Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

Cień góry (Fragmenty Ubrane, cz. 33)

Kiedy czytam ostatnią stronę takich książek jak „Cień góry” Gregory’ego Davida Robertsa, zawsze ogarnia mnie bezbrzeżny smutek. Że to już koniec, że trzeba się obudzić i wrócić do rzeczywistości. Tym razem jednak wiedziałam się na co się porywam. W końcu to kontynuacja powieści „Shantaram”, która dosłownie rzuciła mnie na kolana i pochłonęła bez reszty dobrych kilka lat temu. Nie sądziłam, że dane mi będzie przeczytać jej ciąg dalszy. A jednak po latach się pojawił, a powieść po raz kolejny w magiczny sposób przeniosła mnie do Bombaju.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

„Shantaram” dosłownie wgniótł mnie w fotel. Przy „Cieniu góry” nie odczułam już tego gigantycznego wow, ale po części dlatego, że wiedziałam, czego mogę się spodziewać, a poprzeczkę tej książce postawiłam wyjątkowo wysoko. Mija kilka dni, od kiedy odłożyłam „Cień góry” na półkę. Nie przeczytałam go w rekordowym tempie, ale jak na pozycję tej wielkości (800 stron w niestandardowym, większym niż typowo formacie i dość ciasno zadrukowaną tekstem) kilka dni to i tak imponujący wynik.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

Długo nie musiałam czekać, żeby z kart tej książki znów dobiegł mnie gwar Bombaju, żebym poczuła na sobie gorące powietrze, wychwyciła zapachy egzotycznych przypraw i wyobraziła sobie intensywne, typowe dla Indii kolory. Hipnotyzujący swoją energią Bombaj to jednak tylko jeden z licznych bohaterów „Cienia góry”. W tej książce powraca też stara, dobra ekipa znana z „Shantaram”. Lojalni gangsterzy, typy spod ciemnej gwiazdy i wyrzutki społeczeństwa, którzy w Bombaju znaleźli swój nowy dom. Normalnie wzbudziliby strach, a przynajmniej niepewność, a sam Roberts na ostatniej stronie bez ogródek dodaje, że postaci opisane w książce żyją w autodestrukcyjny sposób i nie zaleca ich naśladować. Spoko, nie zamierzam, ale nie zmienia to faktu, że ciepłym uczuciem obdarzyłam niemal każdą z tych postaci i niemała w tym zasługa samego autora.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

Rzadko spotkać można tak grube książki, w których nie chce się przeskakiwać stron z przynudnawymi opisami, które nic nie wnoszą do akcji. W „Cieniu góry” takich zapychaczy właściwie nie ma. Ta powieść roi się od barwnych postaci, z których każda opowiada swoją własną historię. Ta powieść jest jak jeden wielki serial, ciekawe wątki przeplatają się ze sobą, czasami w zaskakujący sposób łączą, jeszcze bardziej wciągają w opisany w powieści świat. „Cień góry” to jednak w pewnym sensie „Shantaram” na bogato. Mniej to slumsów, a więcej bogactwa i szemranych interesów, a główne postaci są już w Bombaju od paru lat zadomowione. Ten miejscowy koloryt jednak i tak można wyczuć. Na kartach powieści pojawiają się targi rybne, kawiarnie i sklepiki, gwarne ulice, zapyziałe komisariaty policji, a monsunowy deszcz tak samo ulewnie spada na biedny i bogaty Bombaj, które oddziela od siebie bardzo cienka granica.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

Roberts genialnie opisuje codzienność w indyjskim mieście, momentami bawi, wciąga, zachwyca, ale budzi też grozę, bo powieściowy Shantaram czyli Lin co rusz pakuje się w nowe tarapaty, zadziera z tymi, z którymi nie powinien, przemyca na Sri Lankę 20 kilogramów złota, a tuż przed finałem sam Bombaj staje się świadkiem wojny dwóch gangów walczących ze sobą o władzę.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

W tej powieści wiele razy robi się naprawdę gorąco, ale Roberts zgrabnie i w odpowiednim momencie zmienia też zupełnie kurs na bardziej refleksyjne tematy i wspaniale pokazuje to spokojniejsze, bardziej uduchowione oblicze Indii. Jak dla mnie, udało mu się zachować idealną równowagę, a sama powieść, jedna z dłuższych jakie ostatnio czytałam, praktycznie ani razu nie zaczęła mi się dłużyć, raczej z obawą spoglądałam na numery stron i z przerażeniem odkrywałam, że szybko zbliżam się do końca.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

