anatomia strachu

Anatomia strachu

W pływaniu najtrudniej jest położyć się na wodzie. Zanurzyć twarz i odciąć sobie dostęp do powietrza.

Kiedy podnosisz głowę, żeby złapać oddech, nogi momentalnie opadają i ciągną za sobą plecy, ramiona i głowę, która tak bardzo chce się wynurzyć. To zawieszenie w wodzie trwa ułamki sekund. Potem nogi i ręce zaczynają się ruszać, aż wreszcie znajdują oparcie i mocno stają na dnie, a całe ciało powraca do wyprostowanej pozycji.

Mija chwila. Oddech się uspokaja. Serce zaczyna spokojniej bić, a głowa – myśleć o kolejnej próbie. Znów chce spróbować położyć się na wodzie.
Ale przy zmianie pozycji, strach znowu wraca. Mięśnie są jak z żelaza, a sylwetka kuli się, zamiast się wyprostować.
Strach znowu ciągnie na samo dno. Żeby znów się odbić i przygotować do kolejnej próby.
I kolejnej. I jeszcze jednej. Aż w końcu się uda.

***

Przyjemnie jest leżeć na wodzie. Lekko. Bez wysiłku. I spokojnie oddychać.
Woda łagodnie masuje plecy, ustępuje rękom i stopom, kiedy zaczynają się poruszać, żeby płynąć.
Strach czasami powraca. Ale coraz mniejszy. Aż w końcu sam idzie na dno i jak złośliwy, wodny demon chwyta za ręce i nogi swoje kolejne ofiary.

Strach czai się w wodzie. Ale z czasem traci swoją moc. Przynajmniej w tym jednym miejscu i przynajmniej nad nami.

***

Strach zjawia się w różnych miejscach.
Łatwo go poczuć.
To przez niego ręce drżą. Serce szarpie się jak przerażony ptak. Krew uderza do głowy. Sparaliżowane mięśnie potrafią ułożyć usta jedynie w sztuczny grymas.

Ale tak na szczęście jest tylko na początku.
Za pierwszym, drugim, trzecim, a może jeszcze nastym razem.
Potem robi się spokojniej. Opór znika. Nie walczy się bezsensownie, tylko robi się to, co trzeba.

Otrzepujesz dłonie. Bierzesz głębszy oddech. Rozglądasz się.
I stopniowo kontrola nad wszystkim wraca.

***

Cieniutka jest granica strachu. A im cieńsza, tym twardsza i trudniejsza do pokonania.
Porażkę od sukcesu dzielą ułamki milimetrów. Ale odległość między nimi można zmierzyć tylko, robiąc krok do przodu albo spoglądając wstecz.
Nigdy przed skokiem.

I tak jest prawie zawsze.
Wystarczy tylko wystarczająco dużo razy położyć się na wodzie.