Czy tylko cierpienie uszlachetnia?

Czy tylko cierpienie uszlachetnia?

„Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”, „rzeczy wartościowe nie przychodzą bez wysiłku”, „nie ma nic za darmo” – te i wiele innych powiedzeń zdają się przekonywać, że życie nie jest usłane różami. Wydaje się też, że dorastanie i rozwój wiązać się muszą z bólem, by zostały uznane za wartościowe. Dlaczego jednak nie docenia się nauki płynącej z pozytywnych doświadczeń?

Naiwni optymiści i kiczowate szczęście?

Optymistów często bierze się za naiwniaków, którzy absolutnie nic nie wiedzą jeszcze o życiu i wiele muszą się jeszcze o nim dowiedzieć – o świecie, w którym rządzą brutalne reguły gry i ludziach, którzy nigdy nie są bezinteresowni i w każdej chwili dla obrony własnych interesów gotowi są przemienić się w uśmiechniętych drapieżników. Stratą czasu wydaje się poświęcanie go innym, a wszelkie formy życzliwości wzbudzają falę podejrzeń zamiast pozytywnych emocji. Pastelowy świat dobrych doświadczeń wydaje się nie tylko iluzją, ale i jednym wielkim kiczem, z którego nie można wynieść żadnej nauki. Czyżby?

Codzienne próby ognia

Bolesne doświadczenia faktycznie uczą, tym skuteczniej, im więcej sprawiają cierpienia. Przyrównać je można do wkładania ręki w ogień. Kto raz to zrobi, już nigdy więcej nie spróbuje. Każdy jednak posiada swój próg bólu, a chociaż niewątpliwie dzięki doświadczeniom zyskuje się wiedzę, to jednak sporo za nią trzeba zapłacić. Traci się życiowy zapał, nadzieje, marzenia, beztroskę, ufność, wiarę w siebie, ludzi i świat, który z każdym dniem wydaje się coraz mniej przyjaznym miejscem do życia. Jedynym sposobem, żeby ocalić swój kawałek nieba wydają się schowanie się do twardej skorupki, egoizm i szukanie szczęścia w drobnych przyjemnościach. Ekscytujące mogą okazać się zakupy, podróżowanie, szukanie pasji, które wypełniają wolny czas i pozwalają chociaż na trochę zapomnieć o brutalnym świecie.

Szczęście – dzielić, żeby mnożyć

Można jednak wybrać zupełnie inną drogę, uczyć się, ale jednak nie sparzyć, korzystać z życia, ale jednocześnie dzielić się swoim światem z innymi. Nie bez powodu myśliciele stwierdzili, że ci, którzy działają na rzecz innych są w rzeczywistości egoistami. Działając, nie tylko wzbogacają siebie, ale i zyskują energię, mnożą pozytywne doświadczenia, które nie powodują cierpienia, a jednak uczą. Szczęściem ponoć trzeba się dzielić, żeby je mnożyć i to prawda. Najpierw trzeba jednak dobrze opanować tę nietypową tabliczkę mnożenia, żeby zawsze uzyskać dodatni wynik w każdym działaniu.

Życiowa tabliczka mnożenia

Pozytywne nastawienie to nie wszystko. Warto się zastanowić nad tym, ile z siebie jest się gotowym zainwestować, czy faktycznie to poświęcenie się komuś przyda, nigdy nie dawać niczego na wyrost i starannie pilnować tej granicy. Tylko w ten sposób niczego się nie traci, a wiele się zyskuje, zaczynając od dobrego samopoczucia, a na wzajemności i wdzięczności innych kończąc. Bo chociaż podskórnie każdy z nas wie, że najlepiej jest pilnować własnego nosa i nie uszczęśliwiać nikogo na siłę, to jednak lubi dostawać miłe niespodzianki od życia i od czasu do czasu zarazić się pozytywną energią od innych.

Kowal i jubiler

Z pozytywnych doświadczeń wbrew pozorom również można wynieść wiele dobrego, zwiększyć swoją wrażliwość, przyciszyć zazdrość i wyrzuty sumienia, budować dzięki nim swój pozytywny portret i lubić dzięki temu siebie i innych jeszcze bardziej. Charakter dobrze jest hartować jak stal, pamiętając że prawdziwe piękno zyskuje dopiero wtedy, kiedy doda mu się szlachetne szlify i staranne grawerunki. Te ostatnie zaś to jednak zawsze efekt radosnego tworzenia i dawania, a nie poddawania się próbom ognia.

Opublikowano: 15.11.2014 r.