W tej powieści jest właściwie wszystko, za co kocham książki. Jest w niej dynamiczna akcja. Wielowymiarowe, wyraziste postaci. Namiętna i jednocześnie romantyczna miłość. Miejsca zapadające w pamięć, które natychmiast chce się odwiedzić w rzeczywistości. Refleksje, które od razu trafiają prosto w serce. Za to wszystko pokochałam „Shantaram”. To samo odnalazłam też w „Cieniu góry”, a ponieważ nic nie wskazuje na to, że autor dopisze do tej historii ciąg dalszy, całkiem poważnie zaczynam się zastanawiać, czy nie zacząć czytania od nowa…

***

„Shantaram” to raczej męska, typowo awanturniczo-przygodowa powieść, ale z baśniowo-egzotyczną nutą. „Cień góry” jest pod tym względem podobny. Nie znaczy to jednak, że nie ma w tej powieści żeńskich postaci. Przeciwnie. Kobiet w „Cieniu góry” jest sporo, a każda z nich jest inna, wyrazista, na swój sposób dzika i niezależna. Jest spontaniczna artystka Lisa, ambitna dziennikarka Kawita, eteryczna hipiska z Norwegii, demoniczna madame Zhou, rozkapryszona córka bombajskiego bogacza Divya, niebezpieczna bojowniczka ze Sri Lanki o wdzięcznym pseudonimie Niebieski Hidżab, która regularnie strzela do swojego męża z rewolweru. I wreszcie jest ona, nieobliczalna Carla, która już w poprzedniej powieści na dobre i na złe skradła serce Lina.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

Każda z nich ma swój styl, przykuwa wzrok, wodzi bohaterów powieści za nos i żadna z nich ani myśli dać zepchnąć się w kąt, tylko dlatego, że jest kobietą. Bohaterki tej powieści różnie się ubierają. Niektóre paradują w obcisłych spódnicach, inne wybierają jeansy, jeszcze inne stawiają się na zwiewne sukienki. Szukając stylizacji, która w jakiś sposób odda ducha „Cienia góry” wybrałam więc ciemne jeansy, sznurowane na wysokości kostki botki z frędzlami i długą, delikatną koszulę ze stójką, z rozszerzanymi rękawami, zadrukowaną we wzory, które od razu skojarzyły mi się z charakterystycznym, typowo indyjskim symbolem umieszczonym na okładce „Cienia góry”. Do kompletu dorzuciłam jeszcze tylko lakierowana kopertówkę w kolorze bladego różu, żeby trochę rozjaśnić całość, chociaż w tym zestawie równie dobrze spisałby się też zgrabny, mały, skórzany plecak albo pojemna shopperka.

Cień góry, Gregory David Roberts recenzja cykl modowo-książkowy Fragmenty Ubrane

To dobry zestaw na co dzień, na wieczór, w sam raz na koncert, ale i odpowiedni, żeby wsiąść jako pasażer na motocykl, wtulić się w plecy kogoś wyjątkowego i pognać nad wodę, żeby podziwiać zachód słońca albo na tytułową górę, żeby spotkać się z duchowym mistrzem, który, jak sam z rozbrajającą szczerością wyznaje, czasami musi rzucić mięsem, bo bywa naprawdę zmęczony byciem uduchowionym i miłym dla wszystkich, którzy go odwiedzają, a ni w ząb nie rozumieją o czym do nich mówi…

  • Asia/ LemurPodróżnik

    Nie znałam wcześniej tego autora, a po twoim poście wydaje się być godny zauważenia. P.S. Bardzo ładne kolory tuniki:)

  • Tunika w stylu indyjskim świetna! :) jak z india shopu.

  • Danuta Brzezińska

    Książka nie koniecznie dla mnie, ale stylistyka jak najbardziej. Myślę, że w takiej yunice to i ja bym jakos wyglądała.

  • Czarująca stylizacja, a do “Shantaram” zbieram się od dawna. 😉 Mam nadzieję, że spodoba mi się tak jak Tobie! 😉

  • Newenglandblog

    Taką samą pustkę odczuwam kiedy kończę czytać książki Zafona.

  • Paryska Nabierka

    Nigdy nie slyszlam, ale nie jestem tez pewna czy to powiesc dla mnie.

  • Tych książek nie znam, ale bardzo podoba mi się Twoja inspiracja w postaci stylizacji 😉