pióro

A wokół nas chrapią anioły…

Jak byłam mała, to widziałam je na wielu obrazkach. Miewały złote, falowane włosy, fiołkowe oczy i jasną skórę.

Zawsze ubrane były w zwiewne szaty.
Wszystkie miały skrzydła. A niektóre chodziły boso.
Jak mówiły, to szeptem i zawsze z ciepłym uśmiechem.

Lubiłam te eteryczne istoty.
Kruche i delikatne, ale jednocześnie emanujące wyjątkową siłą i mocą.
Imponowały mi.
Zawsze mi się wydawało, że pochodzą z bezpiecznego i ładniejszego świata, w którym jest miejsce na piękno i dobro, a etyczne zasady tam, skąd pochodzą, są oczywiste same przez się.

Ale z czasem dorosłam i coś zrozumiałam.
Dla jasnoskórych i długowłosych aniołów nie ma miejsca w naszym świecie twardych zasad. Anielska cierpliwość nie jest już zaletą.
Spokój i pokora nie prowadzą na szczyt.
A nadzieja i radość typowe dla aniołów są zaskakująco bliskie naiwności, słabości i bierności.

Nie ma dziś na świecie nieskazitelnych i eterycznych aniołów.

Ale są inne.
Miewają szare skrzydła. Zgrzebne szaty. Przybrudzone twarze.
Ale to nic, bo mają też swoje wewnętrzne światło.

Serce.
Bardzo silne.
Niezmordowane i wytrwałe.
Wielkie.

Są łagodne, ale i asertywne.
Pełne nadziei, ale i wytrwałe i silne.
Nigdy się nie poddają.
Jest ich cała armia. I każdy z nas je zna. Miewa je w sobie.

Nasze anioły wydobywają z nas to, co dobre. Inspirują. Budzą iskierkę nadziei. Melodię naszych marzeń.
Pchają do działania.

Nie pytają i nie drążą. Nie podsuwają też wymówek. Karmią duszę. Budzą intuicję. Każą szukać swojego przeznaczenia i wskakiwać prosto do naszych najpiękniejszych marzeń.
Chronią nas. Dodają siły. Pomagają wychodzić z życiowych zakrętów.

Te nasze anioły mają tylko jedną zasadniczą wadę.
Są strasznymi śpiochami. Straszliwymi śpiochami.
Niekiedy śpią wiele dni, tygodni, lat, a nawet całe życie.
I bardzo głośno chrapią.

***

Może pora je obudzić? I zaparzyć im mocną kawę?