chrusty

Chrusty babci Zosi

W marketach faworki pojawiły się już jakiś czas temu. Ale żadne, których próbowałam nie były tak cieniutkie, chrupiące i rumiane jak te, które robiła babcia Zosia.

Uczyłam się je przygotowywać jeszcze zanim poszłam do szkoły. Przygotowanie zajmowało pół dnia, a zapakowane w kartonik chrusty wiozłam do domu najczęściej na sankach.

Do robienia chrustów wróciłam parę lat temu. Dokładnie 3 lata temu robiłam je w walentynki i w przeddzień koncertu Stinga w Warszawie. W tym roku nadarzyła się inna okazja – moje 30. urodziny. Mam więc podwójny powód, żeby bezkarnie sobie pochrupać i nie przejmować się kaloriami.

Chrusty babci Zosi
Nie mam pojęcia, ile lat liczy sobie ten przepis, ale nigdy mnie nie zawiódł. Tylko kilka składników, bajecznie proste przygotowanie, a chrupania co niemiara…

Składniki:

  • 0,5 kg mąki pszennej
  • 1 żółtko
  • odrobina soli
  • mała, kwaśna śmietana (250 ml; 12% lub 18%)
  • olej
  • cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Z mąki uformować koło. Do środka wbić żółtko i posypać szczyptą soli. Dodać śmietanę i dobrze zagnieść. Ciasto podzielić na 3-4 mniejsze części. Każdą z nich porządnie rozwałkować, aż ciasto będzie cieniutkie. Po rozwałkowaniu wyciąć chrusty (z każdej porcji powinno wyjść około 20 sztuk), w każdym zrobić rozcięcie w środku i przełożyć przez nie końcówkę.

Na patelni rozgrzać olej. Chrusty smażyć z obu stron, aż przybiorą złocisty kolor. Osuszyć na papierowym ręczniku, a kiedy trochę przestygną, przełożyć na talerz i posypać cukrem pudrem.

Tym razem uwinęłam się ze wszystkim w 2,5 godziny i zrobiłam aż 102 chrusty :)

Porcja dla …. osób? ykhm… kwestia mocno dyskusyjna…