Bryan Adams

Bryan Adams – zapomniany i niedoceniony?

Gwiazdor o imponującym dorobku kojarzący się właściwie z jednym przebojem – „(Everything I do) I do it for you”. W dodatku utalentowany fotograf, którego prace pojawiały się m.in. w Vogue czy Harper’s Bazaar.

Imponujący dorobek muzyczny

Prawdziwych przebojów, złotych, srebrnych i platynowych płyt Bryan Adams ma jednak na swoim koncie znacznie więcej. Od początku lat 80. wydał łącznie 11 albumów studyjnych, płyty koncertowe i kilka kompilacji z największymi przebojami. Hitowy kawałek wykorzystany w filmie „Robin Hood Książę Złodziei” był zaś tylko jedną z kilku piosenek przygotowanych na potrzeby filmów. Razem ze Stingiem i Rodem Stewartem zaśpiewał utwór do „Trzech Muszkieterów”, wyjątkowy duet stworzył też z Barbrą Streisand. Przez te wszystkie lata współpracował także z innymi muzykami, m.in. Tiną Turner, Mel C. czy Rogerem Watersem. Na zaproszenie tego ostatniego zaś wystąpił podczas wyjątkowego spektaklu The Wall granego w Berlinie tuż po zjednoczeniu Niemiec i obaleniu muru berlińskiego. Wypadł w nim chyba najlepiej ze wszystkich artystów i nie jest to moje subiektywne odczucie.

Nieprzypadkowa obecność w mediach

Chociaż debiutował, mając zaledwie 20 lat, a już w 3 lata później odniósł międzynarodowy sukces, pozostał znany i nieznany jednocześnie. Jego kariery nie wspierały skandale, głośnie romanse, ani spekulacje odnośnie orientacji seksualnej, a świat dopiero kilka lat temu dowiedział się, że Adams ma szczęśliwą rodzinę. Nie oznacza to jednak, że przez te wszystkie lata milczał. Artysta głos w mediach zabierał wielokrotnie, walcząc o prawa zwierząt (sam od lat jest weganinem).

Tracks of my years i kolejny koncert w Polsce

Dwa miesiące temu w sklepach ukazała się najnowsza płyta Bryana Adamsa „Tracks of my years” z coverami piosenek, których artysta słuchał od lat i którymi się inspirował. Przedstawił je po swojemu, a wiele z nich brzmi wyjątkowo ciekawie jak np. „You shook me”, „C’mon everybody”, „Many rivers to cross”, „Never my love” czy hicior wszech czasów „Sunny”. Za kilka dni, po raz kolejny pojawi się na koncercie w Polsce, tym razem w Krakowie.

Kraków po Rybniku i Poznaniu

Niestety tym razem nie będę miała okazji go zobaczyć, ale wciąż dobrze pamiętam jego występy z Rybnika i Poznania, w których również grał nie tak dawno. Zawsze go lubiłam, ale od czasu tych koncertów mam do niego wyjątkowy sentyment i lubię wracać do jego piosenek.

Hity do samochodu

Statusu gwiazdy Adamsowi nikt już nie odbierze, ale mimo sukcesów jakoś nie mówi się o nim z równie wielkim uznaniem jak o Garou, U2, Stingu i wielu innych wykonawcach, którzy na muzycznej scenie obecni są od lat 80. Może to z powodu niewymuszonego stylu, starannie wypracowanego niedbalstwa i rockowego luzu, które stały się jego znakiem rozpoznawczym, a może to wina samych piosenek. Bo czy szybkie czy wolne, bardziej niż do tańca nadają się do słuchania w samochodzie. Od kilku dobrych lat popularność artysty też powoli słabnie. Zapewne po części dlatego, że nie nagina się na siłę do obowiązujących w muzyce trendów, ale wierny jest sobie. Powiela też pewien schemat.

Toć to Bryan Adams!

Jeśli przeanalizować historię muzyki ostatnich lat, listy przebojów, biogramy wykonawców, łatwo można zauważyć, że czasami piosenki bardziej znane są od wykonawców. Nie brakuje twórców jednego przeboju, mnóstwo jest też takich, których nazwisko przyćmiewa kolejne piosenki i albumy. Ci najwięksi wykonawcy mają jednak na swoim koncie również i takie nagrania, które bez większego zastanowienia kojarzone są właśnie z nimi.

Normals śpiewający o szczęściu

Właśnie taka była twórczość Bryana Adamsa w latach dziewięćdziesiątych. Obecnie po kolejnych piosenkach słychać, że to on, a choć utworom właściwie niczego nie brakuje, to już raczej nie wybiją się do światowej czołówki. Szkoda, bo osobiście uważam, że podjął się w nich bardzo trudnego zadania – śpiewa w nich po prostu o szczęściu. Temat niby banalny, ale z tego samego powodu jest też wyzwaniem. Bo trudno nie otrzeć się w tym przypadku o banał, naiwny idealizm i jednocześnie trafić w gusta krytyków i szerokiej publiczności, kiedy nie śpiewa się o gwałtownych emocjach. Ta sztuka nie udała się nawet Michaelowi Jacksonowi, a Bryan Adams w tym duchu nie dość, że ciągle tworzy, to w dodatku jest w formie i ma swoich wiernych fanów. Przypomina o sobie też właściwie w idealnym momencie – bo do trendu na normalność nikt chyba nie pasuje równie dobrze jak właśnie on.

Moje muzyczne “naj”

Na koniec moja „złota dziesiątka” (kolejność jak zawsze przypadkowa):
1. Inside out
2. How do you feel tonight
3. One night love affair
4. Summer of ’69
5. All for love
6. (Everything I do) I do it for you
7. Lonely nights
8. Tonight
9. The only thing that looks good on me is you
10. Have you ever really loved a woman?

… i wiele innych. A właśnie, będę mało oryginalna, ale cała płyta „Waking up the neighbours” wchodzi praktycznie sama. Jest idealna w długie trasy 😉

photo credit: John Biehler via photopin cc