Budapeszt Parlament

Budapeszt w kolorach jesieni

Niektóre miejsca rozkwitają jesienią. I właśnie jesienią najlepiej jest je odwiedzać. Właśnie takie są Praga i Wiedeń. Typowo jesienny jest też Budapeszt.

Żeby jednak wybrać się w liczącą około 12 godzin podróż, potrzebowałam większej motywacji niż spadające z drzew kolorowe liście i długa lista atrakcji. Ta motywacja w końcu nadeszła w postaci Roberta Smitha i pozostałych muzyków z The Cure. Cóż było zrobić? Rezerwować bilety, pakować się i jechać.

4-dniowa wycieczka przypadła na ostatni weekend października. Ryzykownie, bo w znacznym stopniu uzależniona była od wyjątkowo łaskawej tym razem pogody. Głównie dzięki niej zobaczyłam Budapeszt piękniejszy niż w folderach turystycznych, a nawet w mojej własnej wyobraźni. Jesienny, kolorowy, porażający ilością zabytkowych obiektów. Na tych kilka dni aparat dosłownie przyrósł mi do ręki i nie mogłam opanować się od robienia zdjęć. Na przemian cykałam fotki i podnosiłam szczękę zaskoczona kolejnym ładniejszym od poprzedniego widokiem.
I tak jednak nie przebiłam japońskich turystów, którzy z zaangażowaniem rasowych paparazzi cierpliwie stali w parku i robili zdjęcia wiewiórce, jakby to była co najmniej Angelina Jolie.
Krzepiące i zabawne jednocześnie.

Ale od początku. Czyli od koncertu. László Papp Arena w Budapeszcie to obiekt bardzo podobny do łódzkiej Areny. Nowoczesny, duży, idealny na tego typu imprezy. Robi mocne wrażenie. Tak samo jak The Cure, którzy dali najgłośniejszy i właściwie najdłuższy koncert na jakim kiedykolwiek byłam.
3 godziny, 31 piosenek, 3 bisy. I to bezcenne wrażenie, że setlista była układana specjalnie dla mnie. Takich koncertów się nie zapomina.
Dla smaku „Lullaby”:

Na zwiedzanie samego Budapesztu zostały tylko 2 albo aż 2 pełne dni. Mało i dużo jednocześnie. Wystarczyło w sam raz, żeby zobaczyć Bazylikę św. Stefana, wdrapać się upiornie kręconymi schodami na wieżę widokową, obejrzeć ze wszystkich stron Parlament, pospacerować promenadą nad pachnącym i modrym Dunajem, odkryć Varosliget (jeden z najpiękniejszych zamków, jakie na oczy widziałam), wejść na Górę Gellerta, pokrążyć po zabytkowej Budzie, średniowiecznym labiryncie, zobaczyć kościół św. Mateusza (czy tylko mi kojarzy się z Sagrada Familia Gaudiego?) i odwiedzić budapesztański Central Park, czyli wyspę Margaret.

Intensywnie? Niekoniecznie, bo Budapeszt jest świetnie skomunikowany, a trochę kosmiczny język węgierski wcale nie jest przeszkodą w porozumiewaniu się. Nie będę pisać, że główne atrakcje mi się podobały, a Parlament wygląda lepiej jak na zdjęciach. Każdy kto był i widział, przecież to robi. Ale jeśli przypadkiem tam będziecie, i będzie to akurat jesień, to koniecznie spróbujcie kasztanów na deptaku, wypijcie grzańca na wyspie Margaret i popływajcie po Dunaju. Wrażenia – bezcenne :)

I co tu dodać więcej. Kocham jesień. I kocham Budapeszt.
Zresztą sami zobaczcie.

 

budapesztmix

Budapeszt

Budapeszt

Kościół św. Szczepana

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt

Budapeszt