Dave Gana Angels & Ghosts recenzja

Dave Gahan, Angels & Ghosts

Dave Gahan zawsze się wyróżniał. To on był najjaśniejszą gwiazdą koncertów Depeche Mode. On też najbardziej dał się we znaki członkom zespołu i zmartwił fanów, kiedy wyczerpane nałogiem serce zatrzymało się, a później, ku zaskoczeniu wszystkich, znów zaczęło bić.

Tę uwagę na sobie Dave potrafi skupiać do dziś. Zapewne dlatego zdecydował się na nagrywanie solowych płyt i w końcu przeforsował pomysł na umieszczane na krążkach DM własnych kompozycji. Angels & Ghosts to czwarte solowe wydawnictwo wokalisty, które już zbiera dobre recenzje. Krążek faktycznie jest dojrzały, nostalgiczny, sentymentalny, jesienny. Jest na nim wszystko, czego można się było spodziewać po współpracy Dave’a z Soulsavers. I chociaż na krążku nie brakuje muzycznych smaczków, pojawia się na nim kilka właściwie perfekcyjnych piosenek, a płyta jest różnorodna, bogata, dopracowana, to jednak słuchając całości, można odnieść wrażenie, że jest trochę za bardzo przytłaczająca, nostalgiczna, refleksyjna i przez to niestety również za bardzo patetyczna. Mimo że wracam do niej z przyjemnością, to jednak oprzeć nie mogę się wrażeniu, że Dave podąża już jednak w zupełnie innym kierunku, a z każdą kolejną płytą będzie wydawał mi się coraz bardziej odległy…

Na Angels & Ghosts znalazło się łącznie 9 piosenek. Najbardziej do serca (jak również i ucha) przypadły mi tylko albo aż dwie, do których z niemałą przyjemnością wracam. Niesamowicie kuszące jest Tempted. Spore wrażenie robi na mnie jeszcze All of this and nothing, które tak samo dobrze brzmi przez słuchawki, na głośnikach i w klubie. Dave doskonale wiedział, co robi, wybierając właśnie ten kawałek do promocji swojej najnowszej płyty, która, jak na nią nie spojrzeć, jest jak najbardziej godna uwagi i przesłuchania. Nie tylko dla prawdziwego, coraz starszego i bardziej sentymentalnego depesza.