pierwszy chciał być wierny tradycji i wciąż projektował reprezentacyjne suknie, to drugi zaczął dostrzegać zmiany w świecie Haute Couture. Przez pewien czas z domem mody Wortha związany był Paul Poiret, kolejny wirtuoz w świecie mody. Jego proste, szyte z materiałów w jaskrawych kolorach stroje nie spotkały się z aprobatą tradycjonalisty Jeana-Phillipa, a młody Poiret stracił pracę. Bracia wspólnie jednak wylansowali jeszcze pierwsze perfumy Haute Couture „Dans la nuit”, które przyniosły im duże zyski.

Zmierzch domu mody Worth

Kres tego krawieckiego imperium położyła pierwsza wojna światowa. Wstrząśnięty nią Gaston nigdy już nie odnalazł się w świecie lśniących i miękkich materiałów, a Jean-Philippe miał coraz większe problemy ze znalezieniem klientek na strojne suknie. Kobiety nie chciały już wyglądać jak księżniczki, a zamiast o balach, o wiele częściej myślały o emancypacji, wygodzie i niezależności. Dom mody ostatecznie sprzedano, ale wciąż żywa jest jego legenda. Na horyzoncie zaś zaczęły rodzić się kolejne gwiazdy, które zaprzedały duszę modzie.