Cztery Drogi, Kinnunen, recenzja

Cztery drogi, Tommi Kinnunen

Książki współczesnych fińskich twórców wyławiam zawsze z wyjątkową przyjemnością. Na pewno trochę przez zboczenie zawodowe (jak nie spojrzeć, dyplom z ugrofinistyki zobowiązuje), ale nie tylko.

Fińska i ogólnie skandynawska proza mają szczególny klimat, który uwielbiam. Opowiadane przez Skandynawów historie są specyficzne, bardziej surowe i północne. Nawet poznając bohaterów, można od razu odnieść wrażenie, że na pewno nie chodzi o kogoś z najbliższego sąsiedztwa i rodzimego podwórka. Ale to wszystko oczywiście działa na plus.

Nie inaczej było w przypadku „Czterech dróg” Tommiego Kinnunena. W ciągu sekundy zdecydowałam, że rzucam wszystko, żeby wchłonąć tę powieść.
I nie pożałowałam.
„Cztery drogi” potrafią zrobić mocne wrażenie. A chociaż już trochę czasu minęło od ich przeczytania, to nadal jestem mocno wstrząśnięta i jednocześnie zachwycona tą powieścią. Kinnunen potrafi wnikliwie obserwować rzeczywistość z różnych puntów widzenia i na dokładkę umie świetnie o tym opowiadać. Zaskakuje wrażliwością i dojrzałością, a chociaż podejmuje trudne i kontrowersyjne tematy, to ani razu nie przekracza granicy dobrego smaku.

W „Czterech drogach” szczególną rolę grają kobiety. Zupełnie inne niż Polki. Twarde, silne, wytrwałe i odważne. Wraz z poznawaniem każdej z nich zaczyna się rozumieć, dlaczego to właśnie Finki jako pierwsze w Europie i drugie na świecie zyskały prawa wyborcze. Bohaterki „Czterech dróg” również nie czekają na uśmiech losu. Same walczą, są silne, samodzielne i niezależne.

Na kartach powieści przedstawione są 3 pokolenia kobiet. Pierwsza z nich, Maria, to położna, która od samego początku zdobywa sobie coraz większy szacunek otoczenia, mimo że jest jednocześnie samotną matką. Do końca życia z nikim się nie związuje i cierpliwie rozbudowuje swój coraz większy dom przy czterech drogach.

Jej córka, Lahja, po części idzie w ślady matki. Również zdobywa zawód, samotnie wychowuje córkę, ale marzy też o wielkiej, szczęśliwej rodzinie. Szansa na jej stworzenie pojawia się, kiedy na jej drodze staje Onni. W domu pojawiają się kolejne dzieci, ale marzenie o pełnej rodzinie coraz bardziej się oddala. Lahja odkrywa, że jej mąż, zasłużony żołnierz i wzorowy ojciec, nie jest w stanie obdarzyć jej mocnym i namiętnym uczuciem. Rozsypane na drobne kawałki życie i marzenia próbuje sklejać i naprawiać. Ale chociaż udaje jej się na trochę zatrzymać przy sobie bliskich, to sama i na własne życzenie oddala się w pustkę samotności.

Onni jest chyba najbardziej tragiczną postacią w tej powieści. Marzy o dzieciach, ale w tajemnicy zmaga się też ze swoim „przekleństwem” i chorobą, za którą sam uznaje swój homoseksualizm. Ma mnóstwo wrogów wokół siebie, ale żaden nie jest równie surowy i zacięty, jak on sam. Życie Onniego jest jak jeden wielki wyrzut sumienia, z którym bohater nie jest w stanie sobie poradzić.

Kinnunen w miarę szczęśliwe życie daje przedstawicielom trzeciego pokolenia. Syn Onniego i Lahji zakłada pełną, szczęśliwą rodzinę z Kaariną, ale i tak ciąży nad nimi cień coraz bardziej zgorzkniałej Lahji, która mieszka razem z nimi. Żyją razem z nią, ale jednak oddzielnie, czekając właściwie na moment, kiedy w końcu zamknie oczy i będą mogli zacząć spokojne życie.

Nic tej samotności, braku zrozumienia i miłości nie oddaje lepiej niż ten przejmująco smutny fragment:

„I w końcu każdy skrył się w swoim pokoju za zamkniętymi drzwiami i starał się żyć tak, by nikomu nie przeszkadzać. Ogromny dom wypełniły milczenie i uprzedzająca grzeczność – otwarte drzwi na wszelki wypadek zamykano cicho z powrotem, aby nie burzyły spokoju domowników. Każdy siedział na brzegu swojego łóżka, nasłuchiwał ostrożnych kroków w innym pomieszczeniach i czekał, aż ktoś do niego zapuka. Wejdzie do środka, przysiądzie i spyta, jak mu minął dzień. Ale nikt nikogo nie odwiedzał i o nic nie pytał, wszyscy żyli jak więźniowie za zamkniętymi i na wszelki wypadek cicho domykanymi drzwiami.”

Tytuł „Cztery drogi” to nawiązanie do rodzinnego domu Marii postawionego właśnie przy czterech drogach. Ale jednocześnie to metafora, bo cała historia opowiadana jest z perspektywy czterech osób, z których każda wybrała inny sposób na życie.
Najpierw poznajemy Marię. Po niej historia jest opowiadana z punktu widzenia Lahji. Następnie postacią wiodącą staje się Kaarina, by wreszcie oddać głos Onniemu i poskładać wszystko w jedną całość. Każda z tych postaci ma swoje życiowe motto. Dla Marii jest nim przysięga położnej. Lahja surowo ocenia siebie i innych przez kodeks jednej z organizacji religijnych. Historię Onniego rozpoczynają słowa roty żołnierskiej. Życie Kaariny z kolei podporządkowane jest słowom przysięgi małżeńskiej, która każe trwać przy sobie na dobre i na złe.

Akcja „Czterech dróg” jest rozpięta na niemal całe stulecie. To nie tylko opowieść o trzech pokoleniach jednej rodziny. W tle widać zmieniający się na ich oczach świat. Pojawiają się samochody, telewizory, wybucha wojna, homoseksualizm traktuje się jak przestępstwo obyczajowe i chorobę, którą powinno się leczyć. Wszystko te znaki czasu nie pozostają bez wpływu na losy bohaterów. Nie są dla nich jedynie tłem opowieści. Znacząco też kształtują ich losy.

***

„Cztery drogi” są smutną powieścią. Bardzo surową. Na swój sposób tragiczną, ale pojawiają się w niej również refleksy ulotnego szczęścia. Powieść wspaniale pokazuje, że każde życie ma swoją wartość. Swoje własne piękno, które wcale nie musi być ładne. Ważne, żeby prawdziwie i autentycznie wzruszało.