dziewczyna z pociągu recenzja

Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins, recenzja

Jeśli wierzyć informacjom z reklam i okładki, egzemplarz tej książki sprzedaje się średnio co 6 sekund. Zachwalają ją mistrzowie gatunku. Ja niestety bardzo się rozczarowałam…

Dobry marketing i książkowy hit klasy B
Po pochwałach z okładki i dodatkowo zapoznaniu się z recenzjami moli książkowych, którzy jako pierwsi sięgnęli po powieść „Dziewczyna z pociągu” sądziłam, że w moje ręce trafiła pozycja, przez którą zarwę noc. Chociaż trudno mnie nazwać wielką fanka kryminałów czy innych powieści z dreszczykiem, liczyłam na literackie objawienie na miarę „Kodu Leonarda da Vinci” czy jednej z powieści Carlosa Ruiza Zafona. Z pewnym żalem jednak stwierdzam, że „Dziewczyna z pociągu” wypada na ich tle blado, a nawet mizernie. Po lekturze zaczęłam zadawać są jednak jedno pytanie – jakim cudem taka książka utrzymuje się przez tyle tygodni na pierwszym miejscu w księgarniach i na listach najlepszych książek?

Litość i trwoga
Przy recenzjach najsłynniejszych książek, które szturmem wbiły się na listę powieści wszech czasów, zawsze prędzej czy później pojawia się pojęcie katharsis. Powinno się ono kojarzyć z antycznymi tragediami, wciąż jest ważne, ale jakoś straciło swoją moc nadużywane w szkołach średnich. Tymczasem w naprawdę dobrych historiach chodziło i chodzi właściwie wciąż o jedno i to samo.
Powieść jest mocna, zapada w pamięć, prowokuje, wstrząsa, wzrusza i wzbudza całą gamę emocji, jeśli pojawiają się w niej znajome problemy, a bohaterowie w jakiś sposób są do nas podobni, wzbudzają naszą sympatię, a równie dobrze my, moglibyśmy być na ich miejscu. W przypadku „Dziewczyny z pociągu” próżno mówić o sympatii. Bohaterka nie wzbudza nawet prawdziwej litości – raczej politowanie. Po rozwodzie tyje, popada w alkoholizm, traci pracę, robi się zgorzkniała, zamiast zebrać się w garść, zaczyna żyć wyimaginowanym życiem idealnej pary, którą obserwuje z okien pociągu, gdy dla zachowania pozorów codziennie jeszcze udaje, że jeździ do pracy.
Nagle z gazet dowiaduje się, że jej ulubienica zaginęła. Co wtedy robi? Zaczyna na własną rękę prowadzić śledztwo, zbiera dowody i układa coraz to nowe teorie, co rusz sięgając po butelkę albo kieliszek.

Studium psychologiczne?
Z każdym rozdziałem jest już niestety coraz gorzej. Jak się szybko okazało, jedna nadwrażliwa bohaterka to zdecydowanie za mało. Nieszczęśliwa do bólu jest też i sama zaginiona, która nijak nie potrafi się odnaleźć w idealnym domu, z idealnym mężem u boku i regularnie szuka okazji, by jakoś ubarwić swoje życie i udowodnić sobie, że wciąż potrafi robić wrażenie na mężczyznach.
I wreszcie ta trzecia. Co prawda nie bez skazy, a wplątana trochę na własne życzenie w tragiczną, choć jednak nie poruszającą historię.
Niektórzy doszukują się w tej powieści doskonałej znajomości psychiki bohaterów. Określenie „Dziewczyny z pociągu” studium psychologicznym to już jednak zdecydowanie za wiele. Tu nie ma przysłowiowej ciemnej strony, jadu zemsty, starannie przemyślanego planu działania. Jest za to główna bohaterka – bezradna, rozżalona i rozczulająca się nad sobą, która właściwie przypadkiem trafia na kolejne ślady i w końcu rozwiązuje zagadkę. Koniec może i w jakiś sposób zaskakuje, ale niestety nie tak jak dobry kryminał czy thriller.

Zabawa w detektywa – szukanie mocnych stron
Prawdziwym wyzwaniem jak dla mnie jest znalezienie mocnych stron książki. Na pewno warto zwrócić uwagę na budowanie nastroju. Sama podróż pociągiem wprowadza swoistą atmosferę. Stukot kół o szyny, nieoczekiwane postoje, charakterystyczny opis domostw widzianych z okien wagonów – jeśli dobrze wczuć się w ten klimat, to można nawet usłyszeć dźwięki niepokojącej ścieżki dźwiękowej z filmu detektywistycznego.
Plus autorce należy się też za konstrukcję powieści. „Dziewczyna z pociągu” to właściwie 3 historie opowiedziane z perspektywy 3 kobiet – przedstawione z różnych perspektywy i splatające się w tragiczno-dramatycznym finale.

***

Hit z ostatnich tygodni, chociaż wciąż fantastycznie radzi sobie w księgarniach, do grona moich literackich faworytów nie trafi. Zastanawia mnie tylko jedno – czy film, który powstanie na podstawie powieści okaże się lepszy od książkowego pierwowzoru…