ametysty

Amulety, horoskopy i inne takie

Jednym słowem gusła i zabobony, w które nikt nie wierzy, ale po kryjomu je zbiera, czyta o nich, interesuje się nimi. Na wszelki wypadek i nie tylko w Andrzejki czy w Nowy Rok.

Nie takie znowu magiczne sztuczki…

Rośnie też grono tych, którzy nie mniejszym ukradkiem wysyłają SMS-y do wróżek czy wchodzą do zacienionych gabinetów, w których na okrągłym stole stoi kryształowa kula. Wróżka się nad nią nachyli, spojrzy swoim przenikliwym wzrokiem, otaksuje spojrzeniem kolejnego klienta i zamyśli się. Zazwyczaj trafia z przepowiednią, bo sekret sukcesu wróżb tkwi w ich uniwersalności. Zwykle są one tak ogólne, że można je interpretować na różne sposoby, również te wykluczające się. A jeśli całość okrasi się jeszcze życiowymi mądrościami i paroma astrologicznymi terminami, klient za odkrycie kart przyszłości gotów bywa zapłacić grube pieniądze.

Mądrości z horoskopów

Trudno jest wyjaśnić fenomen horoskopów. Tym bardziej, że te charakteryzujące poszczególne znaki zodiaku wydają się w wielu przypadkach wyjątkowo trafne. Przynajmniej tak twierdzi zdecydowana większość zainteresowanych. Zresztą w co tu nie wierzyć, skoro horoskopy są zazwyczaj pozytywne i zwraca się w nich uwagę głównie na dobre cechy. Można się w taki opis zapatrzyć i znaleźć swoje cechy niekiedy nawet na wyrost. Można mile połechtać swoje ego, zyskać pewność siebie, nie mówiąc już o poczuciu wspólnoty, braci i sióstr wodników, skorpionów, baranów… Niektórzy pod wpływem horoskopu naginają się do tych zodiakalnych cech i podświadomie zaczynają je w sobie pielęgnować i zwracać na nie większą uwagę. Czasami o zodiaku podpowie coś znajomy, a kiedy serce żywiej zabije, od razu szuka się horoskopów partnerskich, nawet jeśli się w nie nie wierzy, dla zabawy i dla zasady.

Ezoteryczno-astrologiczny boom

Kiedyś wróżby i astrologia były bardziej poważane. Ba, astrologię wykładano na wyższych uczelniach, gdzie była traktowana na równi z astronomią. Dziś tej naukowości się jej odmawia, ale od czego jest komercja? Astrologia stała się dzięki niej dochodową branżą, która obejmuje nie tylko wróżby wszelkiej maści i rodzaju, ale też wydawnictwa książkowe, tytuły prasowe, długie listy szczęśliwych kamieni i amuletów. Wszystko to ma wspierać ludzi w działaniu, wytyczać ich drogę, nieco rozjaśniać i wyjaśniać nieodgadnioną przyszłość, dodawać otuchy czy nawet pomagać budować wizerunek. Z taką promocją ten „gwiezdny” przemysł nie padnie jeszcze przez wiele lat. Bo w ingerencję gwiazd wierzy się wciąż chyba bardziej niż w cudowne działanie suplementów diety.

Przyszłość – niewiadoma i setki możliwości

Chyba każdy chciałby poznać swoją przyszłość albo chociaż troszkę przesunąć swoje życie do przodu. O tydzień, miesiąc, kilka lat. Żeby upewnić się, jak będzie. Czy podjęło się dobre decyzje. Nawet jednak poznanie tej przyszłości nie pomoże się wyzbyć wątpliwości. Bo własne życie można przeżyć na miliony sposobów, spotkać miliardy ludzi, stać się członkiem przypadkowych zdarzeń i sytuacji. Wiele rzeczy chce się spróbować, poznać, pisać różne scenariusze własnego życia, zawsze jest jakaś alternatywa.

Naprzeciw nieznanemu

Pewnie gdybym znała już swoją przyszłość, jak na złość przeżyłabym życie zupełnie inaczej. Bo po co robić coś, co już jest znane i wiadome? To tak jak przeżyte już raz życie, a niewiadome jest zawsze ciekawsze, bardziej intrygujące. Chociaż tak bardzo szuka się pewności w życiu, to jeszcze bardziej lubi się niespodzianki, zwłaszcza te miłe. Jest się o co starać i trzeba się starać, żeby trwało.

Mój osobisty amulet

A amulety i wszystkie te wspomagacze? Cóż, też mam swój szczęśliwy kamień, bo lubię i mi się podoba. Raczej średnio pomaga mi w życiu, ale świetnie przypomina mi, co chcę w nim zrobić. I właśnie dlatego sprawdza się w swojej roli.

Opublikowano: 29.11.2013 r.