siła czy moc recenzja

David R. Hawkins, Siła czy moc? Ukryte determinanty ludzkiego zachowania

Szekspir wiele wieków temu włożył w usta Hamleta pytanie „być czy nie być”. Bardziej współczesne jest to postawione przez Ericha Fromma – „mieć czy być?”. Ale jest też jeszcze jedno, istotne pytanie. I właśnie ono stało się tytułem książki Davida R. Hawkinsa „Siła czy moc”.

W Polsce ta pozycja ukazała się nakładem wydawnictwa Virgo i należy do grupy „książek budzących świadomość”. Dumnie brzmi, ale co dalej?

Po przeczytaniu tej pozycji, mogę powiedzieć, że nie jest to książka łatwa. Nie czyta się jej szybko. I trzeba być bardzo zdeterminowanym, żeby wziąć sobie mocno do serca wszystko to, co przekazuje autor.
Lepiej też nie sięgać po „Siłę czy moc” bez wcześniejszej intelektualnej rozgrzewki. Warto chociaż poznać najpierw koncepcje Osho, Anthony’ego de Mello, Ericha Fromma, stoików, żeby na świat, życie, a przede wszystkim siebie umieć spojrzeć z nieco innej niż własna, a przede wszystkim znacznie szerszej perspektywy.

Książka Hawkinsa jednak jest jednak o tyle inna, i kto wie czy właśnie dlatego nie trudniejsza, że została napisana z perspektywy naukowca i wybitnego psychiatry. W świetny sposób łączy więc w sobie to co naukowe, z tym co wychodzi poza rozum, buduje most, między światem nauk ścisłych i duchowością. W inspirujący i niezwykły sposób.

Kluczowe w książce „Siła czy moc” jest obalenie tradycyjnego sposobu postrzegania. Nie ma przyczyn. Nie ma skutków. Nie ma sekwencji zdarzeń. Wszystko jest jedynie manifestacją tego, co głęboko siedzi w nas samych. Nie ma ciągu zdarzeń A → B → C. Zamiast tego jest jedna wizja ABC, o której decyduje poziom świadomości, na którym znajduje się konkretna jednostka. Ta wizja zaś urzeczywistnia się stopniowo w naszym życiu.

To, na jakim poziomie jesteśmy, decyduje o tym, czy jesteśmy szczęśliwi czy nie, mamy w sobie siłę do działania, chęć do zmian, bardziej skupiamy się na sobie czy może jednak wychodzimy poza siebie i dbamy o ogólny dobrobyt całej ludzkości i sami czerpiemy z tego korzyści.
Jak w większość książek tego typu, dość istotne jest też pojęcie ego, bo to właśnie ono hamuje nas przed rozwojem, sprawia, że nie tylko zatrzymujemy się w biegu, uparcie trzymamy się naszych racji, a zamiast dążyć do samorozwoju, spadamy w przepaść.

Hawkins dokładne przeanalizował, nazwał i opisał poziomy świadomości, które mają decydujący wpływ na to, jak postrzegamy świat, jak go rozumiemy i jak się w nim czujemy. Wiotkim jak trzcina człowiekiem mogą więc rządzić niszczące siły takie jak wstyd, wina, apatia, żal, strach, pożądanie, złość, duma. Ale równie dobrze zamiast poddawać się sile, może odnaleźć w sobie moc, która pozwoli mu się piąć coraz wyżej po drabinie rozwoju duchowego. Od odwagi do dobrobytu, a potem do ochoty, akceptacji, rozsądku, miłości, radości, pokoju i oświecenia.

Hawkins w wielu miejscach przekonuje, że „To nie wydarzenia życiowe, ale nasza reakcja na nie, postawa, jaką wobec nich przyjmujemy, jest wyznacznikiem tego, czy będą miały one pozytywny czy negatywny wpływ na nasze życie. Czy potraktujemy je jako szansę, czy jako ciężar.” Bo każdy z nas jest jednocześnie źródłem i twórcą tego, czego doświadcza w swoim życiu. Zamiast być ofiarą, może współistnieć z siłami życia.

Hawkins w swojej książce pokazuje jak siła i moc przejawiają się w różnych dziedzinach naszego życia. Wyborów między nimi tak samo dokonują sportowcy, politycy, mistycy, artyści, ludzie legendy i właściwie każdy z nas bez wyjątku.
Decydujemy czy wolimy świat naszego ego, racji, przekonań, kruchych emocji i nadziei, strachów i lęków czy może jednak decydujemy się zaufać życiu, wyciągamy z niego, co dobre, stawiamy na szczęście, dajemy je innym i otrzymujemy podwojone przez wielką machinę życia.
Niby prosty i oczywisty wybór. Tylko sporo mocy w sobie trzeba, żeby go dokonać. Na ile jej w sobie macie?