bombki

Darujmy sobie te święta, John Grisham

John Grisham pisze powieści głównie dla ludzi o mocnych nerwach. Spod jego pióra wyszły m.in. „Firma” i „Raport Pelikana”. Raz zrobił wyjątek i napisał o najbardziej znanych i lubianych Świętach na świecie. Trochę przewrotnie, bo zapytał, co by było, gdyby je ominąć…

A gdyby ominąć Święta?

Cała historia rozpoczyna się jeszcze w listopadzie. Jedyna córka głównych bohaterów – Luthera i Nory Kranków – wyjeżdża do Ameryki Południowej, by pracować tam jako wolontariuszka. Ma nie być jej przez cały rok, a szczególnie smętnie zapowiadają się najbliższe Święta, do których wcale nie zachęca rozkręcający się dopiero przedświąteczny szał. Luther, zawodowy księgowy, wpada jednak na nietypowy pomysł. Zszokowany tym, że w ostatnim roku na Święta wydał ponad 6 tysięcy dolarów, nie mówiąc o zszarganych nerwach i straconej energii, proponuje swojej żonie, by tym razem zrezygnować ze Świąt, a wolne dni spędzić na Karaibach. Po długich namowach udaje mu się przekonać Norę i kupuje bilety na rejs. Wszystko układa się pomyślnie, do wigilii, kiedy to z lotniska do Kranków dzwoni córka, informując, że jest w drodze do domu wraz z nowym narzeczonym… Krankowie mają więc zaledwie kilka godzin, by zmienić plany i przygotować dla niej święta.

O przywiązaniu do tradycji

Historia jak historia, realistyczna, mogła się zdarzyć właściwie pod każdą szerokością geograficzną. Mnie bardziej jednak niż pomysł na zrezygnowanie ze Świąt zaintrygowało to, w jaki sposób bohaterowie książki na tę informację reagowali. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo jest wymiksować się ze Świąt, a niewinny z pozoru pomysł może przysporzyć tylko wrogów.

Przepis na skandal

Tak właśnie dzieje się w przypadku samych Kranków. Ich pomysł zostaje odebrany jako szalony, dziwaczny czy nawet nienormalny. Pojawiają się spekulacje, czy wszystko u nich w porządku, pada nawet pytanie, czy nie zostali buddystami lub czy nie są Żydami. Niemały żal mają też do nich sąsiedzi, Kranków odwiedza telewizja, a ich dom pojawia się w gazetach. Nadużywane ostatnio słowo skandal idealnie pasuje do całej sytuacji. Ale… im bliżej końca grudnia i im gorączka większa, tym więcej pojawia się osób, które choć podziwiają i zazdroszczą Krankom, to jednak nie ośmielają się przełamać i zrobić tego, co oni. Bo chociaż z jednej strony tęskni się za tym, co nowe i nieznane, to jednak łatwiej jest stać na straży tradycji. Tradycji, która jednak w tym przypadku nie jest skostniała, tylko jak najbardziej żywa. Co więcej, w odpowiednim dla siebie czasie zawsze włącza do życia jakiś element magii, która udziela się wszystkim bez wyjątku. Nawet Krankom.