Cadillac gra Led Zeppelin

Cadillac i utwory Led Zeppelin w 4 Różach

Wieść o tym, że zespół Cadillac doskonale gra covery roznosi się po Zielonej Górze pocztą pantoflową. Ta darmowa, nieco partyzancka promocja okazuje się jednak bardzo skuteczna, bo Cadillac z koncertu na koncert przyciąga coraz więcej osób.
Rzadko zdarza się też, żeby bilety na koncert z coverami wyprzedały się z dużym wyprzedzeniem. Po koncercie Cadillaca wcale mnie to jednak nie dziwi.

Led Zeppelin i Cadillac
Na koncert chciałam iść ze względu na same piosenki. W czasach mojej zeppelinowej fazy zdarzało mi się słuchać pięciu pierwszych płyt zespołu pod rząd i to w dodatku każdego dnia. Po koncercie na Torwarze mam też wyjątkowy sentyment do Roberta Planta. Czekało mnie jednak bardzo miłe zaskoczenie. Może wszyscy panowie z Cadillaca nie mają takich długich włosów jak zeppelini za swoich najlepszych lat, ale grają naprawdę dobrze, bardzo głośno i przede wszystkim z sercem. Niemal tak dobrze jak zeppelini wiele lat temu.

Co było, a czego zabrakło
Staranne też dobrali zestaw piosenek z całego dorobku muzycznego zespołu. Były i te szybsze i te wolniejsze kawałki, bardziej i mniej znane. Szczególnie ucieszyły mnie „Babe, I’m gonna leave you” i „Immigrant song”. Bardzo dobrze zabrzmiały „Kashmir” i „Stairway to heaven”. Były nawet „Ramble on”, „Since I’ve been loving you”, „Thank you”, „No quater” ii „Rock and roll”. Ale niestety zabrakło moich dwóch perełek z płyty House of the holy – „Rain song” i „Over the hills and far away”.

Klasa od pierwszego taktu do ostatniego bisu
Mając do dyspozycji tak bogatą dyskografię, wcale nie tak trudno było rozruszać publiczność i utrzymać ją w doskonałym nastroju do samego końca koncertu. Playlista jednak z pewnością przypadkowa nie była. Na dobry początek Cadillac zagrał „Good times, bad times” czyli pierwszy kawałek z pierwszej płyty, potem pojawiały się w różnej kolejności kolejne przeboje. Żeby usłyszeć „Whole lotta love”, trzeba było jednak poczekać do bisów.

Jednak nie tylko Led Zeppelin
Wiadomość o karnawałowym koncercie Cadillaca w 4 Różach pojawiła się jeszcze w grudniu. Bilety do sprzedaży trafiły w styczniu. Na koncercie miały być grane tylko kawałki Led Zeppelin. Tymczasem było inaczej. Właściwie trochę spontanicznie zespół w bisach jako przedostatnią piosenkę zagrał „Let’s dance” Davida Bowie. I tym przy okazji przypomniał jak bardzo będzie nam go brakować…