Dziewczę ze słonecznego wzgórza

Dziewczę ze słonecznego wzgórza (Fragmenty ubrane, cz. 11)

We „Fragmentach ubranych” teoretycznie mogłabym się skupić na nowościach wydawniczych i tych książkach, które w jakiś sposób stały się popularne i lubiane. Na szczęście jednak mogę skorzystać z blogerskiego przywileju i sięgnąć po klasykę, kiedy tylko mam na to ochotę. Bo chociaż nie przeczę, że tak popularne dziś kryminały mają niesamowitą siłę rażenia, to kilka słów należy się również klasyce.

Długo zastanawiałam się, jaką pozycję ze skandynawskiej klasyki wybrać. Mogłam sięgnąć po coś Ibsena albo Strindberga, ale wybór padł na Bjørnstjerne Bjørnsona. Dziś klasyka, ale jednocześnie człowieka o wyjątkowo jak na jego czasy śmiałych poglądach, noblistę i zaangażowanego w norweskie sprawy twórcę.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

Chciałam też zerwać z pewnym stereotypem. Książki ze skandynawskim rodowodem głównie za sprawą kryminałów wydają się mroczne i ponure. Są jednak wyjątki od tej reguły. Wśród norweskich pozycji można znaleźć książki optymistyczne, z dobrym zakończeniem, w których nikt nie ginie, nie ma trolli ani żądnych krwi wikingów.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

I tak właśnie w moje ręce trafiło opowiadanie „Dziewczę ze słonecznego wzgórza”. Niewielka książka zapewniła Bjørnsonowi popularność i do dziś znajduje się w kanonie książek, które warto znać, stworzonym przez PWN. Czy jednak rzeczywiście jest odporna na działanie czasu? Zastanówmy się.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

Choćby nie wiadomo jak słoneczne, wzgórze z opowiadania Bjørnsona nigdy nie dorówna Zielonemu Wzgórzu, a Synnøve Solbakken nie będzie książkową przyjaciółką kolejnych pokoleń nastolatek na miarę Ani z książek Lucy Maud Montgomery. Ale opowiadanie Bjørnsona też ma swój wyjątkowy klimat i sporo uroku.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

„Dziewczę ze słonecznego wzgórza” to prosta historia o dwójce młodych, zakochanych w sobie ludzi z zamożnych norweskich domów. Ona jest ułożona, mieszka na słonecznym wzgórzu i jest najlepszą partią w okolicy. On jest typowym pechowcem, rozrabiaką, który wpada w nieodpowiednie towarzystwo i zawsze pakuje się w kłopoty. Ale serce jak zawsze nie sługa. Torbjörn wpada w coraz to nowe tarapaty, a Synnøve dzielnie i stanowczo daje kosza kolejnym zalotnikom. Bjørnson nie oszczędza swoim bohaterom cierpień, ale ostatecznie bierze Synnøve i Torbjörna za rękę i prowadzi prosto do szczęśliwego zakończenia.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

„Dziewczę ze słonecznego wzgórza” to klasyk z 1857 roku. Przypomina sielanki z epoki, utwory na miarę „Hermana i Doroty” Goethego. Sympatycznie opowiada o dobrych z natury ludziach, którzy spotykają się w „pięknych okolicznościach przyrody”, muszą poradzić sobie z przeciwnościami losu, trochę pocierpieć, by ostatecznie żyć długo i szczęśliwie. Wspaniała jest u Bjørnsona Norwegia, wdzięczne są norweskie postaci, całość jest jak przyjemny dla oka obraz, który budzi uśmiech, krzepi, ale nie robi rewolucji w głowie. Nie zmienia to jednak faktu, że od czasu do czasu lubię sięgnąć po taką właśnie przyjemną klasykę. Tak samo jak czasami czytam poezję. Dla czystej przyjemności.

Ponieważ piękne okoliczności przyrody napatoczyły się same, aż prosiło się, żeby zaaranżować sesję, która w jakiś sposób oddałaby klimat opowiadania Bjørnsona.

Dziewczę ze słonecznego wzgórza

Tym razem postawiłam na kolory i mocne kontrasty. Góra jest błękitna, dół czerwony, a zestaw trochę łagodzą buty i sweter – duży, ciepły i stworzony wręcz do takich sielskich klimatów. Koszula ma dwie duże kieszenie, zamiast klasycznego kołnierzyka stójkę, podwijane rękawy i ładny pastelowy kolor. Spódnica nie jest zwyczajna. Ma popularny dziś, bandażowy krój, który fajnie podkreśla sylwetkę. Buty to wygodne baleriny z czarnymi noskami w duchu Chanel. Całość – lekka, grzeczna, przyjemna dla oka, a zupełnie przy okazji w zgodzie z najnowszymi trendami. Bo najnowsza moda wcale nie musi być trudna i dziwaczna :)

  • Fajne połączenie fotografii z literaturą ☺ Czuć klimat książki.

  • Przyznam, że bardzo chętnie sięgam po poezję, zazwyczaj to właśnie od niej zaczynam dzień, piękne słowa przy filiżance kawy. :)
    Bookendorfina

    • Super rytuał:) Grunt to się dobrze nastroić na cały dzień :)

  • I piękna sesja wyszła :) zdjęcie urokliwe a modelka śliczna :).Co do książek to właśnie czasem warto się skusić na coś innego, bo można się przyjemnie zaskoczyć. Ja się na przykład od książek Sapkowskiego trzymałam z daleka, a posłuchałam kilku opowiadań o wiedźminie i sięgnęłam po Narrenturm i dawno tak dobrze mi się nie czytało i dawno się tak nie uśmiałam :)

    • Dziękuję :) Też się przekonuję coraz częściej, że właściwie w każdym gatunku znaleźć można perełki :)

  • Już to kiedyś pisałam, ale uwielbiam ten Twój cykl! A jeszcze Skandynawia. Cóż ja ją pokochałam właśnie za mroczne i fantastyczne klimaty i MARZĘ o jej zwiedzeniu, ale pogodną książką też nie pogardzę 😉
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    • Cieszę się ogromniaście, że się podoba :) I zapraszam na nowe odsłony cyklu :)

  • Zdjęcia fantastyczne, ale typ literatury niestety nie dla mnie. 😉

    • Dziękuję :) A jaki typ najbardziej odpowiada? Tak staram się urozmaicać ten cykl, że prędzej czy później pewnie trafię w gust 😉

  • Nie czytam kryminałów, ale bardzo przydatny wpis dla wielu, którzy czytają i są zainteresowani klasyka tego gatunku, pozdrawiam 🙂

  • jeju jak tam niesamowicie pięknie jest <3 moje marzenie to mieszkać w Skandynawii