Duchowe życie zwierząt

Duchowe życie zwierząt, Peter Wohlleben

Zwierzaki wszelkiej maści lubiłam od zawsze. Do dziś podobają mi się słodkie pyszczki maluchów, dostojne sylwetki drapieżników, oryginalne umaszczenie wielu gatunków. Ta sympatia jednak nigdy nie szła w parze z zamiłowaniem do nauki przyrody i biologii w szkole. Duża wina w tym programów nauczania, które puszyste i piękne zwierzęta sprowadzają najczęściej do łacińskich nazw, których nie sposób zapamiętać.

Tym bardziej cieszę się, że w końcu znalazł się ktoś, kto potrafi opowiadać o świecie zwierząt pięknie, przystępnie i w zabawny sposób. Peter Wohlleben dokonał właściwie niemożliwego – z założenia przynudnawe, encyklopedyczne książki o zwierzętach szturmem wbiły się na listę najlepszych książek i od miesięcy cieszą się wielką popularnością. I bardzo słusznie, bo czyta się je wyjątkowo lekko, przyjemnie, a w pakiecie dostaje się przy okazji mnóstwo ciekawostek, które wyczytane z innego źródła ani myślą zatrzymać się na dłużej w pamięci.

Wielokrotnie już łapałam się na tym, że ktoś z wielką pasją zainspirował mnie do zgłębiania jakiegoś tematu. Wiele razy też żałowałam, że takie osoby poznawałam za późno, bo zapewne inaczej potoczyłyby się moje zawodowe losy. Peter Wohlleben na pewno obudziłby we mnie znacznie większe zainteresowanie naukami przyrodniczymi. Ale cóż, mogę tylko powiedzieć, że lepiej późno niż wcale, bo książki tego autora to pozycje, które naprawdę warto przeczytać.

„Duchowe życie zwierząt” to druga książka Wohllebena po zdumiewającej pozycji o drzewach, tylko z pozoru milczących, nudnych i bez wyrazu. Skoro więc Wohlleben potrafił wnieść tyle życia w opowieści o drzewach, cóż mógł zrobić ze światem zwierząt?
Spojrzenie Wohllebena na dzikie zwierzęta jest wyjątkowe. Nie opisuje ich z perspektywy obserwatora i znawcy. Temat ugryzł z zupełnie innej strony. Jak podpowiada sam tytuł, Wohlleben skupia się na życiu duchowym zwierząt. A skoro wchodzi na tematy związane z duchowością, to najprościej opisywać je ze znanej (czytaj: ludzkiej) perspektywy. Naciągane? Według mnie to genialne posunięcie, bo z jednej strony Wohlleben buduje więzi, a jednocześnie odwołuje się do znanych uczuć i emocji. To dzięki temu świat zwierząt staje się nie tylko bliższy, ale i bardziej zrozumiały.

Cała książka „Duchowe życie zwierząt” jest zgrabnie podzielona na niewielkie rozdziały, w których Wolhleben bierze pod lupę inne emocje i wydarzenia kluczowe nie tylko w życiu ludzi, ale i zwierząt. Sporo jest o macierzyństwie, związkach między zwierzętami, starzeniu się, zdobywaniu pożywienia, uzależnieniach, empatii, małych oszustwach, okazywaniu wdzięczności i zaufania. Wohlleben zgrabnie opowiada też o zwierzęcej intuicji, krytycznym okiem spogląda na monogamię wśród zwierząt i rozgrzesza niektóre gatunki za skoki w bok w imię przetrwania.

Wohlleben znajduje nawet przykłady zwierząt, które być może potrafią się porozumiewać w sobie tylko znanym języku, a nawet nadawać imiona poszczególnym osobnikom w grupie. Wreszcie bohaterów swojej książki obserwuje nie tylko na co dzień, ale również zagląda do ich norek, kiedy zapadnie zmrok. I co odkrywa? Że zwierzaki, podobnie jak ludzie potrafią śnić, drzemać i marzyć.

Zdecydowanie najbardziej wzruszające jest jednak zakończenie. Po takiej dawce inspirującej wiedzy, Wohlleben porusza chyba najtrudniejszy temat w całej książce – czy zwierzęta mają duszę?

Zwierzoluby lubią opowiadać między sobą o tęczowym moście, za który odchodzą ich podopieczni. Ponieważ od dzieciństwa mam jakiegoś zwierzaka, te opowieści zawsze w jakiś sposób mnie krzepiły, choć niektórzy uważają je za dziecinne. U Wohllebena jest jednak inaczej. Nie opowiada bajek o zwierzęcym życiu po życiu, a całkiem racjonalnie tłumaczy, dlaczego nie mielibyśmy uważać, że życie zwierząt definitywnie kończy się wraz ze śmiercią na ziemi. Bo skoro ewolucja to proces ciągły, dlaczego dusza miałaby należeć się jedynie człowiekowi, a innym, żyjącym równolegle z nim gatunkom, już nie? A skoro nikt niezbicie nie udowodnił istnienia duszy u człowieka, dlaczego odmawiać jej zwierzętom, tym bardziej, że wielokrotnie dały dowód na to, że potrafią zachowywać się i czuć w sposób bardzo bliski ludziom? Tłumaczenie Wohllebena wyjątkowo do mnie trafia, a od chwili przeczytania „Duchowego życia zwierząt”, w oczach moich czworonożnych kompanów zaczęłam dostrzegać znacznie więcej emocji niż kiedykolwiek.